Europejska polityka klimatyczna wykańcza przemysł

Im gorsza staje się sytuacja gospodarcza, tym mocniej politycy trzymają się wiary w zieloną transformację

Jarosław Szeląg
4 min czytania
ETS CO2 przemysł Europa klimat.jpg

Pięć miesięcy temu Christian Kullmann, dyrektor generalny niemieckiego giganta chemicznego Evonik, zrobił coś niespotykanego wśród liderów niemieckiego przemysłu – publicznie zaatakował europejską politykę klimatyczną. W wywiadzie dla dziennika „Süddeutsche Zeitung” wezwał jeśli nie do całkowitego zniesienia, to przynajmniej do znacznego osłabienia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO₂. Argumentował, że prawdopodobnie nigdzie na świecie nie istnieje bardziej rygorystyczny reżim klimatyczny niż w Unii Europejskiej, a faworyzowanie zagranicy kosztem rodzimych nowoczesnych technologii nie ma żadnego sensu. Sam system handlu uprawnieniami tylko w zeszłym roku wyciągnął z niemieckiej gospodarki oszałamiającą kwotę 21,4 miliarda euro.

Dziś, pięć miesięcy po tych słowach, ostra krytyka Kullmanna w tajemniczy sposób wyparowała z medialnego eteru. Jego zmiana nastawienia wyraźnie nastąpiła po obietnicy kolejnych dotacji ze strony Brukseli. Milczenie korporacji jest kupowane przez potężną machinę dotacji, podczas gdy sprzyjający władzy sektor medialny zapewnia krzykliwą ścieżkę dźwiękową do postępującego schyłku gospodarczego.

CYNICZNYM OKIEM: Kullmann przez chwilę grał buntownika, dopóki Bruksela nie pomachała kolejnym czekiem dotacyjnym. W europejskim przemyśle odwaga trwa dokładnie tyle, ile potrzeba na przelanie transzy.

Europa samotna w swojej krucjacie

W obliczu rezygnacji Stanów Zjednoczonych z polityki sztucznego ograniczania zasobów energii i odejścia od rygorystycznej regulacji własnej bazy przemysłowej Unia Europejska stoi obecnie osamotniona w swojej ideologicznej kampanii przeciwko racjonalności ekonomicznej. Nikt inny na świecie nie wydaje się skłonny dołączyć do chóru europejskiego apokaliptyzmu klimatycznego.

Ten europejski izolacjonizm jest postrzegany gdzie indziej jako forma swoistej „kontrkolonizacji” – powrotnego przepływu kapitału od pełnych poczucia winy Europejczyków, gotowych na narzucone sobie poświęcenie. Na całym świecie to bezinteresownie naiwne samobójstwo gospodarcze poprzez 'degrowth’ witane jest z zadowoleniem, ponieważ dostarcza nie tylko tak zwanego wsparcia klimatycznego z funduszy europejskich, ale przede wszystkim przyspieszone inwestycje przemysłowe europejskich firm – podane na srebrnej tacy przez ekosocjalistycznych decydentów.

W Chinach nauczono się zachowywać milczenie, gdy geopolityczny rywal popełnia błąd za błędem. Energochłonne firmy takie jak Evonik są karane cenami CO₂, co tworzy sztuczną barierę konkurencyjną. Raz osadzone w strukturach politycznych i administracyjnych, działania te stają się w rzeczywistości programem stymulacyjnym dla zagranicznych lokalizacji przemysłowych. Jednocześnie Chiny i coraz bardziej deregulowane Stany Zjednoczone wytwarzają potężny efekt próżni na globalnych rynkach kapitałowych.

Jedna czwarta mocy produkcyjnych stracona

Dynamika ta jest szczególnie widoczna w przemyśle chemicznym, który jako sektor wysoce energochłonny przyjął jeden z najmocniejszych ciosów ze strony europejskiej polityki klimatycznej. Od 2018 roku niemiecki przemysł chemiczny stracił mniej więcej jedną czwartą swoich zdolności produkcyjnych. Sektor działa przy średnim wykorzystaniu mocy przerobowych na poziomie zaledwie 70 procent – jest to poziom odzwierciedlający depresję branżową, jakiej nie widziano w Niemczech od zakończenia II wojny światowej.

Jednak im gorsza staje się sytuacja gospodarcza, tym mocniej niemieccy politycy trzymają się wiary w zieloną transformację. Taktycznie sprytna z medialnego punktu widzenia Bruksela – pod presją europejskiego przemysłu – zgodziła się nieco złagodzić ciężar kosztów CO₂.

Oczekuje się, że Komisja Europejska tymczasowo zamrozi wolumen certyfikatów krążących w rezerwie stabilności rynkowej, aby ustabilizować ceny. Dla Kullmanna to rozwiązanie wydaje się wystarczające, by odwiesić bunt na kołek.

CYNICZNYM OKIEM: Między wielkimi korporacjami, a ekosocjalistycznym kierownictwem politycznym wytworzył się perfekcyjny teatr – szefowie firm i politycy odgrywają partię ping-ponga, symulując krytyczną debatę, podczas gdy widownia traci pracę i siłę nabywczą.

Ewidentnie brakuje woli, by choćby spowolnić trwający transfer bogactwa z produktywnych sektorów społeczeństwa do faworyzowanych politycznie sektorów ekstrakcyjnych, takich jak zielona gospodarka. Gospodarcze i społeczne konsekwencje tej polityki są na razie wygodnie ignorowane zarówno w Brukseli, jak i w Berlinie. Świat tymczasem czerpie korzyści z niemieckiej myśli inżynieryjnej i europejskiego kapitału, który ucieka tam, gdzie klimat inwestycyjny jest cieplejszy niż ten, przed którym Europa próbuje ratować planetę.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
Komentarze
  • Anonim says:

    Jak się ręcznie próbuje sterować gospodarką przez urzędników,to zawsze się to kończy wynaturzeniami

    Odpowiedz
    • Cynicy says:

      Hej!
      No niestety, a urzędnicy idą w zaparte im gorzej tym bardziej zmotywowani, w końcu muszą udowodnić, że są do czegoś przydatni np. utrudniając ludziom życie.

      Odpowiedz

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *