Amerykańska armia zużyła amunicję o wartości około 5,6 miliarda dolarów w ciągu zaledwie dwóch pierwszych dni operacji przeciwko Iranowi. Pentagon strzela pociskami precyzyjnymi w tempie, którego nie przewidywał żaden planista logistyczny, a tymczasem niemal każdy z tych pocisków zawiera komponenty wyprodukowane z minerałów, których Stany Zjednoczone mają w zapasach na zaledwie dwa miesiące – i których jedynym realnym dostawcą są Chiny.
Zależność ta nie jest nowością, ale dopiero trwający konflikt z Iranem obnażył jej prawdziwy wymiar strategiczny. Metale ziem rzadkich – w szczególności ich ciężkie odmiany, takie jak dysproz i terb – są niezbędne do produkcji wysokowydajnych magnesów trwałych, systemów radarowych, komponentów naprowadzania pocisków oraz systemów napędowych stosowanych w nowoczesnej broni. Chiny od dawna dominują w globalnej produkcji i przetwarzaniu tych minerałów. Według raportu Amerykańskiej Służby Geologicznej z bieżącego miesiąca, w latach 2021-2024 Chiny odpowiadały za 71 procent amerykańskiego importu metali ziem rzadkich, a w przypadku niektórych ciężkich odmian – jak terb – były jedynym dostawcą, dla którego nie ma obecnie natychmiastowych alternatywnych źródeł.
Greg Hayes, były dyrektor generalny Raytheon, ujął to z brutalną szczerością już w 2023 roku – Pekin de facto „trzyma za gardło” łańcuch dostaw armii USA. Raytheon posiada kilka tysięcy dostawców w Chinach, a całkowite zerwanie więzi gospodarczych jest niemożliwe. „Możemy zmniejszać ryzyko, ale nie możemy się odłączyć” – stwierdził Hayes, dodając, że ponowne zbudowanie tych zdolności w kraju lub w państwach sojuszniczych zajęłoby wiele lat.
CYNICZNYM OKIEM: Supermocarstwo, które wydaje na obronność więcej niż następnych dziesięć krajów razem wziętych, nie jest w stanie wyprodukować własnych pocisków bez zgody państwa, które oficjalnie nazywa strategicznym rywalem. Gdyby ktoś napisał taki scenariusz w powieści szpiegowskiej, wydawca odrzuciłby go jako nierealistyczny.
Sueski precedens w wersji 2026
Analogia historyczna, którą nakreślił Michael Every z Rabobanku, jest równie elegancka co niepokojąca. Podczas kryzysu sueskiego w 1956 roku Stany Zjednoczone wykorzystały presję finansową, aby zmusić Wielką Brytanię i Francję do przerwania operacji wojskowych w Egipcie. Waszyngton miał wówczas dźwignię i jej użył, zmieniając układ sił geopolitycznych wśród mocarstw zachodnich. Pytanie, które dziś stawiają analitycy, brzmi: czy Chiny w 2026 roku zajmują pozycję, jaką Ameryka miała w 1956, a Stany Zjednoczone są odpowiednikiem słabnącego imperium brytyjskiego?
Marina Zhang z Instytutu Stosunków Australia-Chiny na Uniwersytecie Technologicznym w Sydney opisuje tę nierównowagę jako „asymetryczną słabość Waszyngtonu”, dającą Pekinowi znaczącą pośrednią dźwignię wpływu na czas trwania i koszty prowadzonych konfliktów. Chiny mogą potencjalnie wpływać na negocjacje geopolityczne po prostu poprzez ograniczanie lub zwiększanie dostępu do materiałów niezbędnych do produkcji broni. Pekin już zresztą zademonstrował gotowość do użycia tej karty – w kwietniu nałożył kontrolę eksportu na siedem średnich i ciężkich pierwiastków ziem rzadkich, w tym dysproz i terb, wymagając specjalnych licencji na przesyłki zagraniczne.
Zhao Minghao z Uniwersytetu Fudan stwierdził, że Pekin prawdopodobnie będzie naciskać na USA, aby złagodziły cła i kontrolę eksportu w zamian za zapewnienie stabilnych dostaw metali ziem rzadkich. To daje wyobrażenie o tym, jak mogą wyglądać negocjacje podczas zaplanowanego na koniec marca szczytu Trump-Xi w Pekinie.
Pociski są, ale uzupełnić ich nie ma czym
Amanda van Dyke, założycielka branżowego think tanku Critical Minerals Hub, szacuje, że istniejące zapasy pocisków mogłyby wspierać działania bojowe przez trzy do sześciu miesięcy. Problem nie leży więc w zdolności do prowadzenia obecnej kampanii, lecz w tym, co nastąpi po niej. „Uzupełnienie tej amunicji po zakończeniu działań może potrwać znacznie dłużej bez chińskich minerałów” – ostrzega van Dyke.
Administracja Trumpa próbowała złagodzić ryzyko, uruchamiając Project Vault – wartą 12 miliardów dolarów inicjatywę publiczno-prywatną mającą na celu budowę strategicznych zapasów minerałów krytycznych. Analitycy branżowi oceniają, że program może pomóc, ale prawdopodobnie okaże się niewystarczający do zaspokojenia specyficznych potrzeb nowoczesnych systemów uzbrojenia. Tymczasem w Europie Niemcy rozważają pójście śladem Japonii, zabezpieczając dostawy minerałów krytycznych poprzez wspólne zakupy realizowane przez kluczowe firmy, w celu zmniejszenia zależności od Chin.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka wydaje 5,6 miliarda dolarów na amunicję w dwa dni, a potem odkrywa, że nie ma z czego zrobić nowej, bo jedyny dostawca kluczowych komponentów to kraj, z którym prowadzi wojnę handlową. Project Vault za 12 miliardów brzmi imponująco – dopóki nie porówna się go z tempem zużycia, które pochłania niemal tyle samo w czterdzieści osiem godzin.
Dla polskiego czytelnika ta historia ma wymiar wykraczający poza atlantyckie rozgrywki mocarstw. Polska, jako członek NATO i sojusznik USA, opiera swoje bezpieczeństwo na amerykańskim parasolu obronnym. Jeśli ten parasol okaże się zależny od dostaw komponentów z Chin, to założenie, że w sytuacji kryzysowej Stany Zjednoczone będą w stanie jednocześnie prowadzić operacje na Bliskim Wschodzie i gwarantować bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, staje się coraz bardziej wątpliwe. Strategiczna autonomia w zakresie minerałów krytycznych nie jest abstrakcyjnym postulatem – to warunek przetrwania w świecie, gdzie łańcuchy dostaw stały się bronią nie mniej skuteczną niż pociski, które z nich powstają.


