Bułgaria od 1 stycznia 2026 roku formalnie należy do strefy euro, choć jej lew był sztywno powiązany z europejską walutą już od 1997 roku, gdy uruchomiono izbę walutową. Zdaniem Krasena Stanczewa, byłego posła i wieloletniego szefa pierwszego niezależnego, wolnorynkowego ośrodka analitycznego w Bułgarii, formalne dołączenie do strefy euro w tym roku było w istocie działaniem mającym utrzymać politykę monetarną w ramach zdrowych zasad pieniężnych. Brzmi to paradoksalnie, bo izba walutowa działała już od 28 lat, a mimo to zarząd Bułgarskiego Banku Narodowego stanął w obliczu przejęcia przez grupę polityków – w latach 2004 oraz 2025.
To właśnie perspektywa politycznego przejęcia banku centralnego była główną, choć słabo rozumianą przez opinię publiczną, motywacją do przyspieszenia procedury. Jak relacjonuje rozmówca, między styczniem, a majem 2025 roku środowisko ekonomistów, przedsiębiorców i bankowców prowadziło kampanię przeciwko antyeuropejskiej akcji organizowanej przez sześciu liderów frakcji parlamentarnych, z których co najmniej czterech było jawnie prorosyjskich. Tę sprzeciwiającą się euro grupę nieoczekiwanie poparł nawet ówczesny prezydent Radew, który 9 maja 2025 roku – w Dniu Europy i zarazem Dniu Zwycięstwa – wezwał do referendum w sprawie euro, mimo że wcześniej takim postulatom się sprzeciwiał.
Dlaczego suwerenność monetarna była dla Bułgarii zagrożeniem?
Bułgarski Bank Narodowy ma niemal 150-letnią historię, a do końca I wojny światowej opierał politykę pieniężną na standardzie złota lub sztywnym powiązaniu z frankiem francuskim. Po przegranych wojnach bałkańskich Królestwo Bułgarii zbankrutowało i pozostawało pod zarządem wierzycieli od 1919 do 1934 roku. Później kraj wszedł do systemu rozliczeniowego marki III Rzeszy, a od 1945 do 1989 roku był częścią sowieckiej strefy walutowej rubla.
W 1990 roku Bułgaria po raz piąty w XX wieku ogłosiła niewypłacalność na długu publicznym – trzykrotnie pod rządami komunistów. Jak podkreśla ekspert, jedynym okresem względnej suwerenności banku były lata 1991-1997, jednak instytucja została wtedy podporządkowana celom postkomunistycznej Partii Socjalistycznej. Między kwietniem 1996, a marcem 1997 bank zwiększył podaż lewa do bezprecedensowych poziomów.
Skutkiem była siedemnasta najwyższa hiperinflacja XX wieku, sięgająca około 1000 procent w styczniu i 240 procent w lutym 1997 roku. Oszczędności obywateli niemal wyparowały, spadając z 52 procent produktu krajowego brutto pod koniec 1995 roku do zaledwie 6 procent na początku 1997 roku. Skrajne ubóstwo wzrosło z 8-9 procent do 40 procent populacji – to liczba, która do dziś kształtuje bułgarskie podejście do pieniądza.
CYNICZNYM OKIEM: Bułgarzy nie boją się euro, bo wierzą w Europę. Boją się własnych polityków, którzy raz już zamienili oszczędności narodu w popiół, nazywając to suwerennością.
W ocenie rozmówcy pieniądz jest przede wszystkim zjawiskiem międzynarodowym, a Bułgaria skorzysta na denacjonalizacji swojej podaży pieniądza poprzez euro. Była to jedyna dostępna możliwość zatrzymania prób politycznego przejęcia banku centralnego. Zastrzega jednak, że obecna sytuacja jest odległa od prawdziwej, hayekowskiej denacjonalizacji pieniądza, której zasadniczo jest zwolennikiem.
