Europejski program Future Combat Air System (FCAS) – sztandarowy projekt współpracy Francji, Niemiec i Hiszpanii nad myśliwcem szóstej generacji – znalazł się, jak pisze Politico Europe, „na krawędzi katastrofy”. Konflikt między firmami Dassault Aviation i Airbusem zablokował kluczowe decyzje dotyczące podziału prac i praw własności technologicznej.
Plan, który miał symbolizować samowystarczalność obronną Europy w obliczu zmieniającej się roli USA, dziś przypomina raczej lot testowy bez planu lądowania. – „Robimy wszystko, by uratować program. Zobaczymy, jak wylądujemy” – przyznał szef francuskiej agencji zbrojeniowej, Patrick Pailloux, unikając odpowiedzi, czy projekt jeszcze w ogóle lata.
CYNICZNYM OKIEM: Francja i Niemcy chciały zbudować myśliwiec przyszłości. Na razie zbudowały scenariusz do filmu o tym, jak nie współpracować.
Spór o kontrolę, nie o skrzydła
Sednem konfliktu jest walka o kontrolę i know‑how. Francuski Dassault domaga się dominującej roli w opracowaniu załogowej maszyny Next Generation Fighter (NGF) – serca programu FCAS. Berlin obawia się natomiast, że cała inicjatywa stanie się „ratunkiem dla francuskiego przemysłu obronnego” finansowanym przez niemieckich podatników.
Termin rozstrzygnięcia sporu – grudzień 2025 – minął bez efektów. Kanclerz Friedrich Merz przyznał wprost, że „nie ma żadnych postępów”. Tymczasem Paryż oskarża Berlin o „kradzież technologii” i blokowanie procesu decyzyjnego.
W tle pozostają jeszcze Hiszpanie, którzy coraz wyraźniej obawiają się, że wspólny projekt rozpadnie się na dwa – osobne samoloty dla Francji i Niemiec.
CYNICZNYM OKIEM: W przyszłości Europa będzie miała dwa myśliwce szóstej generacji – jeden dumy, drugi wstydu.
Symptom europejskiej choroby
Analitycy przypominają, że FCAS miał być operacyjny około 2040 roku, lecz przy obecnym tempie to data z gatunku science fiction. Projekty wspólnoeuropejskie – od czołgów po drony bojowe – często kończą się podobnie: ambicja rozlewa się między krajami szybciej niż beton w hangarach.
Bloomberg zauważył, że fiasko FCAS podważa wiarę w zdolność Unii do samodzielnego budowania zdolności obronnych, mimo rosnących nakładów. A amerykański ambasador przy NATO, Matthew Whitaker, nie kryje irytacji: „W Europie jest dużo dyskusji, a mało działania. Dzieci dorastają – czas, by zaczęły pracować.”
W praktyce oznacza to, że jeśli Europa nie potrafi wspólnie zbudować jednego samolotu, może w przyszłości pozostać jedynie klientem cudzych fabryk – także tych za Atlantykiem.
FCAS miał być symbolem unijnej suwerenności. Na razie jest tylko przypomnieniem, że najtrudniej wznieść się w powietrze, gdy każdy pilot ciągnie za ster w swoją stronę.


