Dlaczego bycie dobrym w pracy blokuje awans i rozwój kariery?

Przejrzyste wyjaśnienie zasad funkcjonowania współczesnych organizacji

Jarosław Szeląg
6 min czytania
kariera awans kompetencja widoczność stagnacja

Brzmi jak paradoks rodem z taniego poradnika motywacyjnego, ale mechanizm, który za tym stoi, jest boleśnie realny i dotyczy milionów pracowników na całym świecie – w tym ogromnej rzeszy Polaków, którzy wciąż wierzą, że solidna robota mówi sama za siebie. Twórca kanału Donald vs The System w materiale wideo, który krąży w sieci pod tytułem „Przestań być dobry w swojej pracy”, rozkłada na czynniki pierwsze jeden z najbardziej frustrujących mechanizmów współczesnego rynku pracy. Nie jest to coaching, nie jest to motywacja. To chłodna, miejscami brutalna analiza tego, jak organizacje rzeczywiście podejmują decyzje o awansach – i dlaczego te decyzje rzadko mają cokolwiek wspólnego z twoimi kompetencjami.

Punkt wyjścia jest prosty i znajomy. Stajesz się dobry w tym, co robisz. Dotrzymujesz terminów, rozwiązujesz problemy, nie narzekasz. Twój przełożony zaczyna ci ufać, współpracownicy zaczynają na tobie polegać, a ty myślisz, że to postęp. Tyle że to nie jest postęp. W rzeczywistości jednak budujesz pułapkę, która kosztuje nie pieniądze, lecz lata życia – słyszymy w materiale, i trudno o celniejsze podsumowanie sytuacji, w jakiej tkwią tysiące rzetelnych, kompetentnych ludzi.

Pułapka kompetencji, czyli dlaczego niezastąpiony znaczy nieprzesuwany

Mechanizm jest przewrotny w swojej logice. Im lepiej pracujesz, tym bardziej stajesz się wartościowy – ale wartościowy w bardzo konkretny, ograniczający sposób. Stajesz się osobą, która załatwia sprawy, nie wymaga zarządzania i ułatwia życie wszystkim innym – wyjaśnia autor.

To brzmi jak komplement. W praktyce oznacza coś zupełnie innego.

Stajesz się zbyt kosztowny, by cię przenieść – firma zapłaci, by cię zatrzymać, ale nie będzie chciała ponosić kosztu bólu związanego z twoim zastąpieniem. Twój menedżer nie blokuje cię ze złośliwości. On po prostu robi rachunek zysków i strat.

Menedżerowie unikają awansowania cię nie dlatego, że są okrutni, ale dlatego, że proces wymiany pracownika jest autentycznie bolesny i bezpieczniej dla nich jest trzymać cię tam, gdzie jesteś. To zdanie powinno wisieć w ramce w każdym polskim biurze.

Efekt jest taki, że zamiast awansu dostajesz więcej roboty. Przejmujesz np. trudnych klientów, z którymi nikt inny nie chce pracować, ponieważ nie narzekasz. Nagle okazuje się, że jesteś ekspertem od „brudnej roboty”, co gwarantuje ci jedynie więcej brudnej roboty.

CYNICZNYM OKIEM: System jest genialny w swojej podłości – nagradza rzetelność dokładaniem obowiązków i nazywa to zaufaniem. Twój szef nie jest złym człowiekiem. On po prostu odkrył, że masz nieograniczoną pojemność na cudze problemy i zerową skłonność do buntu. To nie awans czeka za rogiem – to kolejny „miesięczny raport”, który ktoś musi „posiadać”.

Cisza, którą organizacja czyta jako zgodę

Jest jeszcze drugi wymiar tej pułapki, być może bardziej destrukcyjny. Kompetencja na obecnym stanowisku nie buduje umiejętności potrzebnych na stanowisku wyżej. Zoptymalizowałeś swoje działania, znasz systemy i skróty, co daje złudzenie mistrzostwa, a w rzeczywistości jest tylko powtarzalnością – punktuje autor materiału.

Umiejętności wymagane na kolejnym szczeblu to strategia, delegowanie i zarządzanie niejednoznacznością. Firmy nie szkolą cię w tym przed awansem, ale jednocześnie nie awansują cię, dopóki tego nie wykażesz. To klasyczny paradoks, który w polskich realiach nabiera dodatkowego smaku – w kulturze, gdzie „nie wychylaj się” funkcjonuje niemal jako zasada przetrwania.

Twój bezpośredni przełożony widzi twoją pracę, ale osoby dwa poziomy wyżej, które podejmują decyzje o awansach, już nie. I tu dochodzimy do sedna. Decyzje o awansach nie zapadają podczas ocen okresowych.

Zapadają w trakcie kuluarowych rozmów o sukcesji, gdzie liczy się narracja, a nie tylko twarde dane o wykonanych zadaniach. Jeśli nie mówisz o swoich ambicjach, kierownictwo przyjmuje najprostszą interpretację. Cisza jest błędnie odczytywana jako satysfakcja.

CYNICZNYM OKIEM: Najbardziej użyteczna dla wszystkich jest narracja o zadowolonym pracowniku, który „kocha swoją robotę”. Nikt nie zapyta, czy jesteś szczęśliwy – bo odpowiedź mogłaby wymagać działania. Dopóki milczysz, system działa. Twoja frustracja jest niewidoczna, a niewidoczne problemy nie istnieją w korporacyjnym budżecie priorytetów.

Kto zatem awansuje? Osoby, które awansują, często nie są najlepsze merytorycznie, ale zadbały o widoczność, budowały relacje poza zespołem i jasno komunikowały swoje cele. Nie wystarczy robić dobrą robotę. Trzeba zadbać, żeby odpowiedni ludzie o tym wiedzieli – i żeby wiedzieli, że chcesz czegoś więcej.

Autor materiału nie zostawia złudzeń. Pułapką jest bycie zbyt dobrym w pracy, która donikąd nie prowadzi – optymalizacja pod kątem obecnej roli zamiast przygotowania do tej wymarzonej sprawia, że marnujesz lata na sukcesy na niewłaściwym poziomie.

A finalna diagnoza jest tak celna, że aż boli. Większość ludzi wybiera komfort, nie zdając sobie sprawy, że budują sobie bardzo wygodne miejsce do stania w miejscu. W polskim kontekście, gdzie stabilność zatrudnienia bywa fetyszyzowana, a „pewna posada” traktowana jako życiowy sukces, te słowa brzmią jak alarm, którego większość adresatów i tak nie usłyszy – bo właśnie siedzą z głową w kolejnym raporcie, który ktoś musi „posiadać”.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *