Smartfony, samoloty, internet – w ciągu stulecia człowiek przekształcił planetę bardziej niż jakikolwiek gatunek w dziejach. A jednak w lustrze wciąż widzimy tę samą twarz Homo sapiens. To złudzenie, przekonuje dr Scott Solomon z Uniwersytetu Rice. W swojej najnowszej książce Becoming Martian: How Living in Space Will Change Our Bodies and Minds dowodzi, że człowiek nadal ewoluuje, tylko wolniej i mniej widocznie.
Przez ostatnie 10 tysięcy lat nasze ciała uległy subtelnym zmianom – zmniejszyliśmy się, osłabiły się nasze szczęki, ale proces trwa. I prowadzi, jak twierdzi biolog, do jednego z trzech możliwych finałów.
CYNICZNYM OKIEM: Człowiek stworzył technologię, by przyspieszyć wszystko – z wyjątkiem samego siebie.
Scenariusz pierwszy: zatrzymanie się w miejscu
Najmniej prawdopodobny, ale kuszący w swojej prostocie – ewolucyjna stagnacja. Gdybyśmy przez wieki pozostali tacy, jacy jesteśmy teraz. Solomon przypomina jednak, że takie przypadki w historii życia nie występują: „W 3,7 miliarda lat żadnemu gatunkowi się to nie udało. Wszystkie się zmieniają – tylko w różnym tempie.”
Człowiek nie jest wyjątkiem. A stagnacja, jak w ewolucji, tak i w cywilizacji, zwykle kończy się tak samo – upadkiem.
Scenariusz drugi: zniknięcie
Znacznie bardziej realny. Wymarcie jest los, który spotkał 99% wszystkich gatunków, jakie kiedykolwiek żyły.
Solomon wymienia listę zagrożeń niczym katalog apokalipsy: asteroida, superwulkan, wojna nuklearna, pandemia, katastrofa klimatyczna czy w końcu śmierć Słońca.
Nasza zdolność do tworzenia technologii czyni nas unikalnymi – ale też wyjątkowo podatnymi na autodestrukcję.
CYNICZNYM OKIEM: Ziemia poradziła sobie już bez dinozaurów. Poradzi sobie i bez nas – z lepszym zasięgiem GSM.
Scenariusz trzeci: rozdzielenie gatunku
Najciekawszy i coraz bardziej możliwy. Mars, Księżyc czy inne planety mogą stać się dla ludzi nowym archipelagiem Darwina.
O ile kolonizacja się uda, odmienność środowiska i brak kontaktu genetycznego z Ziemią sprawią, że potomkowie kolonistów zaczną się różnić biologicznie – aż przestaną być Homo sapiens w sensie ścisłym.
Solomon szacuje, że wystarczy dziesięć pokoleń izolacji, by powstał nowy gatunek – Homo martianus.
Jeśli człowiek rozproszy się po Układzie Słonecznym, ewolucja znów ruszy pełną parą – tym razem nie między kontynentami, ale między planetami. Tak jak galapagoskie zięby Darwina stworzyły różnorodność ptasich form, tak ludzie mogą w przyszłości stanowić „nieskończone formy najpiękniejsze i najdziwniejsze”, jak pisał sam Darwin.
CYNICZNYM OKIEM: Być może przyszłość człowieka to nie wojenka o zasoby, lecz różne wersje nas samych – ludzi, którzy będą nam obcy, a jednak znajomi. Bo ewolucja, jak zawsze, nie pyta o zdanie – tylko czeka, kto pierwszy poleci na Marsa.


