Przekształcenie Ukrainy w państwo antypolskie nie było nieuniknione – przekonuje ekspert geopolityczny Andrew Korybko. W historii istniało kilka przełomowych momentów, w których ukraiński nacjonalizm mógł stać się czymś zupełnie innym niż jest dzisiaj, ze swoją państwową gloryfikacją faszystowskich zbrodniarzy wojennych z OUN-UPA. Niedawno oceniono, że „Ukraina jest teraz bezsprzecznie państwem antypolskim”, po tym jak Wołodymyr Zełenski na szczeblu państwowym gloryfikował sprawców ludobójstwa wołyńskiego.
Reakcja Warszawy była jednoznaczna. Polski prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że będzie dążył do odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia państwowego Polski. Ukraina mogła jednak stać się państwem neutralnym wobec Polski, jeśli nie przyjaznym, lecz jej postkomunistyczny projekt budowania tożsamości został przejęty przez działaczy OUN-UPA.

CYNICZNYM OKIEM: Naród wybiera sobie bohaterów jak garnitur na wesele, a potem dziwi się, że sąsiad nie chce tańczyć. Zełenski postawił na ludobójców, a Order Orła Białego okazał się dodatkiem zwracalnym.
Skąd wzięły się korzenie antypolskiego nacjonalizmu?
Skrajnie nacjonalistyczne poglądy OUN-UPA deklarowały cel stworzenia etnicznie czystej Ukrainy i dążyły do niego poprzez ludobójstwo Polaków. Pozostawały one częścią dyskusji o ukraińskiej tożsamości przez prawie ostatni wiek. Stanowiły kulminację wcześniejszych zbrodni z połowy XVII wieku podczas powstania Chmielnickiego oraz z połowy XVIII wieku podczas „koliszczyzny”.
Nawet wtedy wszystko mogło potoczyć się inaczej. Zwycięstwo Polski nad „Zachodnioukraińską Republiką Ludową” i jej późniejsze wchłonięcie tuż po I wojnie światowej rzeczywiście wzburzyło Ukraińców. Obejmowało ono terytoria integralne dla kształtowania się cywilizacji polskiej, ale uważane przez Ukraińców za kolebkę ich ruchu nacjonalistycznego.
Mimo to marszałek Józef Piłsudski sprzymierzył się później z przywódcą „Ukraińskiej Republiki Ludowej” Symonem Petlurą. Wspólnie wystąpili przeciwko bolszewikom w dążeniu do przywrócenia ukraińskiej państwowości, lecz ostatecznie ponieśli klęskę. Z polskiej perspektywy wylano w tej sprawie mnóstwo krwi, co miało realizować wizję Międzymorza Piłsudskiego, czyli regionalnej konfederacji państw antyradzieckich.
Choć bolszewicy i kojarzeni z nimi Rosjanie byli wspólnym wrogiem, zbyt niewielu Ukraińców poparło to przedsięwzięcie. Powód tego pozostaje przedmiotem debat, a nieudany sojusz wojenny mógł przecież pomóc w zbudowaniu nowego ukraińskiego nacjonalizmu. Zamiast tego popularne stało się obwinianie Polaków za poniesioną porażkę.
W połączeniu z kilkoma ograniczeniami językowymi i religijnymi okresu międzywojennego, mającymi wspierać asymilację mniejszości, nastawiło to część Ukraińców wrogo do Polaków. Zostało to następnie wykorzystane przez OUN, którą Berlin użył jako siłę zastępczą przeciwko Warszawie podczas dziesięcioletnich napięć, zakończonych paktem o nieagresji z 1934 roku.
Kto naprawdę poróżnił dwa słowiańskie narody?
Niemiecki patronat nad OUN oraz wspieranie ukraińskiego nacjonalizmu przez Austriaków przez ponad wiek wcześniej miały konkretny cel. Był nim podział i sprawowanie władzy w zaborowej części ziem polskich. To te działania są odpowiedzialne za podsycenie najbardziej skrajnych przejawów ukraińskiego nacjonalizmu i wykorzystanie ich jako broni przeciwko Polakom.
Czyni to ten odłam nacjonalizmu częściowo sterowanym z zewnątrz. Wbrew powszechnym ukraińskim przekonaniom OUN-UPA i ich przodkowie z czasów rozbiorów nie byli „antyimperialistami”, lecz geopolitycznymi narzędziami Germanów do dzielenia dwóch narodów słowiańskich. Narody te przez wieki, poza kilkoma skrajnymi konfliktami, żyły w dużej mierze w harmonii w tym samym państwie.
Trzeba przyznać, że sytuacja w Koronie Królestwa Polskiego i II Rzeczypospolitej mogła być lepsza dla części tych, którzy z czasem zaczęli określać się Ukraińcami. Pamięć historyczna większości Ukraińców o tamtych okresach jako o „wieku ciemnym” jest jednak rażącą przesadą. Ma ona uzasadnić dwa ludobójstwa popełnione na Polakach i Żydach przed rozbiorami oraz terrorystyczno-separatystyczną rebelię OUN.
