Na swojej pierwszej w tym roku konferencji prasowej Siergiej Ławrow odsłonił kulisy gry, jaką – według Moskwy – prowadzą europejskie stolice wokół „planu pokojowego Trumpa” dla Ukrainy. Rosyjski minister spraw zagranicznych twierdzi, że to Londyn „mówi dziś coraz częściej w imieniu UE” i forsuje koncepcję, która z rosyjskiej perspektywy sprowadza się do jednego:
- natychmiastowe zawieszenie broni na obecnej linii frontu,
- prawne gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa,
- bez jakiegokolwiek uznania przez Ukrainę Krymu, Donbasu i Noworosji za terytoria Rosji.
Ławrow otwarcie nazywa obecne władze w Kijowie „nazistowskim reżimem”, a europejską propozycję – planem utrwalenia tego status quo i zbudowania pod jego parasolem infrastruktury wojskowej NATO tuż pod rosyjską granicą.
CYNICZNYM OKIEM: Europa chce „pokoju”, który polega na zatrzymaniu wojny w miejscu, ale pozostawieniu wszystkich zapalników na miejscu. Idealne warunki do kolejnej rundy.
Bazy NATO jako realny cel
Według Ławrowa, w praktyce europejski wariant pokoju wyglądałby tak: Francja, Wielka Brytania i inni sojusznicy wprowadzają „siły wielonarodowe” na Ukrainę, budują sieć „hubów wojskowych” i baz, po czym latami „pompują broń” w nową linię frontu.
Z rosyjskiego punktu widzenia oznacza to:
- formalne zawieszenie broni,
- realną militarizację Ukrainy pod parasolem Zachodu,
- przesunięcie faktycznej infrastruktury NATO jeszcze bliżej rosyjskiego terytorium.
To dlatego – jak mówi Ławrow – Moskwa uznaje taki scenariusz za nieakceptowalny, nawet jeśli sprzedaje się go pod szyldem „bezpieczeństwa Ukrainy” i „europejskiej architektury pokoju”.
CYNICZNYM OKIEM: Zachód mówi „gwarancje bezpieczeństwa”, Moskwa słyszy „nowa linia startu dla rakiet.”
Trump między Anchorage, a Brukselą
Najciekawszy wątek dotyczy samego Trumpa. Ławrow ujawnia, że w Anchorage Rosja miała wstępnie poprzeć zarys „planu pokojowego Trumpa”, który – przynajmniej w rosyjskiej interpretacji – dotykał przyczyn konfliktu, a nie tylko zamrażał front.
Jednak – jak twierdzi Ławrow – „elita europejska kategorycznie odrzuciła” tę koncepcję i zaczęła forsować własną, korzystniejszą dla siebie wersję:
- przekonać Trumpa, że ich projekt jest lepszy,
- skłonić go, by wywarł presję na Putina,
- sprzedać to opinii publicznej jako „wielkie dzieło amerykańskiej dyplomacji”.
Rosyjski minister dyplomatycznie nie atakuje wprost Trumpa, ale między wierszami sugeruje, że prezydent USA znów wpada pod wpływ „wojennych Europejczyków” i neokonserwatystów z własnego zaplecza.
CYNICZNYM OKIEM: Trump chciał być autorem „deal of the century”. Europa chce, by został tylko twarzą ich projektu – i podpisem pod ich linią frontu.
Strategiczna przewaga USA, a nie pokój
Ławrow wiąże tę grę o Ukrainę z szerszym celem USA – próbą uzyskania strategicznej przewagi nad Rosją, przede wszystkim poprzez:
- osłabienie jej zdolności drugiego uderzenia nuklearnego,
- rozmieszczenie infrastruktury wojskowej jak najbliżej rosyjskich granic,
- przedłużanie wojny, równolegle z zaostrzaniem sankcji wtórnych.
Moskwa sygnalizuje jasno: nie widzi powodu, by składać jednostronne ustępstwa, skoro jej zdolności odstraszania pozostają nienaruszone.
Milczenie wobec Trumpa, głośne pretensje do Europy
Najbardziej znamienne jest to, czego Ławrow nie powiedział wprost. Nie skrytykował Trumpa personalnie – choć faktycznie sugeruje niezadowolenie z jego bierności wobec europejskich „modyfikacji” planu.
Powód jest prosty:
- Moskwa nie chce sprowokować Trumpa do twardego kursu,
- jednocześnie wysyła sygnał niezadowolenia przez krytykę Londynu, Paryża i „elity europejskiej”.
Rosja gra więc na dwa fronty: pokazuje, że widzi i rozumie europejską grę, ale zostawia Trumpowi otwarte drzwi, licząc, że w którymś momencie zechce „odwrócić się od Europejczyków” i wrócić do wersji bardziej korzystnej dla Kremla.
CYNICZNYM OKIEM: Ławrow oficjalnie mówi, że problemem jest Europa. Ale każdy, kto słucha uważnie, słyszy drugą warstwę: Moskwa nie ufa już nikomu – tylko własnym rakietom.


