Administracja Donalda Trumpa oficjalnie odmówiła wykonania federalnego nakazu sądu, który nakazuje zapewnienie „należytego procesu” 252 Wenezuelczykom deportowanym do więzienia o zaostrzonym rygorze w Salwadorze. Sprawa, oparta na precedensowym wykorzystaniu Alien Enemies Act z 1798 roku, staje się jednym z najpoważniejszych sporów między władzą wykonawczą, a sądowniczą w historii amerykańskiego prawa imigracyjnego.
Sędzia federalny James Boasberg, nominowany przez Baracka Obamę, polecił w grudniu, by rząd umożliwił deportowanym złożenie wyjaśnień przed sądem – albo poprzez sprowadzenie ich z powrotem do USA, albo poprzez zorganizowanie przesłuchań w Wenezueli lub Salwadorze.
W poniedziałkowym zgłoszeniu do sądu Departament Sprawiedliwości kategorycznie odrzucił obie opcje.

CYNICZNYM OKIEM: W amerykańskiej demokracji nawet sędzia federalny musi uznać, że w starciu z prezydentem wygra ten, kto ma samoloty deportacyjne.
Argument: bezpieczeństwo narodowe, nie humanitaryzm
Rząd twierdzi, że powrót deportowanych jest „prawnie niemożliwy i politycznie niebezpieczny.” Urzędnicy wskazują na zawieszone relacje dyplomatyczne z Wenezuelą, a także związki deportowanych z gangami, co czyni ich – zdaniem administracji – potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA.
Departament sprawiedliwości odmówił również przeprowadzenia rozpraw w amerykańskiej ambasadzie w Caracas, powołując się na niestabilność po schwytaniu Nicolása Maduro przez amerykańskie siły specjalne w styczniu.
W dokumentach sądowych administracja jasno stwierdziła:
„Decyzje podjęte na mocy Alien Enemies Act to prerogatywy bezpieczeństwa narodowego, które wymykają się kontroli sądów.”
Nowy test dla Sądu Najwyższego
Spór o Wenezuelczyków trwa już jedenaście miesięcy i dwukrotnie trafił do Sądu Najwyższego. W kwietniu 2025 r. sędziowie orzekli na korzyść administracji, uznając, że prezydent ma prawo stosować Alien Enemies Act wobec cudzoziemców uznanych za zagrożenie.
Boasberg nie złożył jednak broni – jego grudniowa decyzja wymuszała zapewnienie proceduralnych gwarancji, co spotkało się z natychmiastowym oporem Białego Domu. Jeśli sąd wyda teraz nakaz wykonania wyroku, Trump zadeklarował apelację i natychmiastowe wstrzymanie decyzji.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy prezydent mówi o „należytym procesie”, ma na myśli szybkość deportacji, nie uczciwość postępowania.
Trump traktuje spór jako kontynuację władzy wykonawczej, z której korzystał wcześniej Barack Obama. Jego administracja przypomina, że w 2012 roku aż 75% deportacji odbywało się bez udziału sędziów, a więc bez tradycyjnych rozpraw – wtedy nikt nie mówił o „naruszeniu konstytucji”.
Dziś jednak konflikt przerodził się w test ustrojowy: czy sądy mogą ograniczać prezydencką władzę w imię praw cudzoziemców, czy też państwo ma prawo działać bez hamulców w imię bezpieczeństwa narodowego.
W praktyce deportowani Wenezuelczycy pozostają w więzieniu w Salwadorze – a Waszyngton demonstruje, że jego polityka graniczna nie zna granic również w sensie prawnym.


