Europa w świątecznej pauzie, a Moskwa kpi z wojennej retoryki

"Czy oni wreszcie wytrzeźwieli, czy to już święta?”

Adrian Kosta
5 min czytania

Kiedy ministrowie obrony mówią mniej o wojnie, a bardziej o winie grzanym, w Moskwie unosi się zapach ironii. Dmitrij Miedwiediew – rosyjski polityk znany z sarkazmu i obecny wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa – postanowił wykorzystać świąteczny sezon, by w swoim stylu wytknąć Europie, że zaczyna mówić ludzkim, czyli mniej histerycznym tonem.

Świąteczne cuda nad Renem i w Helsinkach

Na swoim kanale w serwisie „Max” (rosyjskim odpowiedniku X – bo nawet trolling ma dziś platformę) Miedwiediew napisał z udawaną konsternacją:
„Europejscy pacyfiści zaskoczyli mnie. Pistorius mówi, że wojna między NATO, a Rosją nie jest nieuchronna, a Stubb przyznaje, że Rosja nie ma zamiaru atakować państw Sojuszu. Co się dzieje? Czy oni wreszcie wytrzeźwieli, czy to już święta?”

Z pozoru żart. W praktyce – kolejne klepnięcie Europy po ramieniu z ironicznym „a nie mówiłem.”

Gdzie się podziali europejscy prorocy apokalipsy?

Słowa Miedwiediewa to reakcja na wywiady dwóch najgłośniejszych dotąd „jastrzębi” europejskiej sceny. Boris Pistorius, niemiecki minister obrony, powiedział w rozmowie z Die Zeit, że nie wierzy w pełnoskalową wojnę między NATO, a Rosją. Uznał alarmy o wojnie „na skalę naszych pradziadków” za „metaforyczną przesadę” podnoszącą napięcie, nie odporność.

Alexander Stubb, prezydent Finlandii, również tonuje nastroje: Rosja nie chce wojny z Zachodem, tylko spokoju we własnym sąsiedztwie. Dla kraju, który dopiero co wstąpił do NATO, to stanowisko brzmi niemal bluźnierczo.

Miedwiediew, który od wybuchu wojny stał się ikoną rosyjskiego sarkazmu, nie mógł przepuścić takiego momentu: „Może to duch Bożego Narodzenia, może zapach glogg’u, a może wreszcie odrobina zdrowego rozsądku po dwóch latach paniki.”

CYNICZNYM OKIEM: W polityce jak w alkoholu – najpierw wszyscy chcą ognia, potem tylko gorącego wina.

Moskwa celebruje „rozsądek” jak cud

Rosyjskie media państwowe natychmiast podchwyciły słowa Miedwiediewa jako oznaki pęknięcia w murze zachodniej jednomyślności. Kreml z lubością cytował każde zdanie Pistoriusa, które nie pachniało wojną, bo każda wątpliwość na Zachodzie to dla Rosji dyplomatyczne trofeum.

Sam Miedwiediew, dawniej uznawany za „liberalną twarz” Rosji, dziś przyjął rolę ironicznego komentatora Zachodu. Nie negocjuje, nie grozi, tylko kpi – co dla Moskwy bywa skuteczniejsze niż ultimatum.

„Mówiłem od początku – nie planujemy żadnej napaści na NATO ani reinkarnacji Związku Radzieckiego. Ale dobrze, że choć w Berlinie i Helsinkach zaczynają rozumieć to po trzecim sezonie serialu wojennego” – napisał w sieci.

CYNICZNYM OKIEM: Rosyjscy politycy od lat uspokajają świat, że nie planują wojny – dopóki jej nie zaczynają.

Na listę świątecznych cudów należy dopisać także Emmanuela Macrona, który ponoć chciałby znów porozmawiać z Putinem o „przyszłości konfliktu”. Tym razem nie chodzi o kapitulację, a raczej o odzyskanie choć odrobiny europejskiej podmiotowości wobec Waszyngtonu. Francja nie chce, by to Trump czy Biden pisali scenariusz pokoju, podczas gdy Europa zostanie widzem.

Z perspektywy Moskwy to wygodne: im więcej kanałów z Europą, tym mniej amerykańskiego dyktatu.

Miedwiediew mógłby dodać: „Ciach! Kolejna gwiazdka na rolce kurtuazji. Nawet Macron już wie, że więcej osiągnie, dzwoniąc do Kremla niż do Białego Domu.”

TASS, rosyjska agencja informacyjna, złośliwie przypomniała swoim czytelnikom, że w Europie Boże Narodzenie trwa do Nowego Roku, a każdy kraj ma „swoją wersję napoju, który rozluźnia nie tylko języki, ale i doktryny obronne”. W Niemczech jest grzaniec, w Finlandii – glogg, a w Brukseli, jak można by dodać, zawsze ten sam koktajl: hipokryzja zmieszana pół na pół z niepokojem.

CYNICZNYM OKIEM: Jeśli Europa rzeczywiście „trzeźwieje”, to znaczy, że wypiła rekordową ilość lęku przez ostatnie dwa lata.

Wojna nerwów zamiast wojny totalnej

Miedwiediew nie odkrywa Ameryki – czy raczej, rosyjskiej satysfakcji. Od początku Kreml powtarza, że „wojna z NATO” nie jest w rosyjskich planach. Pytanie tylko: kto w nią naprawdę wierzył? NATO mówi o przygotowaniach „na skalę pradziadków”, a Rosja odpowiada wzruszeniem ramion i kolejną mobilizacją przemysłu zbrojeniowego.

W tym teatrze absurdu Miedwiediew pozostaje konferansjerem z ironicznym uśmiechem: to on ogłasza interludia między alarmami. Świąteczny wpis o „europejskich trzeźwiejących” jest więc nie dowodem pojednania, lecz przypomnieniem, że propaganda – jak święta – zawsze wraca w grudniu w nowym opakowaniu.

Na chwilę przed nowym rokiem widać, że nawet najgłośniejsi politycy Europy uczą się mówić ciszej. Nie dlatego, że nagle odkryli pokój na ziemi, ale dlatego, że wojna zaczyna kosztować więcej, niż opinia publiczna jest gotowa zapłacić.

A jeśli rosyjski sarkazm wybrzmiewa jak „ho-ho-ho” po drugiej stronie frontu – to tylko dowód, że w tej wojnie wszyscy już trochę zmęczyli się własną powagą.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *