Europejski spokój trwa dokładnie tyle, ile ostatnia dobra wiadomość z frontu. We wtorek gaz kosztował 65 euro za megawatogodzinę. W środę spadł poniżej 50 euro po sygnałach o postępach operacji wojskowej. W czwartek rano rentowności obligacji znów poszły w górę po doniesieniach o nowych atakach na Iran. Rynki finansowe funkcjonują jak elektrokardiograf konfliktu – każdy nagłówek to nowy pik na wykresie.
Na tym tle Europa robi dwie rzeczy jednocześnie: wysyła okręty wojenne i uchwala prawo przemysłowe. Obie decyzje są spóźnione o co najmniej dekadę. Obie są prawdopodobnie konieczne.
Cypr, Ceyhan i rosnąca lista krajów z siłami w regionie
Sytuacja bezpieczeństwa rozszerza się geograficznie w tempie, które zmusza europejskich polityków do działania szybciej niż pozwalają im procedury. Po ataku na cypryjskie lotnisko na początku tygodnia, NATO przechwyciło irański pocisk balistyczny wystrzelony w stronę tureckiej przestrzeni powietrznej – jego trajektoria wskazywała na Ceyhan, gdzie znajduje się strategiczny terminal naftowy.
Lista krajów wysyłających siły do regionu, zwłaszcza na Cypr, wydłuża się w czasie rzeczywistym: Francja jako lider, Wielka Brytania, Niemcy, Grecja. Włochy koordynują działania, ale oficjalnie nie potwierdziły rozmieszczenia. Holandia podobno wysłała okręt. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zapowiedziała wzmocnienie misji Aspides w Zatoce już w niedzielę.
To zjawisko nowe i warte odnotowania. Przez lata europejska obecność wojskowa w regionach kryzysowych była symboliczna – kilka fregat, kilka komunikatów o „zaangażowaniu”. Tym razem lista rośnie, a deklaracje są konkretniejsze niż zwykle. Czy to trwała zmiana, czy kryzysowy odruch – pokaże zachowanie tych samych krajów za sześć miesięcy, gdy media przestaną śledzić każdą eskalację.
Ceny ropy stabilizują się w przedziale 80-85 dolarów za baryłkę. Europejskie akcje odrobiły około 1,5 procent. Rentowności obligacji nieznacznie spadły – a potem znów wzrosły. Rynek wie, że „mgła wojenna”, jak określają sytuację analitycy, nie opada. Zarówno Izrael, jak i USA sygnalizują, że operacje potrwają jeszcze kilka tygodni. Reżim w Teheranie nie wykazuje oznak bliskiego upadku.
CYNICZNYM OKIEM: Europa wysyła okręty wojenne na Morze Śródziemne i jednocześnie negocjuje z Waszyngtonem utrzymanie ceł na poziomie 10 procent zamiast 15. Sojusz, który wymaga równoległych rozmów handlowych podczas wspólnej operacji wojskowej, to sojusz z bardzo specyficznym pojęciem solidarności.
Industrial Accelerator Act – Europa odkrywa, że ma gospodarkę do obrony
Równolegle do dyplomacji i okrętów, Komisja Europejska uchwaliła Industrial Accelerator Act – ustawę mającą odbudować europejską bazę przemysłową, przyspieszyć dekarbonizację i zredukować zależności technologiczne od zewnętrznych dostawców. Oficjalnie ustawa jest odpowiedzią na amerykańską ustawę o redukcji inflacji i dominację przemysłową Chin.
Sektory strategiczne objęte regulacją to stal, cement, aluminium, motoryzacja i technologie zeroemisyjne. Trzy główne narzędzia: wymogi „Made in EU” w zamówieniach publicznych, uproszczenie wydawania pozwoleń oraz surowsza kontrola inwestycji zagranicznych w wrażliwych sektorach.
Najbardziej konkretny zapis dotyczy inwestycji przekraczających 100 milionów euro, gdzie pojedyncze państwo spoza UE kontroluje ponad 40 procent globalnych zdolności w danym sektorze – wtedy wymagany jest obowiązkowy transfer technologii i co najmniej 50-procentowy udział pracowników z UE. Wszystko wskazuje na Chiny, choć tekst ustawy nie wymienia nikogo po imieniu.
Bruksela od lat stosuje tę taktykę: regulacje pisane ogólnie, ale skrojone pod konkretnego adresata. Tym razem adresat wie, że chodzi o niego, adresat jest odpowiednio duży, żeby odpowiedzieć – i prawdopodobnie odpowie.
W kwestii ceł UE deklaruje optymizm: Bruksela twierdzi, że otrzymała zapewnienia, iż USA utrzymają stawkę 10 procent, nie podnosząc jej do zapowiadanych 15. Unijni ustawodawcy wstrzymali proces ratyfikacji w oczekiwaniu na klarowność z Waszyngtonu i planują kolejne spotkanie 17 marca.
CYNICZNYM OKIEM: „Zapewnienia” Waszyngtonu w kwestii ceł w dobie administracji Trumpa mają termin przydatności krótszy niż komunikat prasowy. UE wie o tym i optymistycznie wysyła okręty wojenne na południe, licząc, że to wzmocni jej pozycję negocjacyjną w sprawie taryf. Logika nieoczywista, ale europejska.
Systemowe ryzyko, którego nikt nie chce policzyć wprost
Raport, który leży u podstaw tej analizy, zawiera jedno zdanie, które powinno przykuć uwagę bardziej niż wszystkie nagłówki o atakach i kontratakaach: zakłócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz może wywołać kaskadowy kryzys o skali systemowej, bo „współczesna cywilizacja opiera się na głębokich, kruchych współzależnościach”.
To nie jest poetycka metafora. Zakłócenie dostaw energii rozprzestrzenia się na sektor petrochemiczny, nawozy, produkcję żywności, metale, sieci elektroenergetyczne, półprzewodniki – i dociera ostatecznie do finansów państw oraz porządku publicznego. Europa jest głęboko wpleciona w te łańcuchy. Industrial Accelerator Act to próba zmniejszenia tej zależności – ale ustawa uchwalona dziś nie zmienia struktury importu jutro.
Liczba krajów europejskich, które mogą być określane jako „niewinni obserwatorzy” konfliktu, będzie – jak prognozują analitycy – maleć w miarę jego trwania. Cypr jest członkiem UE. Terminal w Ceyhan dostarcza ropy do Europy. Okręt podwodny USA zatopił irańską jednostkę u wybrzeży Sri Lanki – tysiące kilometrów od Bliskiego Wschodu.
Geograficzny zasięg konfliktu rozszerza się szybciej niż europejskie procedury decyzyjne. To nie jest obserwacja krytyczna wobec Europy – to obserwacja o tym, jak działa nowoczesna geopolityka. Bruksela uchwala ustawy przemysłowe i wysyła okręty jednocześnie, bo oba działania są potrzebne i oba są spóźnione. Pytanie nie brzmi, czy Europa w końcu się zaangażuje. Pytanie brzmi, czy zdąży zanim ktoś inny podejmie decyzje w jej imieniu.



