Domena za 1 zł, a potem rachunek na 800 zł. Tak polscy giganci „łapią” klientów

Papierowa biurokracja to cynicznie zaprojektowany mechanizm gry na czas

Jarosław Szeląg
7 min czytania
hosting domena NetArt marża transfer

Zaczyna się zawsze tak samo. Kusząca promocja, domena za złotówkę, hosting za grosze. Rok później w skrzynce mailowej ląduje faktura, przy której tamta złotówka wydaje się wspomnieniem z innej epoki. A gdy zdenerwowany klient postanawia uciec do konkurencji, odkrywa, że w 2026 roku, by zabrać własną domenę, musi wysłać papierowy list polecony – bo technologiczna firma odrzuca państwowy Profil Zaufany jako metodę weryfikacji tożsamości. Witamy na polskim rynku hostingowym.

Mechanizm jest prosty i bezwzględny – klient przywiązany do swojego adresu WWW zapłaci niemal każdą cenę, by go nie stracić.

Giganci hostingowi wiedzą o tym od lat i zbudowali na tej wiedzy imponujące modele biznesowe.

Przepaść między kosztem a fakturą

Żeby zrozumieć skalę zjawiska, wystarczy zajrzeć do cennika hurtowego. NASK – główny rejestrator krajowy – sprzedaje odnowienie domeny .pl operatorom za 50 zł netto (61,50 zł brutto). To jest koszt. Wszystko powyżej tej kwoty to marża.

I tu zaczyna się interesująca arytmetyka. Nazwa.pl, należąca do NetArt Group, pobiera za roczne przedłużenie domeny .pl 246 zł brutto. Home.pl – 207 zł. Przejęty przez NetArt AttHost – 295,20 zł. Tymczasem u transparentnych operatorów – SeoHost.pl, OVH.pl czy Hostido.pl – ta sama domena kosztuje odpowiednio 85 zł, 73 zł i 63 zł brutto.

CYNICZNYM OKIEM: Koszt hurtowy 61,50 zł, cena dla klienta 295,20 zł – marża blisko 400 procent na produkcie, którego klient nie może zrezygnować bez utraty swojej tożsamości w internecie. Ekonomiści nazywają to „rentą z uzależnienia”. Marketingowcy – „lojalnością klienta”.

Ale sama marża to dopiero połowa historii. Prawdziwą sztuką jest tak zwane „gotowanie żaby” – metoda podwyżek, którą branża dopracowała do perfekcji. Bezpośrednie zwiększenie opłaty z 200 zł do 800 zł rocznie wywołałoby masową ucieczkę klientów – więc giganci wpadli na inny pomysł. Klient otrzymuje fakturę proforma na kwotę zbliżoną do poprzedniej. Płaci odruchowo. Odkrywa po czasie, że opłacił nie rok, lecz kwartał. Realna cena rocznego hostingu wzrosła o kilkaset procent, a klient przez chwilę nawet nie wiedział, że coś się zmieniło. Z tej praktyki od lat znana była właśnie Nazwa.pl.

Przejęcia, które klienci zauważają za późno

Historia AttHost to studium przypadku, które powinno stać się obowiązkową lekturą dla każdego, kto myśli, że „mała, uczciwa firma” jest bezpieczną alternatywą dla korporacyjnego molocha. Przez lata AttHost budował wizerunek proklienckiej alternatywy, przyciągał klientów uciekających od bezdusznych gigantów, zbierał pozytywne opinie. W 2024 roku został przejęty przez NetArt Group – tę samą, która stoi za Nazwa.pl. Efekt był natychmiastowy i przewidywalny: błyskawiczne wdrożenie korporacyjnych praktyk, „faktury grozy” za trzymiesięczne okresy rozliczeniowe i mur biurokratyczny w procesie transferu.