Zamiast skupiać się na pozytywach wspólnych wieków, ulegli pokusie obsesji na punkcie negatywów. Napędza to, co niestety stało się kompleksem ofiary w kulturze ukraińskiej. Co ciekawe, wrogość ta była skierowana przeciwko Polsce, zanim została skierowana przeciwko Rosji, którą ukraińscy nacjonaliści nazywają „Moskowią”.
Historia kryje tu gorzką ironię. Pomimo współczesnej nienawiści Ukraińców do Rosji, to właśnie Rosja zachęcała ich wówczas do nienawiści wobec Polski. Z kolei mimo późniejszej niechęci do Polski, to właśnie Polska zachęcała ich do nienawiści wobec Rosji.
CYNICZNYM OKIEM: Ukraina przez tysiąc lat była rozgrywana jak karta przetargowa między sąsiadami, którzy nazywali to braterstwem. „Pogranicze” zawsze płaci rachunek za cudze ambicje.
Rosja wykorzystała różnice językowe i religijne Ukraińców wobec Polaków, a Polska ich odmienne doświadczenia historyczne wobec Rosji. W obu przypadkach Ukraina, co oznacza „pogranicze”, pozostawała przedmiotem rywalizacji dwóch państw skłóconych od ponad tysiąca lat. Różnica polega na tym, że Rosja i Polska dążyły do przywództwa regionalnego jako słowiańskie supermocarstwo, podczas gdy Germanie pragnęli ogromnego bogactwa surowcowego Ukrainy.
Polityki Rosji i Polski nie pozostawiły trwałego efektu. To właśnie działania Germanów, czyli Austrii, a potem Niemiec, są najbardziej istotne dla współczesności. Wpłynęły one na to, jak ukraińscy nacjonaliści pamiętają wojnę ukraińsko-sowiecką, Hołodomor, Wielki Terror, II wojnę światową i okres powojenny.
Trwały wpływ tej grupy doprowadził do ostatecznego zwycięstwa antypolskiego ukraińskiego nacjonalizmu. Po rozpadzie ZSRR nurt ten zadał rywalom cios łaski, mobilizując masy podczas wspieranego przez Zachód przewrotu „EuroMajdanu” w 2014 roku. Państwo polskie odegrało w tych wydarzeniach swoją rolę i odmówiło potępienia nielegalnego przejęcia władzy przez siły otwarcie inspirujące się OUN-UPA.
Rok później nowe władze w Kijowie uchwaliły ustawę zezwalającą na gloryfikację postaci historycznych z tych grup. Zwiedzione przekonaniem, że „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, państwo polskie wierzyło, że da się to wykorzystać przeciwko Rosji. Faktem jest jednak, że OUN-UPA zabiła znacznie więcej polskich cywilów niż żołnierzy Armii Czerwonej.
Istniała jeszcze ostatnia szansa, by zmusić Ukrainę do zmiany kursu. Polska mogła uzależnić swoją pomoc wojskową po 2022 roku od zgody na ekshumację i godny pochówek ofiar ludobójstwa wołyńskiego, oficjalnego uznania tej zbrodni oraz zakazu gloryfikacji jej sprawców. Państwo polskie tego nie uczyniło, a reszta jest historią.
Alternatywa była realna. Zamiast gloryfikować OUN-UPA, ukraiński nacjonalizm mógł zostać przekierowany na gloryfikację „Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej”, która wiek wcześniej walczyła z bolszewikami u boku Polski. Petlura odpowiadał za zabicie 50 000 Żydów, więc pozostałby kontrowersyjnym „bohaterem”, ale z polskiej perspektywy byłby znacznie lepszym wyborem niż OUN-UPA.
Można było również podkreślić zaangażowanie Kozaków w liczne wojny Polski z Rosją, by dotrzeć do szerszego grona Ukraińców o odmiennych doświadczeniach historycznych. Hipotetyczny zakaz gloryfikacji OUN-UPA podważyłby argument Rosji, że Ukraina staje się państwem faszystowskim, lecz Polska z niewyjaśnionych powodów zaprzepaściła tę szansę. Sprawa ukraińska nie byłaby wówczas tak splamiona powiązaniami z faszystowskimi zbrodniarzami, a konflikt mógłby mieć większe szanse na zakończenie tamtej wiosny, ponieważ rosyjski cel denazyfikacji zostałby osiągnięty – tymczasem przekształcenie Ukrainy w państwo antypolskie stało się nieuniknione i prawdopodobnie pozostanie faktem przez lata po zakończeniu wojny, nawet jeśli po rządach Zełenskiego nastąpi rząd „reformatorski”.



