Hiszpania wycofała swoje siły specjalne z Iraku po tym, jak pogorszenie się sytuacji bezpieczeństwa uniemożliwiło dalsze prowadzenie misji szkoleniowych. Hiszpańskie Ministerstwo Obrony potwierdziło w niedzielę, że Grupa Zadaniowa Operacji Specjalnych – odpowiedzialna za szkolenie irackich jednostek antyterrorystycznych w Bagdadzie oraz w bazach kurdyjskich na północy kraju – została przeniesiona do nieujawnionych, bezpiecznych lokalizacji. Hiszpania utrzymuje w Iraku łącznie około 300 żołnierzy w ramach dowodzonej przez Stany Zjednoczone koalicji przeciwko ISIS.
Nie wiadomo, dokąd dokładnie przetransportowano komandosów. Najbardziej prawdopodobnym miejscem tymczasowego schronienia wydaje się Turcja – paradoksalnie jeden z bezpieczniejszych krajów w regionie, biorąc pod uwagę, że nawet amerykańskie bazy w Jordanii stały się celem irańskich rakiet balistycznych i dronów.

CYNICZNYM OKIEM: Koalicja „anty-ISIS” działała sprawnie – dopóki nikt w nią nie strzelał. Gdy pojawiają się drony z irańskim rodowodem, misja cywilizacyjna nagle okazuje się logistycznie niemożliwa do utrzymania.
Śmiertelny atak na Francuzów przyspieszył decyzje
Bezpośrednim katalizatorem szerszego wycofania był czwartkowy atak drona na francuską bazę wojskową w pobliżu Erbilu. Starszy chorąży sztabowy Arnaud Frion zginął, gdy irański dron typu Shahed uderzył w obiekt Mala Qara, położony kilkadziesiąt mil na południowy zachód od Erbilu. Kilku innych francuskich żołnierzy odniosło rany.
Prezydent Emmanuel Macron potępił atak jako „niedopuszczalny”, podkreślając, że francuskie wojsko przebywa w Iraku wyłącznie w celach antyterrorystycznych. „Wojna w Iranie nie może usprawiedliwiać takich ataków” – oświadczył Macron.
Ataki na zachodnie obiekty w Iraku prowadzone są przez lokalne milicje powiązane z Teheranem, operujące z terytorium samego Iraku. W miniony weekend dron uderzył w ambasadę USA w Bagdadzie, co uruchomiło falę decyzji o relokacji zachodnich sił.
Włochy również przystąpiły do cichego wycofywania personelu z bazy w Erbilu w irackim Kurdystanie. Przed obecną eskalacją stacjonowało tam ponad 300 włoskich żołnierzy – około 100 z nich wróciło już do kraju, a kolejnych 40 przetransportowano do Jordanii. Decyzja o przyspieszeniu wyjścia zapadła bezpośrednio po ataku drona na bazę w Erbilu, choć żaden włoski żołnierz nie ucierpiał w tym incydencie.
Premier Giorgia Meloni zakreśliła wyraźną granicę włoskiego zaangażowania – Rzym nie zamierza być stroną w wojnie między USA a Iranem. Jednocześnie zaznaczyła, że ochrona dziesiątek tysięcy włoskich obywateli mieszkających na Bliskim Wschodzie i w rejonie Zatoki Perskiej pozostaje priorytetem. Włochy utrzymują w tym obszarze około 2000 żołnierzy w ramach różnych misji i zapowiadają zachowanie przynajmniej ograniczonej obecności wojskowej w regionie.
CYNICZNYM OKIEM: „Nie jesteśmy stroną tej wojny” – mówi Meloni, ostrożnie pakując żołnierzy do samolotów. Najpiękniejszy w polityce zagranicznej jest moment, gdy neutralność zbiega się w czasie z ostrzałem z dronów.
Wycofania Hiszpanii i Włoch, w połączeniu z dramatycznym kontekstem śmierci francuskiego żołnierza, rysują obraz koalicji, która pod presją eskalującego konfliktu regionalnego zaczyna się rozpadać – misja po misji, baza po bazie.


