Europejska Unia postawiła sobie ambitne cele – od 2035 roku nowe samochody osobowe i dostawcze mają być bezemisyjne, a do 2040 roku podobne wymogi obejmą pojazdy ciężarowe. Ten elektryczny sprint wywołuje nie lada napięcia w tradycyjnym przemyśle motoryzacyjnym. Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, Jakub Faryś, w niedawnej rozmowie z PKB24 odsłania skalę wyzwań i zagrożeń, które stoją przed branżą, ale też wskazuje na potencjalne sposoby wyjścia z kryzysu.
Rekordowe kary i coraz szybszy wyścig z czasem
„2035 rok oznacza, że będziemy mogli rejestrować w Europie jedynie pojazdy zeremisyjne – osobowe i dostawcze. Do 2040 roku podobne zasady obejmą ciężarówki. Problem w tym, że klienci jeszcze nie kupują wystarczająco dużo elektryków, aby spełnić te cele, dlatego grożą nam kary sięgające nawet 8 miliardów euro”, wskazuje Faryś.
W praktyce oznacza to, że państwa i producenci muszą nadrobić zaległości lub zapłacić astronomiczne kary za niespełnienie norm klimatycznych i emisji.
Branża zatrudnia w samej Polsce ponad 200 tys. osób, a w Europie łącznie ponad 50 milionów, co tylko podkreśla wagę tej transformacji.
„Musimy zrobić coś jako branża europejska i jako Polska, by przetrwać i wyjść z tego silniejsi,” dodaje prezes.
Wskutek przyspieszonej cyfrowo-elektrycznej rewolt na rynku, azjatycka konkurencja, zwłaszcza chińskie firmy, korzysta na chaosie bardziej niż europejskie przedsiębiorstwa.
„Firmy chińskie stają się beneficjentami obecnej sytuacji, dlatego naszym zadaniem jest zadbać o równe i uczciwe warunki na rynku, aby europejskie firmy również utrzymały się w grze,” mówi Faryś.
Technologia jest gotowa, infrastruktura jeszcze nie
Choć technicznie branża potrafi produkować auta spełniające unijne wymagania, istnieje poważny problem z infrastrukturą ładowania, która dla wielu klientów jest wciąż mało komfortowa i dostępna.
To staje się kluczową barierą dla szybkiego przejścia w pełni na elektromobilność.
Faryś podkreśla rolę samochodów hybrydowych, zwłaszcza typu plug-in, jako „pomostu” między silnikami spalinowymi, a pełną elektryfikacją:
„Hybrydy plug-in, jeśli są prawidłowo ładowane i wykorzystywane do jazdy na krótkich dystansach na prądzie, a na długich wykorzystują silnik spalinowy, stanowią bardzo przyjazny środowisku model.”
Zachowanie hybryd w ofercie przez dłuższy czas może być kluczowe dla złagodzenia skutków transformacji.
Prezes PZPM tonuje nastroje i apeluje o wsparcie dla branży:
„Władze na poziomie europejskim i krajowym powinny pomagać branży motoryzacyjnej, abyśmy za 10, 15 czy 20 lat mogli być równie silni jak dziś.”
To wezwanie do współpracy i wsparcia jest niezwykle ważne w obliczu stojących wyzwań.
CYNICZNYM OKIEM: Elektromobilność nie jest tylko technologicznym skokiem – to geopolityczna i gospodarcza bitwa na wielu frontach, w której stawką jest przyszłość przemysłów, rynku pracy i… publiczne pieniądze. Państwa pieniędzmi wymuszają „zieloną rewolucję”, ale czy pomagają tym, którzy mają tę rewolucję wprowadzić w życie, czy raczej dokręcają śrubę i karzą za każdy błąd i zaostrzają presję?
Za 8 miliardów kary można byłoby zbudować setki stacji ładowania czy rozwinąć badania. Tymczasem przemysł musi balansować na krawędzi przetrwania i polityki, a konsumenci nadal z wątpliwością patrzą na coraz wyższe ceny.
Realizacja ambitnych norm emisyjnych wymaga współpracy władz, firm i społeczeństwa oraz wyważonego podejścia do transformacji, by zielona przyszłość nie stała się trudnym i kosztownym wyrokiem.
Za 15 lat podsumujemy te wybory – czy zapłaciliśmy cenę w postaci utraty miejsc pracy i niestabilnego rynku, czy może zmieniliśmy przyszłość w stronę bardziej zrównoważonej i dostępnej elektromobilności? Pokolenia czekają na tę odpowiedź.


