Europa postanowiła się zbroić. Ponieważ jednak zbroić się jest drogo, a wyborcy nie lubią, gdy rządy tną wydatki socjalne, ktoś wpadł na pomysł, żeby to po prostu sfinansować długiem. Tak rodzi się „Bank Obrony, Bezpieczeństwa i Odporności” – DSRB – planowana instytucja, która ma umożliwić członkom NATO osiągnięcie celu wydatkowania 5 procent PKB na obronność bez nieprzyjemnych politycznie kompromisów budżetowych.
Pomysł pochodzi z Rady Atlantyckiej, gdzie pierwotnie nazywano go po prostu „Bankiem NATO”. Mechanizm jest elegancki w swojej prostocie: zamiast pokrywać pełne koszty zbrojenia z bieżącego budżetu, państwa obsługują jedynie ułamek kwoty głównej rocznie, rozkładając wydatki na lata. Firmy zbrojeniowe dostają finansowanie na rozbudowę zdolności produkcyjnych, zamawiają masowo, obniżają koszt jednostkowy i sprzedają sojusznikom sprzęt po przystępniejszej cenie. W teorii wszyscy wygrywają – poza pokoleniami, które będą spłacać dług.
Polska jako centrum wschodnioeuropejskiej militaryzacji
Na tle całego projektu wyróżnia się jeden kraj. Polska wydaje już 4,8 procent PKB na obronność – więcej niż jakikolwiek inny członek NATO. Ma największą armię w UE: ponad 215 tysięcy żołnierzy, z planami osiągnięcia 300 tysięcy do 2030 roku i pół miliona do 2039 roku. Jest jednocześnie wskazywana jako naturalne centrum procesów zbrojeniowych na całej wschodniej flance – zarówno przez analityków Rady Atlantyckiej, jak i przez Strategię Obrony Narodowej USA.
Polska jest już zakwalifikowana do odbioru 44 miliardów euro pożyczek z unijnego programu SAFE – będącego częścią planu „ReArm Europe” wycenianego na 800 miliardów euro. Krajowy dług publiczny wynosi 55,1 procent PKB, znacznie poniżej unijnej średniej 80,7 procent. Oznacza to, że Polska ma przestrzeń do dalszego zadłużenia się bez nadmiernego dyskomfortu społeczno-politycznego – co w języku analityków oznacza: może pożyczyć więcej, zanim wyborcy zaczną zadawać pytania.
Dodatkowym elementem układanki jest propozycja Litwy dotycząca stworzenia transgranicznej strefy ekonomicznej skoncentrowanej na obronności w korytarzu suwalskim – przesmyku łączącym Polskę z Litwą i oddzielającym Kaliningrad od Białorusi. Dla NATO to luka strategiczna, którą należy domknąć. Dla Rosji – kolejny powód do odpowiedzi.
CYNICZNYM OKIEM: Przez trzy dekady Europa oszczędzała na obronie, korzystając z parasola NATO i przeznaczając pieniądze na państwa dobrobytu. Teraz ten sam model – pożyczamy dziś, płacimy jutro – stosuje do zbrojenia. Przynajmniej jest konsekwentna.
Wyścig zbrojeń – kto zacznie, kto skończy i kto zapłaci?
Schemat jest klasyczny i dobrze opisany przez teorię dylematu bezpieczeństwa. Polska się zbroi – argumentując rosyjskim zagrożeniem. Rosja odpowiada wzmocnieniem sił przy granicy i na Białorusi. Polska interpretuje to jako potwierdzenie swoich obaw i żąda dalszego zbrojenia. Koło się kręci.
Z rosyjskiej perspektywy wzrost polskich i szerzej europejskich zdolności wojskowych stanowi realne zagrożenie dla Kaliningradu i Białorusi. Analitycy przewidują, że Moskwa odpowie nie tylko konwencjonalnymi siłami, ale potencjalnie rozmieszczeniem taktycznej broni jądrowej, pocisków hipersonicznych Oriesznik lub innych systemów opracowanych do tego czasu.
Tu pojawia się fundamentalna asymetria finansowa. Europa będzie zbroić się na kredyt – stąd sens DSRB. Rosja, według analiz, jest w stanie finansować własną militaryzację samodzielnie, bez konieczności zadłużania się na rynkach zachodnich. To stawia ją w pozycji, w której może kontynuować wyścig bez ryzyka fiskalnego, które dotyka europejskich sojuszników próbujących godzić wydatki wojskowe z oczekiwaniami społecznymi.
Strategia Obrony Narodowej USA ocenia, że europejskie NATO przewyższa Rosję pod względem skali gospodarczej i populacji. Potencjał jest – zdaniem Waszyngtonu – jedynie nieuwolniony i niezarządzany. DSRB ma być mechanizmem jego uwolnienia. Polska ma być modelem, który inni naśladują.
CYNICZNYM OKIEM: USA doradzają Polsce, jak optymalnie wydać pożyczone pieniądze na sprzęt, który w dużej mierze kupi od amerykańskich producentów zbrojeniowych. To niezwykle altruistyczne doradztwo inwestycyjne.
800 miliardów euro – liczba, która wymaga chwili refleksji
Plan „ReArm Europe” opiewa na 800 miliardów euro. Sama liczba jest tak duża, że łatwo ją przyjąć jak abstrakcję. Dla porównania: to więcej niż roczny PKB Holandii i Belgii razem wziętych. To finansowanie, które ma przepłynąć przez systemy bankowe, firmy zbrojeniowe i budżety obronne w ciągu kilku lat.
Dodatkową funkcją DSRB – poza pożyczkami dla państw – ma być ubezpieczanie ryzyka banków komercyjnych, co umożliwi im udzielanie finansowania firmom zbrojeniowym w całym łańcuchu dostaw. Innymi słowy: nie tylko rządy pożyczają na zbrojenie – sektor prywatny też ma dostać mechanizm, który sprawi, że finansowanie przemysłu obronnego stanie się bezpieczniejsze i atrakcyjniejsze niż dotychczas.
Czy DSRB powstanie do 2027 roku zgodnie z planem – nie wiadomo. Ramy unijne, negocjacje między państwami członkowskimi i procedury ratyfikacyjne mają własne tempo. Natomiast kierunek jest jasny i potwierdzony zarówno przez dokumenty Rady Atlantyckiej, jak i przez działania budżetowe Komisji Europejskiej.
Europa buduje maszynę zbrojeniową na kredyt, bo przez dekady nie chciała płacić gotówką. Rachunek przyjdzie – pytanie tylko, czy dotrze przed tym, czy po tym, gdy wyścig zbrojeń osiągnie swój kolejny próg eskalacji.



