Nowy rok zaczął się dla Elona Muska od otwartej groźby śmierci i deklaracji odwetu. Wszystko rozpoczęło się od nagrania w aplikacji TikTok, które opublikował użytkownik o pseudonimie dowza.z. Kobieta, przedstawiana jako Somalijka mieszkająca w Minnesocie, drwiła z Amerykanów i związała swoje słowa z głośnym skandalem dotyczącym rzekomych oszustw finansowych w tamtejszej diasporze. Na koniec dodała: „Nie martwcie się o Muska. On zaraz umrze.”
Wideo zostało szybko usunięte, a konto – zlikwidowane, jednak zarejestrowali je użytkownicy portalu X (dawnego Twittera). Jeden z nich, DogeDesigner, udostępnił nagranie, oznaczając miliardera. Odpowiedź nie pozostawiła wątpliwości: Elon Musk napisał krótko – „Then it is war.” („Więc to wojna.”)
Dla części odbiorców był to żartobliwy komentarz. Dla innych – sygnał poważnego napięcia w amerykańskim dyskursie, gdzie granica między słowem, a wezwaniem do przemocy coraz częściej się zaciera.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy miliarder ostrzega przed wojną, nie ma na myśli czołgów, tylko algorytmy. Ale skutki są podobne – ludzie się barykadują, tylko że w komentarzach.
TikTok, polityka i gniew wyborczy
Incydent wpisuje się w narastającą w USA wojnę informacyjną między obozem Muska, a środowiskami liberalnymi. W ciągu ostatnich miesięcy właściciel Tesli i SpaceX był wielokrotnie atakowany w mediach za finansowanie inicjatyw bliskich republikanom i krytykę Demokratów. On sam otwarcie ostrzega, że „Ameryka upadnie, jeśli radykalna lewica wygra wybory” i zapowiada aktywne wsparcie finansowe dla Partii Republikańskiej w nadchodzącym cyklu wyborczym.
Zwolennicy Muska twierdzą, że w internecie powstaje „kultura przyzwolenia na nienawiść wobec konserwatystów”, za którą stoją aktywiści i organizacje powiązane z lewicą. Skrajna retoryka przeradza się – ich zdaniem – w prawdziwe akty przemocy: podpalenia salonów Tesli, ataki podczas wieców, czy groźby wobec konserwatywnych komentatorów.
CYNICZNYM OKIEM: W epoce polityki opartej na emocjach nikt już nie potrzebuje spisków – wystarczy trendujący hashtag i kilka milionów rozgrzanych ego.
Muska nie sposób dziś oddzielić od amerykańskiej sceny ideologicznej. Jego X stał się nie tylko platformą społecznościową, ale megafonem dla nowych kultur politycznych, gdzie gniew, ironia i propaganda mieszają się jak w laboratorium.
Groźby wobec Muska to symptom głębszego problemu – społeczeństwa pękniętego na dwa plemiona, w którym każda platforma jest okopem, a każda wypowiedź – strzałem.
Czy Elon Musk naprawdę wypowiedział wojnę? Raczej nazwał po imieniu konflikt, który już trwa – nie z bronią, lecz ze słowami, które potrafią ranić równie skutecznie.


