Zanim tajemnicze drony pojawiły się nad waszyngtońską bazą z ministrami Trumpa, ich historia zaczęła się znacznie wcześniej – i znacznie bardziej spektakularnie. Kilka tygodni rojów niezidentyfikowanych dronów nad hrabstwem Morris w New Jersey, w bezpośrednim sąsiedztwie wojskowego ośrodka badawczo-produkcyjnego Picatinny Arsenal, zmusiło FBI do wszczęcia formalnego śledztwa.
Mieszkaniec hrabstwa Morris, Mike Walsh, który wielokrotnie obserwował obiekty na nocnym niebie, opisał je lokalnej stacji PIX11 News w sposób, który trudno zignorować: „To dość niepokojące”. I dodał kluczowy szczegół – „niektóre z nich są bardzo duże, prawdopodobnie wielkości samochodu”. Walsh i wielu innych mieszkańców obserwowali maszyny regularnie od 18 listopada.
Wolne, metodyczne i podążające we wszystkich kierunkach
Zachowanie dronów nie przypominało typowych lotów rekreacyjnych ani komercyjnych. Walsh opisał ich ruch jako powolny i celowy – „lecą w twoją stronę, potem nieco zmieniają kierunek. Wszystkie poruszają się w różne strony”.
Biuro terenowe FBI w Newark dołączyło do śledztwa wraz z innymi organami ścigania, aby ustalić operatorów tych jednostek. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) potwierdziła otrzymanie zgłoszeń i podjęła konkretne kroki.
FAA wprowadziła dwa tymczasowe ograniczenia lotów – jedno nad Picatinny Arsenal, drugie nad Trump National Golf Club w Bedminster. Zestawienie wojskowego ośrodka badawczego z polem golfowym prezydenta mówi samo za siebie o skali niepokoju.
CYNICZNYM OKIEM: Nic tak nie przyspiesza reakcji federalnych służb, jak drony nad polem golfowym prezydenta. Picatinny Arsenal z bronią eksperymentalną mógłby poczekać, ale Bedminster – tu już nie ma żartów.
Reakcje mieszkańców oscylowały między niepokojem a popkulturową fascynacją. Erica Campbell powiedziała w rozmowie z NBC 4 New York wprost: „Ludzie myślą, że to UFO albo że są szpiegowani”.
Sprawa ma jednak poważniejszy wymiar, który warto rozważyć. Hrabstwo Morris leży w bezpośrednim sąsiedztwie jednej z najściślej kontrolowanych przestrzeni powietrznych na świecie – strefy wokół Nowego Jorku. Gdyby drony rzeczywiście stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, myśliwce stealth uzbrojone w pociski Sidewinder niemal natychmiast zneutralizowałyby te obiekty.
CYNICZNYM OKIEM: FBI prowadzi śledztwo, FAA wprowadza ograniczenia lotów, mieszkańcy filmują niebo telefonami – a po miesiącach nikt wciąż nie wie, czyje to drony. Najlepsza obrona powietrzna na świecie kontra latające obiekty „wielkości samochodu” – i remis.
Fakt, że sprawa z końca 2024 roku nigdy nie została publicznie wyjaśniona, nadaje jej zupełnie nowy kontekst w świetle niedawnych doniesień o dronach nad Fort McNair, gdzie mieszkają Rubio i Hegseth. Czy to te same obiekty, ci sami operatorzy, ten sam nierozwiązany problem – tego nie wie ani FBI, ani Pentagon, ani nikt inny, kto byłby skłonny o tym mówić publicznie.


