Europa militarnie bezbronna, finansowo zależna od USA

Może grozić Ameryce, ale swoje rachunki i tak ureguluje w dolarach

Adrian Kosta
5 min czytania

Stare porzekadło z filmu Potężne Kaczory 2 głosi, że „Grenlandia pokryta jest lodem, a Islandia jest bardzo miła”. W 2026 roku to właśnie Grenlandia staje się „bardzo miła” – dla amerykańskiego prezydenta, giełd towarowych i traderów surowców, którzy już wyczuli zapach krwi, czyli strategicznych minerałów pod arktycznym lodem. Donald Trump znów postanowił użyć cła jako maczugi dyplomatycznej – tym razem w imię narodowego bezpieczeństwa i kupna wyspy, która nigdy nie była na sprzedaż.

Ogłoszone w weekend taryfy – 10 % od lutego, 25 % od czerwca – dotyczą ośmiu państw europejskich „opierających się” amerykańskim staraniom o przejęcie Grenlandii. Lista brzmi jak spis dawnych sojuszników: Dania, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja, Holandia, Norwegia i Finlandia. Efekt? Złoto osiąga rekordowe ceny, rentowności obligacji rosną, a euro i funt budzą się w azjatyckiej sesji w stanie przedzawałowym.

Europejski dramat w trzech aktach

Akt pierwszy: gniew – Emmanuel Macron wzywa Unię do odpalenia „handlowej bazooki”, czyli unijnego instrumentu antyprzymusu. Bruksela grozi odwetem wartym 93 miliardy euro. Cytowani przez media dyplomaci zapewniają, że „Europa nie może ulec szantażowi”. Retoryka jest imponująca – w końcu chodzi o honor kontynentu.

Akt drugi: bezsilność. Bo jak skutecznie odpierać ekonomiczną presję, kiedy Zachód już dawno oddał klucze od własnego systemu płatniczego? Z raportu EBC wynika, że 61 % transakcji kartowych w Europie przetwarzają amerykańskie systemy – Visa, Mastercard, ApplePay. Trzynaście krajów Unii funkcjonuje bez jakiejkolwiek alternatywy. Europa może więc grozić Ameryce – ale swoje rachunki i tak ureguluje w dolarach.

Akt trzeci: zależność. Po odcięciu się od rosyjskich surowców kontynent stał się energetycznie zależny od USA, a finansowo – od rynku eurodolarowego. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał nawet, że zamknięcie elektrowni jądrowych było „poważnym strategicznym błędem”. To przyznanie, że europejska autonomia energetyczna skończyła się wraz z ostatnim reaktorem.

CYNICZNYM OKIEM: Bruksela mówi o „zielonej transformacji”, ale jej energetyka zależy od gazu z Teksasu i uranu z Kanady. Trudno o bardziej ekologiczny paradoks.

Kolonia w eleganckim garniturze

Pod względem bezpieczeństwa sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Europa pozostaje amerykańskim garnizonem z unijną flagą na masztach. Bazy USA ciągną się od Portugalii po Polskę. Bez amerykańskiego parasola NATO, europejskie „odstraszanie nuklearne” znaczy tyle, co francuskie monologi o solidarności. Francja nie chce gwarantować bezpieczeństwa krajom, których przyjęcie do Unii kiedyś kwestionowała.

Nawet przedstawiciel EBC przyznał wprost: „Europa jest w stanie wojny z Rosją”. Problem w tym, że prowadzi ją bez jednego, spójnego państwa – za to z 27 politycznymi instynktami. Taka konstrukcja to zaproszenie do manipulacji: Ameryka i Chiny mogą rozgrywać poszczególne kraje jak pionki. Wystarczy, że jeden premier powie „tak”, a drugi – „porozmawiajmy”.

Georgia Meloni z Włoch już zagrała w tonie pojednawczym, nazywając militarne napięcia wokół Grenlandii „nieporozumieniem”. Ta różnica zdań wcale nie zaskakuje – Europa to dziś nowe Bałkany: wspólna na mapie, podzielona w sercu.

CYNICZNYM OKIEM: Zamiast „Stanów Zjednoczonych Europy” mamy „Państwa Skłócone Unii”. Motto brzmi: wiele flag, zero decyzji.

Kanada testuje opcję chińską

Na drugim końcu Atlantyku nowy premier Kanady Mark Carney uznał, że najlepiej rozegrać Trumpa po gaullistowsku – przez Pekin. Wizyta w Chinach, pierwsza od dekady, zakończyła się porozumieniem: Kanada obniży cła na chińskie elektryki do 6,1 %, Chiny zredukują taryfy na rzepak. Carney, jeszcze niedawno deklarujący, że Pekin jest „największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Kanady”, dziś mówi o „bardziej przewidywalnych relacjach niż z USA”.

To nie tylko dyplomacja – to prowokacja. Carney flirtuje z możliwością wysłania kanadyjskich żołnierzy na Grenlandię. Dla Białego Domu byłoby to arcydzieło cynizmu: chiński cień w sąsiedztwie Arktyki, pod nosem USA.

Jednak ten gest jest równie ryzykowny co elegancki. Kanada eksportuje trzy czwarte towarów do Stanów, a jej wojsko opiera się na amerykańskim sprzęcie. Prowokowanie niedźwiedzia, od którego zależy własne bezpieczeństwo, to nie polityka – to sport ekstremalny w kategorii „uzależnienie z fantazją”.

CYNICZNYM OKIEM: Carney gra na dwa fronty, licząc, że Trump ugnie się jak targowy handlarz. Ale jeśli przelicytuje, to i on może się dowiedzieć, że Ameryka uważa także Kanadę za „bardzo miłą”.

Spór o Grenlandię jest bardziej symboliczny niż terytorialny. To nie walka o lód, lecz o to, kto kontroluje północ, a przez nią – globalną przyszłość. Europa została zepchnięta do roli bogatego, ale bezbronnego widza, który może jedynie komentować własny upadek.

Trump wie, że klucz do dominacji prowadzi przez Arktykę. Europa wciąż wierzy, że wszystko da się załatwić rezolucją. Jak zwykle myli porządek rzeczy z jego interpretacją.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *