Nie minęło kilkanaście godzin od doniesień Financial Times o francusko-włoskich rozmowach z Iranem w sprawie bezpiecznego tranzytu przez Cieśninę Ormuz, a cała narracja zaczęła się sypać. Włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych kategorycznie zaprzeczyło, jakoby prowadziło jakiekolwiek negocjacje z Teheranem dotyczące ochrony swoich statków handlowych lub tankowców. Zaprzeczenie przekazano agencji Reuters w formie, która nie pozostawia zbyt wiele miejsca na interpretację – ale jednocześnie nie doczekało się oficjalnego komunikatu na szczeblu ministerialnym, co samo w sobie jest wymowne.
Włoskie źródło dyplomatyczne precyzowało, że kontakty z Iranem mają charakter ogólny i służą wspieraniu warunków do szerokiej deeskalacji militarnej. Kluczowe zastrzeżenie brzmiało jednoznacznie – „nie ma żadnych poufnych negocjacji mających na celu ochronę tylko niektórych statków handlowych kosztem innych”. To zdanie zdradza istotę problemu. Każda próba bilateralnego załatwienia sobie bezpiecznego przejścia przez Ormuz oznaczałaby de facto akceptację irańskiej blokady i porzucenie pozostałych państw europejskich na lodzie – a tego żaden członek Unii Europejskiej nie może oficjalnie przyznać, nawet jeśli dokładnie to próbuje robić.

CYNICZNYM OKIEM: Europa chce rozmawiać z Iranem o pokoju, ale tak, żeby nikt nie zauważył, że właściwie prosi o przepustkę dla własnych tankowców, podczas gdy inne toną.
Pentagon zaprzecza minom, które wszyscy widzieli
Tymczasem z Waszyngtonu płyną sygnały tak sprzeczne, że nawet doświadczeni analitycy mają problem z oddzieleniem strategii od improwizacji. Sekretarz obrony Pete Hegseth oświadczył podczas piątkowego briefingu, że „nie ma jasnych dowodów na to, że Iran postawił miny” w Cieśninie Ormuz. To stwierdzenie stoi w jawnej sprzeczności z lawiną raportów z początku tygodnia, mówiących o co najmniej tuzinie min rozmieszczonych na szlaku wodnym. Albo wywiad amerykański nie wie, co pływa w cieśninie, albo Pentagon świadomie minimalizuje zagrożenie – żadna z tych opcji nie napawa optymizmem.
Hegseth nie poprzestał na zaprzeczeniach. Zapytany o raporty CNN sugerujące, że planiści wojenni nie przewidzieli zamknięcia Ormuz w wyniku ataku na Iran, odpowiedział atakiem na sam przekaz medialny – „CNN myśli, że o tym nie pomyśleliśmy? To fundamentalnie niepoważny raport” – dodając, że „im szybciej David Ellison przejmie tę stację, tym lepiej”. Zamiast przedstawienia konkretnego planu odblokowania cieśniny, briefing zamienił się w polemikę z mediami. Trzynasty dzień wojny, a Stany Zjednoczone nie przeprowadziły na tej drodze wodnej ani jednej znanej operacji eskortowej, ani żadnych widocznych działań mających na celu udrożnienie szlaku.
Sceptycy mają więc solidne podstawy do wątpliwości. Z Białego Domu i Pentagonu płynie nieustanny potok deklaracji, ale wciąż nie wyartykułowano jasnej strategii wobec najważniejszego wąskiego gardła globalnego handlu ropą. Słowa o wielomiesięcznych przygotowaniach i gotowości do użycia siły w celu otwarcia cieśniny pozostają na razie dokładnie tym, czym są – słowami.
CYNICZNYM OKIEM: Pentagon twierdzi, że wszystko zaplanował. Dowód? Trzynaście dni wojny i ani jeden konwój eskortowy. Planowanie widać doskonałe – tyle że chyba planu na razie nie ma.
Europa między młotem, a kowadłem
Stan faktyczny jest taki, że Cieśnina Ormuz jest de facto zamknięta dla większości żeglugi. Wyjątek stanowią prawdopodobnie jednostki chińskie i być może indyjskie, które Iran przepuszcza na podstawie dwustronnych ustaleń. Indie potwierdziły rozmowy z Teheranem w sprawie bezpiecznego tranzytu i przynajmniej jeden tankowiec z gazem skroplonym zdołał opuścić cieśninę – co na rynkach ropy przyniosło chwilowe odprężenie, choć trudno mówić o trwałym uspokojeniu.
Europejskie firmy spedycyjne liczą na eskorty zapewnione przez zachodnie marynarki wojenne, ale na razie żadna taka operacja nie została ogłoszona ani przeprowadzona. Financial Times podaje, że „europejskie stolice otworzyły wstępne dyskusje w próbie wznowienia eksportu ropy i gazu bez rozszerzania konfliktu” – trzy źródła urzędowe potwierdziły Francję jako uczestnika rozmów, a jedno wskazało na Włochy, które teraz temu zaprzeczają. Powstaje obraz dyplomacji prowadzonej po ciemku, gdzie każdy próbuje załatwić coś dla siebie, jednocześnie oficjalnie deklarując solidarność i wspólne podejście.
Kwestia rozszerzenia wojny pozostaje całkowicie poza kontrolą Europy. To trójstronna rozgrywka między Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i Iranem – a europejskie stolice mogą co najwyżej prosić o przepustkę dla swoich tankowców lub liczyć na to, że ktoś w Waszyngtonie wreszcie zamieni wojenny ton w coś przypominającego strategię wyjścia. Wojownicze deklaracje Trumpa o dalszej eskalacji działań wobec Teheranu nie pozostawiają złudzeń – najbliższe dni przyniosą raczej więcej ognia niż mniej, a cieśnina pozostanie zakładnikiem konfliktu, którego końca nikt nie potrafi dziś nakreślić.