Niebezpieczeństwo uznaniowości w polityce pieniężnej istnieje także na poziomie ponadnarodowym. Europejski Bank Centralny może wyrządzić wiele szkód, jeśli zapomni o celu stabilności cen i zacznie priorytetowo traktować wspieranie ogólnych polityk gospodarczych Unii. Ryzyko dotyczy zwłaszcza celów podlegających sprzecznym interpretacjom – pełnego zatrudnienia, postępu społecznego czy ochrony środowiska.
Co naprawdę napędzało ceny w drodze do euro?
Inflacja monetarna w Bułgarii od 1997 roku pozostaje jedynie cieniem tej ze strefy euro, nawet w okresach luzowania ilościowego. Istniały jednak czynniki krajowe podbijające ceny. W latach 2006-2008 kraj był globalnym liderem w przyciąganiu zagranicznych oszczędności – 92-93 stotinki z każdego nowego lewa wartości dodanej pochodziły z inwestycji zagranicznych.
Obniżenie i spłaszczenie podatków bezpośrednich w latach 1998-2008 zwiększyło dochód rozporządzalny rodzin i firm o około 20 procent. Umożliwiło to wzrost stopy oszczędności, dziś przekraczającej 60 procent produktu krajowego brutto. Jak podsumowuje ekspert, większą rolę odegrały krajowe czynniki fiskalne i strukturalne niż samo euro.
Od 2015 roku populacja Bułgarii zmniejszyła się o 10 procent, a administracja publiczna – wzrosła o 10 procent. Wydatki administracyjne rządu w stosunku do produktu krajowego brutto są najwyższe w Unii, a wynagrodzenia w administracji rosły pięć razy szybciej niż produktywność. Od 2021 roku płaca minimalna i emerytury są automatycznie waloryzowane, powiązane ze średnim wynagrodzeniem brutto.
Szczególnie wymowny jest przykład ustawy o przyjęciu euro. W maju 2025 roku parlamentarzyści, chcąc udowodnić, że są przyjaciółmi ludu, obiecali stuprocentowe kontrole cen detalicznych i kontraktów w całych łańcuchach dostaw. Do września wszyscy, którzy mogli, podnieśli ceny, deklarując następnie, że obniżą je na Boże Narodzenie i po 1 stycznia 2026 roku. Doszedł do tego czynnik strukturalny – produkt krajowy na mieszkańca wzrósł z 25 procent średniej unijnej w 2000 roku do około 70 procent dziś.
Co do inflacji po pandemii, rozmówca jest jednoznaczny. „Tak, zdecydowanie. Żadne dostosowanie nie było tutaj konieczne” – stwierdza, wskazując na twarde ograniczenia monetarne wynikające z funkcjonowania izby walutowej: zakaz finansowania rządu i refinansowania banków komercyjnych. Do 2020 roku rezerwy fiskalne rządu wystarczały na pokrycie strat związanych z lockdownami, a rezerwy zabezpieczające pieniądz w obiegu wynosiły 120 procent. Polityka banku uratowała wtedy około 10-12 procent potencjalnego produktu krajowego brutto.
Po czerwcu 2025 roku, gdy potwierdzono wejście do strefy euro, obroty na giełdzie w Sofii podwoiły się, rosnąc o 98 procent, a ratingi kredytowe nieznacznie się poprawiły. Od stycznia rynek uspokoił się z powodu rosnącej niestabilności politycznej oraz obaw o praworządność. Tuż przed wejściem do strefy euro bank centralny włączył rezerwy zabezpieczające pieniądz do własnego bilansu, by ochronić je przed kleptokratycznymi koalicjami dążącymi do przejęcia kontroli.
Jaki dług publiczny czeka Bułgarię po wejściu do strefy euro?
Przy relacji długu do produktu krajowego brutto wynoszącej zaledwie 24,1 procent w 2024 roku sytuacja fiskalna wydaje się stabilna, jednak rozmówca studzi optymizm. Po wyborach z 19 kwietnia partia byłego prezydenta Radewa – Progressive Bulgaria – zdobyła 55 procent mandatów, a on sam został premierem. Pierwszą zapowiedzianą decyzją było zwiększenie długu publicznego do 30 procent produktu krajowego brutto pod pretekstem pokrycia luk w systemie emerytalnym.
Mówiąc inaczej, partia stara się zadowolić urzędników, emerytów i osoby na płacy minimalnej kosztem sektora prywatnego. Podobne działania poprzednich koalicji doprowadziły do tego, że w listopadzie i grudniu 2025 roku Bułgaria była świadkiem buntu podatkowego. Masowe protesty przeciw podwyżkom podatków obaliły rząd Rosena Żelazkowa – były to największe protesty uliczne od czasów hiperinflacji.
W ocenie eksperta wybory doprowadziły jedynie do wymiany kleptokratów – od wielu konkurujących frakcji do jednej, pionowo zorganizowanej większości. Teoretycznie nowy rząd mógłby przywrócić dyscyplinę fiskalną z lat 1997-2019, a nawet rządzić jako stacjonarny bandyta, pozwalając obywatelom generować dochody i zatrzymując dla siebie stabilną część podatków. Byłoby to relatywnie łatwe ze względu na bułgarską tradycję ostrożności fiskalnej.
CYNICZNYM OKIEM: Najlepsze, na co Bułgarzy mogą liczyć, to bandyta, który nie ucieka z całą kasą, lecz osiada na stałe i pozwala stadu się rozmnażać. Tak wygląda dziś szczyt politycznych ambicji.
Najniższe koszty finansowania rządu należą już do przeszłości – od 2024 roku rosną powoli, ale systematycznie. Skoro monetarny populizm staje się niemożliwy na poziomie krajowym, istnieje realne ryzyko wzmocnienia pokusy sięgania po populizm fiskalny. To właśnie ten rodzaj populizmu wywołał jesienią ubiegłego roku największe protesty od czasów hiperinflacji.
Sektor bankowy wchodzi do unii walutowej w dobrej kondycji – banki są dobrze dokapitalizowane, a jeszcze przed przyjęciem euro wymogi rezerw obowiązkowych były ponad dziesięciokrotnie wyższe niż w strefie euro. Jako część Europejskiego Banku Centralnego bułgarski bank jest mniej podatny na krajowe ryzyka polityczne. Rozmówca zauważa jednak ironicznie, że sam europejski bank realizowałby swoją rolę lepiej, gdyby działał jak izba walutowa – czyli nie ratując państw i nie finansując rządów.
W wymiarze geopolitycznym przyjęcie euro było po cichu wymierzone w prorosyjskich liderów partyjnych przygotowujących przejęcie banku centralnego. „Nadzieją było ograniczenie dalszych rosyjskich wpływów na bułgarskich graczy politycznych. I sądzę, że to nam się udało” – przekazuje ekspert. Zastrzega jednak, że rząd Radewa pozostaje problemem i choć nie odegra roli nowego Orbána, będzie źródłem problematycznego szumu przy wspieraniu Ukrainy przez Unię i europejskich członków NATO.
Dla Polski, która zachowuje suwerenność monetarną, płynie z tego konkretna lekcja. Jeśli nie istnieje zagrożenie dla niezależności banku centralnego, Polska może spokojnie poczekać, aż będzie pewne, że europejski bank działa zgodnie z traktatami – utrzymując stabilność cen niemal jak izba walutowa. Polska ma wystarczająco silną pozycję, by domagać się przeorientowania całej Unii i jej banku centralnego, bez używania polityki pieniężnej jako narzędzia nacisku. Miarą sukcesu będzie zaś to, czy bułgarskie rządy powrócą do najlepszej tradycji: zrównoważonych budżetów, prostych podatków i niskiego długu publicznego, gdzie jedynym realnym problemem pozostają wskaźniki państwa prawa.



