Historia lubi się powtarzać, szczególnie gdy chodzi o pieniądze. W całym Pierwszym Świecie, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, rośnie świadomość, że waluta fiducjarna, zamiast być rozwiązaniem problemów gospodarczych, jest w rzeczywistości ich przyczyną. Są nawet tacy, którzy od lat przewidują, że dalsza masowa kreacja fiducjarnych dolarów może doprowadzić do kontroli cen, zniszczenia oszczędności, grabieży, zamieszek, a być może nawet rewolucji. Dekadę temu takie prognozy uznawano za nonsens. Dziś wszystkie te scenariusze wydają się bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek.
Wciąż jednak pozostaje silna grupa – być może nawet większość – która wierzy, że „tutaj nie może się to zdarzyć”. Problem w tym, że to się już wydarzyło. I to na amerykańskiej ziemi, zanim Stany Zjednoczone w ogóle powstały jako państwo.
Kolonialna Ameryka i katastrofa papierowego pieniądza
Wiele powiedziano o tym, że ojcowie założyciele Ameryki byli wizjonerami. Ale skąd wzięła się ta niezwykła wnikliwość, dzięki której Konstytucja opierała się na wartościach wolnorynkowych i unikała ingerencji rządu centralnego w gospodarkę? Odpowiedź jest prosta – ci ludzie nie tylko doświadczyli skutków waluty fiducjarnej, ale mieli je w świeżej pamięci.
W latach 50. XVIII wieku stosowanie pieniądza fiducjarnego przez kolonie – szczególnie w celu finansowania działań zbrojnych przeciwko Francuzom w Quebecu – wywołało masową inflację. Sytuacja stała się tak tragiczna, że Anglia interweniowała i położyła kres tworzeniu dłużnych skryptów. Nastąpił natychmiastowy powrót do monet.
Rezultatem był dobrobyt. Kolonie używały złotych i srebrnych monet z Anglii, Francji, Holandii i Hiszpanii jako walut nieoficjalnych. Słowo „nieoficjalne” jest tu kluczowe – panował wolny rynek, który był w stanie sam się korygować w odniesieniu do siły nabywczej każdego rodzaju monety.
Ale to nie trwało wiecznie. Kiedy w 1775 roku wybuchła rewolucja amerykańska, Kongres Kontynentalny uznał za stosowne rozwiązać problem płynności finansowej poprzez uruchomienie pras drukarskich. Po raz kolejny wojna stała się bodźcem do drukowania papierowego pieniądza.
Liczby mówią same za siebie. Podaż pieniądza w koloniach wynosiła około 12 milionów dolarów – w ciągu pięciu lat stworzono dodatkowe 600 milionów. Choć ta kreacja pieniądza początkowo służyła jako impuls dla gospodarki, przewidywalnym skutkiem końcowym był powrót masowej inflacji, która spustoszyła gospodarkę.
CYNICZNYM OKIEM: Rząd drukuje pieniądze, żeby rozwiązać problem, który sam stworzył drukowaniem pieniędzy. Dwieście pięćdziesiąt lat później jedyną zmianą jest to, że prasy drukarskie zastąpiono komputerami.
Wrogowie państwa i kontrola cen
Zanim wojna się skończyła, nowo powstałe Stany Zjednoczone były głęboko pogrążone w kłopotach gospodarczych. Rząd zrobił to, co rządy zazwyczaj robią – użył siły, aby zmusić ludzi do korzystania ze zdegradowanej waluty. Wprowadzono kontrolę płac i cen, a także surowe kary dla każdego, kto odmawiał przyjmowania dolara kontynentalnego.
Kongres zadeklarował wówczas słowa, które brzmią przerażająco ponadczasowo: „Jeśli jakakolwiek osoba odtąd tak dalece zatraci wszelkie cnoty i wzgląd na swój kraj, by odmówić przyjęcia jego banknotów, osoba taka zostanie uznana za wroga swojego kraju”.
To stanowisko rządy zajmują zawsze, gdy stworzą problem, za który ostatecznie płaci społeczeństwo. Kiedy obywatele zdają sobie sprawę, że padli ofiarą, i wycofują się z rządowego rozwiązania, władza opisuje ich jako niepatriotycznych. Dziś Amerykanie jeszcze nie dotarli do tego punktu, ale nie powinno dziwić, jeśli w miarę poważniejszego spadku wartości dolara znów zostaną nazwani wrogami państwa – gdyby odeszli od umierającej waluty na rzecz stabilniejszej formy bogactwa, takiej jak metale szlachetne.
Bezpośrednio po monetarnym debaklu, w 1787 roku, zebrał się Komitet Konstytucyjny. Oliver Ellsworth, prawnik z Connecticut, stwierdził wówczas:
„To sprzyjający moment, aby zamknąć i zaryglować drzwi przed papierowym pieniądzem. Szkody wynikające z różnych przeprowadzonych eksperymentów są teraz świeże w pamięci publicznej i wzbudziły odrazę we wszystkich szanowanych częściach Ameryki”.
Komitet świadomie odrzucił zalecenie, aby rząd federalny mógł emitować bilety kredytowe, pozwalając jedynie na bicie monety i regulowanie jej wartości.
Sto lat walki i narodziny Fedu
Wizja z 1787 roku okazała się jednak krucha. Już trzy lata później pojawił się ruch na rzecz stworzenia banku centralnego wzorowanego na Banku Anglii, z wyłącznym prawem do emisji banknotów. Przez kolejne stulecie trwało przeciąganie liny dotyczące zarówno zasadności, jak i konstytucyjnej legalności banku centralnego – walka ta przybierała na sile i słabła w ciągu XIX wieku.
W 1913 roku – jak ujmuje to autor – „kabała bankierów” zdołała stworzyć System Rezerwy Federalnej. Od tego czasu amerykańska gospodarka była poddawana jego manipulacjom, a waluta to tylko jedna z nich.
CYNICZNYM OKIEM: Ojcowie założyciele zaryglowali drzwi przed papierowym pieniądzem. Sto dwadzieścia sześć lat później bankierzy weszli oknem i nazwali to Rezerwą Federalną.
Pod koniec XVIII wieku dawni koloniści znaleźli się w katastrofalnej sytuacji – firmy bankrutowały, grabieże stały się powszechne, na ulicach dochodziło do aktów przemocy. Sytuację uratowała niewielka grupa ludzi, którym powierzono zadanie opracowania Konstytucji. Dziś amerykańska Konstytucja została w dużej mierze porzucona, a gospodarczy debakl z końca XVIII wieku powtarza się. Pytanie, czy obecna sytuacja wygeneruje ruch na rzecz przywrócenia ducha tego wyjątkowego dokumentu, czy też władza uprze się przy zachowaniu zdolności do kontrolowania populacji i gospodarki – może zadecydować o tym, czy Ameryka zdoła ponownie stać się wielkim narodem, czy odejdzie w zapomnienie.


