Były dyrektor CIA John Brennan, występując w stacji MSNBC u Nicole Wallace – żony inżyniera narracji „New York Timesa” Michaela Schmidta, znanego z otrzymywania przecieków od dyrektora FBI Jamesa Comeya za pośrednictwem Daniela Richmana – publicznie zauważył, że w Departamencie Sprawiedliwości, FBI i CIA wciąż osadzone są „legiony” agentów działających przeciwko prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Nie jest to dla obserwatorów Waszyngtonu szczególną niespodzianką, ponieważ administracja Trumpa od miesięcy kontynuuje demontaż macek aparatu Lawfare i agentów wywiadu w głównym resorcie sprawiedliwości, różnych biurach prokuratorów federalnych, kwaterze głównej FBI, biurach terenowych oraz różnych silosach społeczności wywiadowczej. Marco Rubio pracuje obecnie nad czystkami w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego oraz operacjach Departamentu Stanu, w tym w USAID. Tulsi Gabbard i John Ratcliffe współpracują nad NSA i CIA, a Todd Blanche zajmuje się Departamentem Sprawiedliwości. Dyrektor FBI Kash Patel usunął tymczasem zaledwie około dziesięciu procent problemu w swojej agencji. Główny problem sięga jednak głębiej i nie ogranicza się wyłącznie do agentów pozostałych z ery Obamy oraz Bidena – niektóre kłopoty wypływają na powierzchnię w wyniku rekomendowania przez „republikańskie” głosy personelu z „uśpionych komórek” i podejrzanych osób na stanowiska w administracji.
Kogo obserwować, a komu nie ufać?
Jednym ze sposobów, by sprawdzić, czy szef agencji rozumie wyzwanie, jest zwrócenie uwagi na to, jak mówi o celach misji swojej instytucji. Liderzy tacy jak Marco Rubio i Tulsi Gabbard otwarcie przyznali, że problem istnieje, i aktywnie zwalczają korupcję w swoich szeregach. Nawet John Ratcliffe przyznał, że jego agencja została upolityczniona i wykorzystana jako broń polityczna, podejmując kroki, aby temu zaradzić.
Inaczej rzecz wygląda w przypadku części pozostałych nominatów. Pam Bondi i Kash Patel chwalili instytucjonalne osadzenie bez zwracania uwagi na ukrytą pod nim korupcję, co stanowi sygnał ostrzegawczy dla obserwatorów. Na szczęście pełniący obowiązki Prokuratora Generalnego Todd Blanche wydaje się przyjmować bardziej konfrontacyjne podejście wewnętrzne, dzięki czemu być może Kash Patel pójdzie w jego ślady.
CYNICZNYM OKIEM: Brennan ostrzega przed „legionami”, których sam zostawił w spadku po swojej kadencji. To trochę jak podpalacz krzyczący „pożar” – z tą różnicą, że dziś nie ma już dostępu do zapałek.
Sztandarowym przykładem porażki w rekomendacjach kadrowych jest sprawa Morgan Ortagus. Dziwnie sformułowane ogłoszenie jej nominacji pojawiło się na dwa tygodnie przed inauguracją, a Trump w wpisie na Truth Social użył enigmatycznego sformułowania, jak ujął to dosłownie: „Nie robię tego dla siebie, robię to dla nich”. Zawsze istniały trzy możliwe interpretacje, kim są „oni” – ludzie z silnym wsparciem republikanów, osoby na Bliskim Wschodzie, które miałyby z nią do czynienia, lub Stephen Witkoff i Jared Kushner.
Niezależnie od tożsamości tajemniczych protektorów, było jasne, że Trump nie był zachwycony ich prośbą. Morgan Ortagus jest wieloletnią agentką Deep State z korzeniami w amerykańskiej społeczności wywiadowczej i USAID, dlatego jej szybki upadek dało się przewidzieć. Została po cichu odsunięta ze stanowiska w czerwcu 2025 roku, przetrwawszy zaledwie sześć miesięcy. Nieprzypadkowo były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz został usunięty miesiąc wcześniej – w maju 2025 roku – ponieważ on również był fatalnym wyborem ze względu na bliskie związki z aparatem wywiadowczym.
Trio, które zmienia reguły gry
Za fasadą publicznego oświadczenia Johna Brennana w MSNBC kryje się człowiek świadomy nowej rzeczywistości. Administracja Trumpa zmieniła dynamikę agencji, o których mówi Brennan, i systemy te już nie istnieją w dotychczasowym kształcie – lub przynajmniej nie mają już tych samych możliwości operacyjnych. Potrzeba kontroli jest reakcją na strach, a strach Brennana jest zarówno widoczny, jak i bardzo uzasadniony okolicznościami.
Kluczem do zrozumienia transformacji jest fakt, że DOJ i FBI działają pod wpływem społeczności wywiadowczej, która ostatecznie trzyma lejce władzy. Cztery kluczowe stanowiska decydują o całej grze: doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, sekretarz stanu, biuro dyrektora wywiadu narodowego i dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej. Po doradcach, których powołali Rubio, Gabbard i Ratcliffe, widać, że każdy z nich ma trzeźwe spojrzenie i pewną rękę.

CYNICZNYM OKIEM: Reformowanie społeczności wywiadowczej przypomina próbę naprawienia samochodu w trakcie jazdy – z tym, że kierowca nie zna mapy, a pasażerowie próbują przejąć kierownicę. Każde dziesięć procent czystki to mały triumf na tle dziewięćdziesięciu procent oporu.
Od połowy 2025 roku, mniej więcej w czasie odprawienia Waltza i Ortagus, znaczące zmiany zaczęły pojawiać się w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, Departamencie Stanu, DNI oraz w CIA. Niektóre trafiły na pierwsze strony gazet, większość nie – jednak wszystkie razem budują większy cel demontażu wysoce upolitycznionego aparatu wywiadowczego służącego jako broń. Na arenie międzynarodowej reakcje rządów sojuszniczych oraz opozycyjnych i ich agencji wywiadowczych są w dużej mierze geopolityczną odpowiedzią na brzemienne w skutkach zmiany wprowadzane przez wspomniane trio.
W kraju postępy w zakresie odpowiedzialności dotyczące Jamesa Comeya, Johna Brennana, Johna Boltona, Michaela Atkinsona i Erica Ciaramelli wynikają z przejrzystości wprowadzonej przez to samo trio pracujące „powyżej” głównego nurtu DOJ i FBI. Połączony aparat wywiadowczy USA może wreszcie przebić się przez szum i środki zaradcze agentów Lawfare. To nie tylko szefowie poszczególnych struktur wywierają pozytywny wpływ, ale również decyzje personalne dotyczące ludzi, którymi się otaczają.
Dopóki Rubio, Ratcliffe i Gabbard będą wypychać prawdę na powierzchnię, demaskować korupcję służącą manipulowaniu rządem oraz opracowywać strategie odtajniania dowodów, które byli urzędnicy ukryli pod fałszywymi pretekstami, DOJ, FBI oraz amerykańskie społeczeństwo będą mieli informacje potrzebne do podejmowania decyzji. Ilość światła pojawiającego się teraz na horyzoncie jest toksyczna dla interesów tych, którzy organizowali tajne operacje przez ostatnie lata. Ostatecznie to prawda sprawia, że złe przedsięwzięcia muszą się wycofać – a to właśnie wydaje się najgłębszym źródłem niepokoju ludzi pokroju Brennana, który nie bez powodu publicznie ostrzega przed losem, jaki czeka jego dawnych „legionistów”.



