Rynki metali szlachetnych weszły w fazę, w której każdy poranek zaczyna się od modlitwy. Nie chodzi o duchowość – chodzi o portfel. Wojna na Bliskim Wschodzie, ropa naftowa pędząca ku astronomicznym poziomom, giełda w trendzie spadkowym, a inwestorzy w metale szlachetne zastanawiają się, czy trzymać, czy uciekać. W najnowszym odcinku kanału Sprott Money, Craig Hemke zaprosił analityka technicznego Chrisa Vermeulena z thetechnicaltraders.com do rozmowy, która brzmi jak instrukcja przetrwania na finansowym polu minowym. I choć obaj panowie starają się zachować profesjonalny spokój, między wierszami słychać jedno: najbliższe tygodnie mogą być brutalne, ale to właśnie brutalność tworzy najlepsze okazje.
Vermeulen nie owija w bawełnę, gdy opisuje obecną sytuację. Ropa naftowa, napędzana konfliktem na Bliskim Wschodzie, stała się według niego głównym rozgrywającym na globalnych rynkach. Kolejny potencjalny ruch? Następny ruch to około 141 dolarów za baryłkę. I z punktu, w którym jesteśmy dzisiaj, czyli 6 kwietnia, patrzymy na 26-procentowy ruch na ropie. Co to oznacza dla reszty rynku? Wzrost cen energii pociągnie za sobą inflację, wyższe stopy procentowe, spadek obligacji i potencjalnie – gwałtowną wyprzedaż na giełdzie. A w tym chaosie metale szlachetne, wbrew intuicji wielu inwestorów, również mogą oberwać.
Ropa dyktuje warunki, a giełda słucha
Energia jest jedynym sektorem, który według Vermeulena idzie pod prąd spadkowego trendu. Spółki energetyczne, ETF-y sektorowe, kontrakty na ropę – wszystko to znajduje się na szczycie jego listy najgorętszych aktywów. Reszta rynku? S&P 500 i NASDAQ są w trendzie spadkowym. Kiedy ta czerwona linia biegnie dołem, nie chcesz trzymać akcji.
Analityk porównuje obecną sytuację do tej sprzed roku, gdy taryfy celne wywołały podobny cykl. Struktura cenowa jest bliźniaczo podobna – podwójne szczyty, fałszywe odbicia i armia łowców dołków, którzy za każdym razem wchodzą za wcześnie.
Wskaźnik FOMO, który Vermeulen opracował do śledzenia sentymentu rynkowego, pokazuje niepokojący wzorzec. Za każdym razem, gdy rynek odbija w trendzie spadkowym, pojawia się fala optymizmu – i za każdym razem kończy się kolejnym epizodem sprzedaży.
Mnóstwo ludzi próbuje wyłapać dołki i łapanie dołków działa świetnie przez większość czasu. Ale kiedy faktycznie wchodzimy w potencjalnie wieloletnią recesję i prawdziwą, pełną bessę, wyłapanie tego dna kończy się najgorszą rzeczą, jaką można zrobić.
NASDAQ może według jego szacunków stracić jeszcze około 10% od obecnych poziomów, zanim znajdzie solidne wsparcie. Akcje „wspaniałej siódemki” technologicznej już spadły od 10 do 30% od szczytów i wciąż zachowują się gorzej od szerokiego rynku.
CYNICZNYM OKIEM: Rynek finansowy to jedyne miejsce, gdzie ludzie uciekają z płonącego budynku, a potem wracają, bo ktoś krzyknął, że ogień chyba gaśnie. Wskaźnik FOMO Vermeulena mierzy dokładnie tę ludzką skłonność do samookłamywania się – i za każdym razem ma rację, że to pułapka.
Złoto po 8000 albo krach o 36% – tertium non datur
Najciekawsza część analizy dotyczy samych metali szlachetnych. Vermeulen prezentuje dwa scenariusze, a oba brzmią dramatycznie. Długoterminowy trend pozostaje wzrostowy – 150-dniowa średnia krocząca jest nachylona w górę, a cena znalazła wsparcie. Ale krótkoterminowo na wykresie wyrządzono poważne szkody.
Scenariusz niedźwiedzi zakłada, że rynek chce wymazać całą euforyczną fazę FOMO. Rynek zawsze ma sposób na wymazanie wielu z tych emocjonalnych ruchów. Zazwyczaj oddaje się połowę ruchu, co już się stało, albo oddaje się 100% tego ruchu. To oznaczałoby około 25-procentowe cofnięcie na złocie i powrót srebra w okolice 38-40 dolarów za uncję.

Sam Vermeulen ujawnia, że sprzedał swoje fizyczne złoto powyżej 5000 dolarów, a srebro po 113 dolarów za uncję. To jest pierwszy raz od 2019 roku, kiedy jestem „nagi” w sensie, że nie mam żadnych fizycznych metali, poza paroma monetami walającymi się po domu. Przyznaje, że czuje się z tym dziwnie, ale wykresy mówią jasno.

Scenariusz byczy? Obecna korekta tworzy gigantyczną flagę byka, a po jej rozwiązaniu złoto mogłoby wystrzelić w okolice 8000 dolarów. Jeśli to jest flaga byka, to zaliczy bardzo dramatyczny rajd, prawdopodobnie do około 8000 lub coś koło tego w górę.
Co zdecyduje o tym, który scenariusz się zmaterializuje? Vermeulen wskazuje na trzy czynniki działające jednocześnie: potencjalny rajd dolara, wzrost stóp procentowych i szeroka wyprzedaż rynkowa. Jeśli wszystkie trzy uderzą naraz – a scenariusz z ropą po 141 dolarów czyni to prawdopodobnym – metale szlachetne polecą w dół.
Craig Hemke celnie zauważa historyczną analogię. W 2008 roku złoto spadło o 34% z poziomu 1000 do 700 dolarów, a potem z tych 700 poszło w górę dwa i pół raza. Vermeulen potwierdza, że obecna struktura cenowa jest bardzo, bardzo podobna do tamtej sytuacji.
CYNICZNYM OKIEM: Analityk, który sprzedał wszystkie metale i teraz mówi, żeby nie panikować przy spadkach, bo to „okazja do kupna” – brzmi jak restaurator, który zamknął własny lokal, ale zapewnia, że kuchnia jest doskonała. Tyle że Vermeulen przynajmniej ma czelność przyznać, że woli siedzieć z gotówką i czekać na prawdziwy krach.
Długoterminowa wizja pozostaje spektakularnie bycza. Vermeulen spodziewa się złota powyżej 10 000 dolarów i srebra po 200 z hakiem w perspektywie kilku lat. Ale droga tam może prowadzić przez dolinę łez trwającą od pół roku do nawet trzech lat – dokładnie tak, jak po 2011 roku, gdy metalom zajęło ponad dekadę, by wrócić do historycznych szczytów.
Hemke podsumowuje to trafnie – jeśli wojna się pogorszy, niedźwiedzi scenariusz się rozegra. Jeśli cudem wybuchnie pokój, flaga byka może się zmaterializować. Do początku maja, gdy panowie spotkają się ponownie, powinniśmy mieć więcej odpowiedzi. Tymczasem, jak mówi Vermeulen, to jest jak chodzenie po polu minowym na tym rynku – i trudno się z nim nie zgodzić.



