Dolar bez wartości – USA rezygnują z centa po 238 latach. Bitcoin na ratunek?

Dolar stracił 92% wartości od momentu powstania Fedu w 1913 roku

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Wszystko zaczyna się od drobiazgu, który ludzkość od lat wrzuca do kieszeni i zapomina. W Filadelfii wybito ostatniego amerykańskiego centa – monetę, która przez 232 lata symbolizowała sens oszczędzania, a dziś stała się najtańszym dowodem inflacji.

Koszt produkcji jednego centa od dawna przekracza jego wartość nominalną – każdy cent kosztował 0,037 dolara, czyli prawie cztery razy więcej, niż był wart. Donald Trump, w swoim stylu menedżera, po prostu machnął ręką: kazał skończyć z tą ekonomiczną farsą.

To koniec epoki miedzi, błyskotki i drobnych gestów finansowej racjonalności. Ale też, jak twierdzą niektórzy, symboliczny początek czegoś innego – świata, w którym zaufanie do papierowych pieniędzy skończy się szybciej niż produkcja monet.

Ale ironia tego końca wykracza daleko poza Stany Zjednoczone. Polska – dobrze to znamy. Bo nasz rodzimy 1 grosz również przestał mieć sens ekonomiczny: jego wybicie kosztuje więcej niż wynosi wartość monety, a mimo to wciąż turlamy go po ladach, żeby „reszta się zgadzała.”

CYNICZNYM OKIEM: Jeśli pieniądz kosztuje więcej niż znaczy, to nie jest inflacja. To autoironia systemu.

Cent umarł, niech żyje satoshi

Dla tradycjonalistów z Wall Street to tylko ciekawostka z działu monetarnego. Dla zwolenników Bitcoina – wręcz znak z nieba. „Inflacja uczyniła centa bezużytecznym. Tymczasem satoshi staje się coraz bardziej istotny,” powiedział Alexander Leishman z firmy River.

Satoshi – najmniejsza jednostka Bitcoina – jest cyfrowym przeciwieństwem centa: nie traci wartości, nie rdzewieje i nie kosztuje rządu ani centa. Gdy fizyczny pieniądz umiera z powodu własnej nieopłacalności, jego wirtualny następca kwitnie, karmiąc się właśnie tym, co zabiło poprzednika – inflacją.

Bitcoin ma ustaloną podaż – 21 milionów monet, ani jednego więcej. W świecie, gdzie każdy bank centralny „drukuje” wartość według potrzeb politycznych, ta matematyczna granica działa jak religijny dogmat.

Ekonomista Saifedean Ammous, autor jednej z najgłośniejszych książek o Bitcoinie, przypomina: „pieniądz fiducjarny nie odzwierciedla postępu – im bardziej technologia czyni życie tańszym, tym bardziej rządy sprawiają, że staje się droższe.”

To paradoks współczesności. Postęp czyni produkcję bardziej wydajną, ale efektem nie jest spadek cen – tylko spadek wartości pieniądza. Według The Gold Bureau, dolar amerykański stracił 92% wartości od momentu powstania Fedu w 1913 roku. Równie źle wygląda XXI wiek: od 2000 roku – 40% siły nabywczej w dół.

Dla porównania Bitcoin – ten sam, którego porównywano do „bańki tulipanowej” – w październiku 2025 osiągnął rekordowy poziom 126 000 USD, gdy dolar zaliczał najgorszy rok od ponad pół wieku.

Mit deflacji, która nie boli. Ostatni cent jako epitafium

Kultura ekonomii oparta na długu ma prostą zasadę: wszystko musi drożeć, żeby system się nie zatrzymał. Kredyty, stopy procentowe, apetyt polityków – inflacja to dopalacz tego modelu.

Bitcoin jest przeciwieństwem. Tam, gdzie dolar się rozcieńcza, Bitcoin się zagęszcza. Ma wbudowaną deflację, a więc wartość z czasem rośnie z powodu ograniczonej podaży. W takim systemie domy, auta i jedzenie nominalnie tanieją – nie dlatego, że świat stoi w miejscu, tylko dlatego, że jednostka wartości staje się mocniejsza.

bitcoin dom
Średnie ceny domów mierzone w BTC pokazują, w jaki sposób pieniądz o ograniczonej podaży przynosi korzyści posiadaczom poprzez deprecjację cen towarów, usług i aktywów. Źródło: Priced In Bitcoin

Gdy ceny nieruchomości liczyć w Bitcoinie, średni dom w USA kosztuje dziś mniej niż przed dekadą – nie dlatego, że bańka pękła, ale że odniesienie się zmieniło.

Dla ekonomistów kluczowy problem Bitcoina pozostaje ten sam: „Dolar jest łatwy w użyciu. Bitcoin nie.” I ma rację – jeszcze. Systemy oparte na kryptografii wciąż są niszowe, technicznie wymagające i zależne od infrastruktury, której przeciętny obywatel nie rozumie.

Ale to właśnie czyni je radykalnymi: zamiast wierzyć rządowi, użytkownik wierzy matematyce. A matematyka nie drukuje pieniędzy dla kampanii wyborczych.

Rząd Stanów Zjednoczonych potrzebował 232 lat, by uznać, że produkcja pensa nie ma sensu. Bitcoinistom wystarczyła dekada, by udowodnić, że to samo dotyczy całego systemu.

CYNICZNYM OKIEM: Centy się skończyły. Zaufanie też się powoli kończy.

Ostatni amerykański cent z Filadelfii to nie tylko pamiątka – to nekrolog świata opartego na iluzji taniego pieniądza. Gdy fizyczna moneta staje się droższa niż wartość, którą symbolizuje, to znak, że system już dawno kosztuje więcej, niż daje.

Być może przyszli historycy nazwą ten moment początkiem ery, w której satoshi zastąpił centa, matematyka zastąpiła zaufanie, a pieniądz ponownie stał się rzadki jak zdrowy rozsądek w polityce monetarnej.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *