Europa za trzy tygodnie może zostać bez paliwa i sama jest sobie winna

Ormuz obnaża granice europejskiej polityki energetycznej

Jarosław Szeląg
5 min czytania
paliwo lotnicze Europa Ormuz rafinerie kryzys

Polityka wypracowała nową rutynę. Punktualnie o godzinie 12:00 ceny na niemieckich stacjach benzynowych rosną dzień po dniu. Rządowy dekret cenowy, pośpiesznie zmontowany mechanizm, działa jak akcelerator w i tak już dramatycznie napiętej sytuacji z dostawami paliw. Każdy, kto posiada elementarną wiedzę ekonomiczną, wiedział, że ta forma regulacji cen sprowadzi się do politycznego pozoranctwa o fatalnych skutkach. Rynek reaguje zgodnie z podręcznikiem – operatorzy stacji benzynowych przewidują ogólne wzrosty i pośrednio koordynują swoje zachowania cenowe. Jeśli każdemu wolno podnieść ceny tylko raz dziennie, strzał zostaje oddany celowo – lepiej za wysoko niż za nisko.

Potem zaczyna się gra na zwłokę i obserwowanie konkurencji. Jeśli kolejnym ruchem może być tylko obniżka, ryzyko rozwiązuje się w prostych kategoriach teorii gier – ceny utrzymywane są na wysokim poziomie tak długo, jak długo konkurencja się nie ruszy. Tworzy to sytuację quasi-kartelową, pozwalającą uniknąć gwałtownych obniżek i wynikającej z nich utraty marż. Dynamika rynku zmienia się w uogólnione taktyczne wahanie, a kierownictwo polityczne cechuje uderzający brak orientacji w obliczu realnego niedoboru i gwałtownie pogarszającej się sytuacji zaopatrzeniowej.

benzyna

Ormuz obnaża granice europejskiej polityki energetycznej

Dotychczasowe działania rządu niemieckiego mające na celu powstrzymanie wzrostu cen to klasyczny kamuflaż polityczny – wyreżyserowane przedstawienie pod publiczkę. Fundamentalna kwestia tego, jak radzić sobie z importem energii, nie jest poważnie podejmowana. Europa musi importować 60 procent energii, aby zaspokoić popyt.

Uparta postawa wobec Rosji – najważniejszego dostawcy energii i surowców dla Europy – okazuje się prawdopodobnie najbardziej fatalnym błędem europejskiej polityki. To nie lada osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że jest ona już pełna błędnych ocen oraz ideologicznych, nieprzewidywalnych decyzji.

CYNICZNYM OKIEM: Europa najpierw zamknęła rosyjski kurek, potem zdemontowała własne rafinerie w imię Zielonego Ładu, a teraz stoi zszokowana, że paliwa brakuje. To jak spalić parasol przed burzą i narzekać na deszcz.

Brukselski reżim CO₂ poważnie uszkodził europejskie zdolności rafineryjne. Europa nie posiada już infrastruktury wymaganej do szybkiego uruchomienia mocy rafineryjnych w sytuacjach awaryjnych i zasypania powiększającej się luki w dostawach ropy i gazu, niezależnie od tego, skąd mogłyby pochodzić nowe surowce.

Paliwo lotnicze – zegar tyka

Europejski sektor lotniczy importuje około 40 procent paliwa do silników odrzutowych z Zatoki Perskiej, co czyni obecną sytuację faktycznie nierozwiązywalną. Od początku wojny cena paliwa lotniczego wzrosła mniej więcej dwukrotnie – z 800 do 1800 dolarów za tonę.

Fakt, że Stany Zjednoczone zwlekają z przejęciem militarnej kontroli nad Cieśniną Ormuz, wywiera ogromną presję na europejskie linie lotnicze. Skandynawski przewoźnik SAS odwołał już 1000 lotów w kwietniu.

Lufthansa również rozważa uziemienie części swojej floty. Linie, które zabezpieczyły zakupy paliwa hedgingiem, mogą nieco zamortyzować wzrosty cen, ale nie rozwiązuje to problemu fizycznego braku dostępnego paliwa lotniczego.

9 kwietnia ostatni tankowiec przewożący paliwo lotnicze z Zatoki Perskiej dotrze do Rotterdamu. Istniejące rezerwy prawdopodobnie pozwolą na podtrzymanie europejskich operacji lotniczych przez trzy do czterech tygodni. To, co stanie się później, pozostaje całkowicie niepewne.

Bruksela mogłaby aktywować jeden ze swoich ulubionych instrumentów – za pomocą nadzwyczajnego rozporządzenia UE wymusić środki racjonowania dla prywatnych odrzutowców i lotów długodystansowych. Opcją byłoby również natychmiastowe uwolnienie nieużywanych komercyjnych rezerw rafineryjnych w głównych regionach portowych Rotterdamu, Antwerpii i Amsterdamu. Zakup drogiego paliwa lotniczego w Ameryce Północnej przy silnych subsydiach mógłby stanowić krótkoterminową alternatywę zapobiegającą załamaniu ruchu lotniczego.

CYNICZNYM OKIEM: Ideolodzy postwzrostu latami walczyli z lotnictwem, silnikami spalinowymi i indywidualną mobilnością. Teraz Cieśnina Ormuz realizuje ich marzenia szybciej niż jakikolwiek regulacyjny dokument z Brukseli – i nikt się z tego nie cieszy.

Niezależnie od tego, jak rozwinie się ostry niedobór paliwa w Europie w nadchodzących tygodniach – szkody zostały już wyrządzone. Strukturalnych zniszczeń spowodowanych przez europejską politykę w jej obsesyjnej walce z CO₂ nie da się cofnąć z dnia na dzień. Zdolności rafineryjnych nie można odtworzyć na zawołanie, a świat jest obecnie zaangażowany w nasiloną konkurencję o pozostałe zapasy paliwa. To, że ceny będą nadal rosły w dającej się przewidzieć przyszłości, jest nieuniknione. Kampania przeciwko paliwom kopalnianym przeżywa nieoczekiwany moment triumfu – tyle że dla cywilizacji jako całości jest to katastrofa, a dla jej architektów zwycięstwo bez wątpienia pyrrusowe.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *