Wczoraj wieczorem Jeff Currie z Abaxx Markets i Arjun Murti z Veriten dołączyli do Asha Benningtona z Real Vision w debacie ZeroHedge na temat tego, co rynek ropy interpretuje błędnie. Obaj rozmówcy przedstawili prognozy dotyczące strukturalnych ograniczeń podaży, które istniały jeszcze przed katastrofą w Cieśninie Ormuz, ocenili, czy można ufać najnowszemu „zawieszeniu broni”, oraz określili, w jakim kierunku i jak szybko zmierzają ceny. Pomimo sygnałów odprężenia na Bliskim Wschodzie wiele znaków wciąż wskazuje na hossę na rynku ropy, a tym samym na pesymistyczne perspektywy dla kosztów życia.
Currie podtrzymał swoją prognozę, że zapasy wyczerpią się do lipca, podważając przy tym powszechne przekonanie o komforcie globalnych magazynów. „Istnieje błędne przekonanie, że te osiem miliardów baryłek ropy, które widać w magazynach na całym świecie, w całości nadaje się do użytku”, powiedział ekspert. Zwrócił uwagę, że paliwo nie jest jednorodne, ponieważ obejmuje paliwo lotnicze, olej napędowy czy benzynę, a osiem miliardów baryłek to w rzeczywistości wcale nie tak dużo.
Sezonowy spokój maskuje nadciągający niedobór
Currie ostrzegł wprost, że za chwilę zacznie się trudny okres. „Każdy analityk energetyczny twierdzi, że gdzieś w okolicach lipca lub sierpnia zaczynają się całkiem poważne problemy”, oświadczył. Obecny spokój w cenach odzwierciedla sezonowe osłabienie popytu, a nie rzeczywiste złagodzenie ograniczeń podaży.
„Dlaczego jeszcze tego nie widzieliście? Znajdujemy się w sezonowym dołku popytu”, wyjaśnił ekspert. Wskazał, że popyt spada w kwietniu i maju, a potem w czerwcu idzie prosto w górę o pięć milionów baryłek dziennie.
Murti zgodził się, że niedobory prawdopodobnie pojawią się w ujęciu regionalnym i produktowym. W jednym kraju zabraknie paliwa lotniczego, a w innym benzyny, ocenił. Dodał, że rozwijająca się część Azji wydaje się szczególnie narażona, podczas gdy Europa pozostaje mocno wystawiona na uderzenie po latach niedoinwestowania sektora energetycznego.
Zapytany, jak szybko niedobory staną się odczuwalne po wyczerpaniu zapasów, Currie nie pozostawił złudzeń. „Kiedy czegoś brakuje, to po prostu tego nie ma. I tyle. Koniec”, stwierdził. „To dzieje się błyskawicznie”, dodał, zaznaczając, że z jego oceną zgadza się także Exxon.
CYNICZNYM OKIEM: Magazyny pełne ropy, której nie da się wlać do baku, to idealna metafora współczesnego dobrobytu. Wszyscy liczą baryłki, dopóki nie trzeba ich naprawdę zużyć.
Murti rozrysował mapę cierpienia bez dyplomatycznych ozdobników. Chiny wyglądają dobrze, reszta Azji znacznie gorzej, a Ameryka jest zbyt samozadowolona, choć prawdopodobnie sobie poradzi. Europa, jego zdaniem, może uniknąć niedoborów tylko dzięki temu, że wciąż jest wystarczająco bogata, by przebić ofertę mniej zamożnych krajów azjatyckich w walce o dostępne ładunki.
Ekspert nie szczędził krytyki wobec rodzimych elit. „Rzuca się w oczy lekceważące podejście ze strony Amerykanów, amerykańskich inwestorów, a nawet amerykańskich polityków do tego, jak poważny jest to problem”, powiedział. Uznał, że Stany nie staną w obliczu niedoborów na miarę lat 70., lecz dodał gorzko, by ktoś poszedł i powiedział to mieszkańcom Malezji czy Pakistanu.
Currie postawił sprawę jeszcze ostrzej, wskazując na jeden kruchy filar europejskiego bezpieczeństwa. „Europa jest najbardziej narażona, a jedynym powodem, dla którego nie ma problemów, jest to, że Stany Zjednoczone eksportują teraz do Europy wszystko, co mają”, oświadczył ekspert. Zauważył, że Chiny przez ten czas budowały zapasy.
Najmocniejsze ostrzeżenie zachował na koniec swojej diagnozy kontynentu. „Europa z kolei nie zainwestowała w tradycyjne źródła energii”, stwierdził Currie. „Będą mieli poważne problemy, naprawdę poważne problemy, kiedy Amerykanie przestaną eksportować do nich”, ostrzegł.