NetArt Group zamknęła 2024 rok z rekordowymi zyskami i oficjalnie zapowiedziała przeznaczenie ponad 1 miliarda złotych na kolejne przejęcia firm w Polsce i za granicą. W tym samym roku w jej sidła wpadły HostingHouse.pl, Netmark.pl i Linux.pl. Model działania jest zawsze identyczny: wycisnąć z bazy klientów maksimum, zanim zorientują się, że dawny właściciel sprzedał firmę.

Klienci myślą, że uciekają od monopolistów do małych, uczciwych alternatyw. Nie wiedzą, że te alternatywy zostały już cicho wchłonięte. To nie jest nieporozumienie – to strategia.

Gdy zszokowany cenami klient postanawia w końcu przenieść domenę do konkurencji, zderza się z kolejną warstwą systemu zaprojektowanego, by go zatrzymać. Do transferu potrzebny jest kod AuthInfo. U transparentnych operatorów generuje się go jednym kliknięciem w panelu. Firmy z grupy NetArt – Nazwa.pl, przejęty AttHost – wymagają pobrania formularza i wysłania go tradycyjną pocztą. Co więcej, odrzucają wniosek podpisany cyfrowo przez państwowy Profil Zaufany (ePUAP), każąc klientowi albo stać w kolejce na poczcie, albo wykupić płatny certyfikat komercyjny u zewnętrznych dostawców.

„Firma technologiczna w trzeciej dekadzie XXI wieku odrzuca darmowy, rządowy standard weryfikacji tożsamości” – to zdanie brzmi jak absurd, ale jest faktem udokumentowanym w korespondencji z działem obsługi klienta. Cel jest czytelny: wielu klientów nie zdąży przenieść domeny przed jej wygaśnięciem. Papierowa biurokracja to cynicznie zaprojektowany mechanizm gry na czas.

CYNICZNYM OKIEM: Firma, która przyjmuje płatności online w ułamku sekundy, nagle potrzebuje listu poleconego, gdy klient chce zabrać swoje dane. Technologia jest zadziwiająco sprawna, gdy zarabia, i zadziwiająco archaiczna, gdy kosztuje.

Home.pl poszedł inną drogą – zrezygnował z papierologii, ale zastąpił ją cyfrowym torem przeszkód. Klient chcący wyciągnąć kod AuthInfo przechodzi przez zawiłe formularze, w których musi tłumaczyć powody rezygnacji i podawać nazwę konkurenta. To celowa, irytująca biurokracja – jej jedyną funkcją jest testowanie cierpliwości klienta i zwiększanie prawdopodobieństwa, że w pewnym momencie machnie ręką i zostanie.

Efekt odwrotny od zamierzonego

Paradoks całej tej sytuacji jest taki, że agresywne praktyki polskich gigantów przynoszą efekt odwrotny wśród najbardziej świadomych klientów. Polscy przedsiębiorcy i specjaliści IT coraz częściej migrują do zagranicznych dostawców z Europy Zachodniej i USA – gdzie przejrzysty cennik jest standardem, certyfikaty SSL są darmowe i automatyczne, a transfer domeny to kwestia kilku kliknięć bez ankiet i wycieczek na pocztę.

W ten sposób polskie korporacje, dążąc do wyciśnięcia maksimum z nieświadomych klientów, bezpowrotnie tracą tych, którzy potrafią liczyć pieniądze. Kapitał, który mógłby pozostać w Polsce, systematycznie wypychany jest za granicę przez chciwość rodzimych graczy. Trudno o lepszą ilustrację krótkowzroczności strategii opartej wyłącznie na blokowaniu klientów zamiast na zatrzymywaniu ich wartością.

Rada praktyczna jest tylko jedna: sprawdzajcie, kto naprawdę jest właścicielem waszego hostingu, czytajcie każdą fakturę uważnie – zwłaszcza okres rozliczeniowy – i wyciągajcie kody AuthInfo z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Bo gdy będziecie ich potrzebować w pośpiechu, ktoś zasugeruje wam wizytę na poczcie.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *