W świecie polskiego show-biznesu, gdzie skandale są chlebem powszednim, najnowsze perypetie Dody Rabczewskiej wyróżniają się swoją powagą. Popularna piosenkarka, znana z kontrowersyjnych wypowiedzi i ekstrawaganckich zachowań, tym razem może stanąć w obliczu realnej groźby pozbawienia wolności. Wszystko za sprawą filmu „Dziewczyny z Dubaju” i związanych z nim podejrzeń o oszustwo finansowe.
Od hitu kinowego do prokuratorskiego śledztwa
Film „Dziewczyny z Dubaju”, oparty na głośnej książce Piotra Krysiaka, miał być kolejnym sukcesem w karierze Dody. Jednak jak zauważa Maciej Oniszczuk, ekspert prawny: „Tutaj w oparciu o te materiały medialne, rzeczywiście wszystko wskazuje, że tam w zakresie tego pozyskania kapitału dłużnego była ta wola pokrzywdzenia. Te pieniądze były przelane na Malte, później miały być reinwestowane.”
Kluczowym elementem w sprawie Dody jest wykorzystanie maltańskiej spółki, co miało prawdopodobnie służyć ukryciu przepływów finansowych. Oniszczuk wyjaśnia: „Malta między innymi jest takim krajem, gdzie ten trust stosujemy. Jest też Cypr, Hong Kong, prawo brytyjskie.” Jednak w przypadku Dody, próba ukrycia się za zagraniczną spółką okazała się nieudolna.
CYNICZNYM OKIEM: Doda myślała, że Malta to raj podatkowy, a może się okazać jej osobistym piekłem.
Mimo poważnych zarzutów, Doda nadal funkcjonuje w przestrzeni medialnej, udzielając wywiadów i promując swoją działalność charytatywną. Oniszczuk komentuje: „Dzisiaj wiele osób zadaje pytanie, dlaczego osoba z taką ilością problemów prawnych jest dalej przestrzenią medialną promowana, jest udziela wywiadów, opowiada o działalności charytatywnej.”
CYNICZNYM OKIEM: Może Doda liczy, że jej występy w telewizji śniadaniowej przekonają sędziego o jej niewinności?
Sprawa Dody pokazuje, jak cienka jest granica między showbiznesem, a salą sądową.



