Elon Musk zapowiedział, że w ciągu sześciu dni udostępni publicznie nowy algorytm serwisu X (dawnego Twittera), obejmujący kod decydujący o tym, jakie posty – organiczne i reklamowe – są polecane użytkownikom. Jak napisał sam Musk, aktualizacje mają być publikowane co cztery tygodnie wraz z dokumentacją dla programistów.
To z pozoru przełomowy ruch w kierunku otwartości platformy społecznościowej, choć wielu obserwatorów widzi w nim przede wszystkim gest defensywny wobec coraz silniejszej presji regulacyjnej ze strony Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii.
CYNICZNYM OKIEM: Nic tak nie brzmi jak „transparentność”, kiedy urząd nadzorczy zaraz wchodzi z nakazem przeszukania serwerowni.
Regulacje, grzywny i kontrowersyjny „Grok”
Tło decyzji jest dość mroczne. Zaledwie kilka dni wcześniej komisje UE i brytyjskie organy regulacyjne powiadomiły Muska, że posiadają raporty wskazujące na nadużycia jego chatbota Grok, działającego w ramach spółki xAI.
Według medialnych doniesień, narzędzie miało generować erotyczne obrazy z udziałem postaci przypominających osoby nieletnie – w tzw. trybie „spicy mode”.
Rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier nie przebierał w słowach: „To nie jest 'pikantne’, to jest nielegalne, obrzydliwe i szokujące.” UE zapowiedziała wydłużenie nakazu retencji danych X do końca 2026 roku, a samo przedsiębiorstwo ukarano rekordową grzywną – 120 milionów euro za naruszenia przepisów dotyczących przejrzystości i dostępu do danych badawczych w ramach Digital Services Act.
CYNICZNYM OKIEM: Musk sam zbudował algorytm, który pokazuje światu prawdę o ludziach. Problem w tym, że świat odpowiedział pozwem.
Francja śledzi, Musk oskarża o teatr polityczny
To jednak nie koniec kłopotów. Francuska prokuratura od 2025 roku prowadzi śledztwo w sprawie podejrzeń o nadużycia algorytmiczne i nielegalne przetwarzanie danych użytkowników X. Zarzuty dotyczą m.in. „zorganizowanej ingerencji w system przetwarzania danych” i „oszukańczego pozyskiwania informacji.”
X odpowiedział ostrą krytyką, określając postępowanie jako „politycznie motywowane śledztwo”. Według firmy, śledczy domagali się pełnego dostępu do algorytmu rekomendacji i danych w czasie rzeczywistym, a nawet klasyfikowali X jako „organizowaną grupę przestępczą” – co pozwoliło rozpocząć szerokie działania inwigilacyjne wobec pracowników.
Musk odpowiedział po swojemu – nie przez sąd, lecz przez komunikat o „pełnej otwartości kodu”. Oficjalnie ma to służyć transparentności. Nieoficjalnie – to zwinny manewr wizerunkowy przed regulatorami i opinią publiczną.
Czy otwarcie algorytmu oznacza realną zmianę? Eksperci wątpią – X kontroluje infrastrukturę, dane wejściowe i interpretację wyników, więc pełna „otwartość” pozostaje pojęciem względnym. Jednak ruch Muska może na chwilę wytrącić regulatorom argumenty o braku przejrzystości.
W praktyce więc – Musk otwiera kod, ale niekoniecznie drzwi. To raczej ruch obronny niż rewolucja. Albo, jak ujął to jeden z komentatorów branżowych: „Elon nie tyle ujawnia algorytm, co próbuje go sprzedać jako dowód niewinności.”


