Globalna obsesja na punkcie bezpieczeństwa żeglugi przez Cieśninę Ormuz – arterię łączącą Ocean Indyjski z Zatoką Perską – skutecznie przysłoniła inny newralgiczny punkt na mapie światowego handlu. Morze Czerwone i Kanał Sueski, mające dla globalnej logistyki znaczenie równe Ormuzowi, pozostają areną narastającej niestabilności, o której niemal nikt nie mówi. A korzenie problemu sięgają znacznie głębiej niż jemeńscy Huti czy irańskie pociski – prowadzą do Etiopii, kraju pogrążonego w wojnie domowej, o której świat praktycznie nie wie.
Połączenie Morze Czerwone-Suez między Morzem Śródziemnym, a Oceanem Indyjskim jest nierozerwalnie powiązane z konfliktem w Zatoce Perskiej poprzez geografię i wspólnych graczy. Jednak to wojna domowa w Etiopii, tląca się z różnym natężeniem od zamachu stanu przeciwko cesarzowi Hajle Syllasje I w 1974 roku, ponownie zmierza w kierunku, który może okazać się decydujący. W tle zawsze pozostaje scenariusz, w którym Etiopia mogłaby odrodzić swoje historyczne wpływy nad morską linią komunikacyjną Morze Czerwone-Suez – a to zmieniłoby układ sił w regionie w sposób, na który żadna zachodnia stolica nie jest przygotowana.

Cztery armie stają się jedną – narodziny ruchu Fano
Wewnątrz Etiopii konflikty trwające od półwiecza osiągnęły nowy poziom. Cztery różne grupy opozycyjnej milicji Fano, reprezentujące różne obszary amharskiego centrum kraju, od lat walczą z rządem centralnym premiera Abiya Ahmeda Alego. Na początku 2026 roku dokonały one historycznego kroku – zjednoczyły się, wydając wspólny manifest i tworząc Narodowy Ruch Amhara Fano (AFNM).
W oświadczeniu z 17 stycznia 2026 roku zapisano: „Aby walka Amharów stała się jednością, liderzy Narodowych Sił Amhara Fano oraz Ludowej Organizacji Amhara Fano, poprzez historyczną decyzję wymagającą odwagi, otwartości, stanowczości i zaufania do ludu, zdołali urzeczywistnić jedność Fano. Wyznaczyliśmy jednego lidera, jedną organizację”.
Symbolika nazwy mówi sama za siebie. Przywódcy zjednoczonego Fano tytułują się „Arbegna” – nawiązując do Arbegnoch, czyli Patriotów, którzy pod sztandarem cesarza Hajle Syllasje I walczyli z włoskim najeźdźcą w latach 1935-1941. To ci sami partyzanci, którzy wyparli Włochów w bitwie pod Gondarem pod koniec listopada 1941 roku – pierwszym większym zwycięstwie Aliantów w II wojnie światowej, polegającym na usunięciu mocarstwa Osi z zajętego terytorium.
AFNM wyznaczył swojego pierwszego przewodniczącego – Arbegnę Zemene Kasse, a dowódcą wojskowym mianowano generała brygady Teferę Mamo. Ruch opisuje się jako działający w imieniu wszystkich Etiopczyków pragnących przywrócenia wieloetnicznego imperium – Etiopia jest domem dla około 80 grup etnicznych i językowych.
CYNICZNYM OKIEM: Pięćdziesiąt lat wojny domowej i dopiero teraz ktoś wpadł na pomysł, żeby się zjednoczyć. Lepiej późno niż nigdy – zwłaszcza gdy przeciwnik sam chwieje się na nogach.
Premier coraz bardziej osaczony
Pozycja premiera Abiya staje się coraz trudniejsza. Będąc w połowie Amharą, a w połowie Oromo, konsekwentnie utożsamiał się ze sprawami Oromo. Najpierw walczył przeciwko zdominowanemu przez Tigrajczyków rządowi, a następnie przeciwko milicji Ludowego Frontu Wyzwolenia Tigraju (TPLF), która została zmuszona do zawieszenia broni – będącego w istocie kapitulacją militarną – w listopadzie 2022 roku. Teraz rząd Partii Dobrobytu Abiya jest coraz częściej odrzucany przez jego własnych oromskich zwolenników, którzy uważają go za „niewystarczająco oromskiego”.
Władza rządu rzadko wykracza poza stolicę Addis Abebę. Abiy skupił się na modernizacji miasta, którego panorama przypomina obecnie Dubaj, ale ma minimalną kontrolę nad szerokim zapleczem kraju.
Rząd staje się coraz bardziej zależny od wsparcia Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej oraz w pewnym stopniu Turcji i Chin. Każde z tych państw ma silny, własny interes w dominacji nad linią komunikacyjną Morze Czerwone-Suez.

Tymczasem AFNM zyskuje znaczący impet militarny dzięki dezerterom z sił rządowych. Ruch operuje swobodnie na obszarach Amhara blisko Addis Abeby i z pewnością mógłby rzucić wyzwanie siłom premiera w samej stolicy. Erytrea wspiera grupy AFNM bronią, a nawet niektóre elementy z rozbitego TPLF poparły Fano.
Pojawiają się doniesienia, że sam Abiy może być bliżej końca swoich rządów niż ich początku. Zmiana może nie być natychmiastowa, ale premier jest coraz bardziej osaczony – od wewnątrz przez zjednoczoną opozycję, od zewnątrz przez Egipt, który wspiera różne etiopskie regionalne grupy niepodległościowe, aby zdestabilizować kontrolę Addis Abeby nad wodami Nilu Błękitnego. Wielka Tama Odrodzenia (GERD) w regionie Benishangul-Gumuz pozostaje kością niezgody – Egipt postrzega jej istnienie jako naruszenie „prawa” do kontroli wód Nilu Błękitnego, mimo że wypływają one z jeziora Tana na Wyżynie Amharskiej, daleko poza terytorium egipskim.
O kontrolę nad regionem aktywnie zabiega również Turcja. Kontroluje ona rząd Somalii i wykorzystuje somalijskie wybrzeże między innymi do testów rakiet balistycznych. Ankara była szczególnie wroga wobec dyplomatycznego uznania niepodległego Somalilandu przez Izrael pod koniec grudnia 2025 roku – a Somaliland leży właśnie na wybrzeżu Morza Czerwonego, co czyni tę kwestię elementem większej układanki o kontrolę nad szlakami morskimi.
CYNICZNYM OKIEM: Abiy zamienił Addis Abebę w miniaturowy Dubaj i zamknął granice dla dziennikarzy. Bo po co światu wiedzieć o wojnie domowej, skoro panorama miasta wygląda świetnie na Instagramie.
Blokada informacyjna nałożona przez premiera Abiya jest jednym z kluczowych powodów, dla których świat nie dostrzega wojen w Rogu Afryki. Konsekwentne trzymanie zagranicznych dziennikarzy z dala od kraju przyniosło rządowi korzyść w postaci braku powszechnej wiedzy o wojnach domowych i ogromnych stratach w ludziach. Ceną tej strategii jest jednak odcięcie od międzynarodowych inwestorów i turystów – Etiopia płaci za ciszę medialną utratą kapitału, który mógłby pomóc w stabilizacji gospodarki.
AFNM nie zdołał dotąd pozyskać znaczącego wsparcia międzynarodowego ani zdefiniować przyszłego kształtu Etiopii w przypadku zdobycia władzy. Brak jest publicznej dyskusji o proponowanej polityce gospodarczej czy strategicznej. Jedynie przyjęcie nazwy Patriotów daje wskazówkę co do kierunku – tradycyjne etiopskie wartości i historyczne aspiracje geopolityczne, które mogłyby obejmować zjednoczenie z Erytreą i odzyskanie tradycyjnego wybrzeża nad Morzem Czerwonym. Jeśli taki scenariusz się zmaterializuje, mapa wpływów nad jednym z najważniejszych szlaków handlowych świata zostanie przerysowana – a decydenci w Waszyngtonie, Pekinie i Brukseli po raz kolejny obudzą się zaskoczeni, bo przez lata patrzyli wyłącznie na Hormuz.



