Brytyjski rząd właśnie przekroczył granicę między technologią, a inwigilacją. Nowy plan cyfryzacji obejmujący nawet noworodki – ujawniony przez „Daily Mail” – ma być oficjalnie narzędziem do walki z nielegalną imigracją. W praktyce jest to jednak system totalnej identyfikacji obywateli „od kołyski po grób”.
CYNICZNYM OKIEM: Nic nie łączy rodzinnej radości z narodzin tak skutecznie jak rządowe wprowadzenie numeru seryjnego.
Narodziny nowego obywatela danych
Według przecieków z tajnych spotkań w Cabinet Office, minister Josh Simons przedstawił projekt, który przewiduje, by dzieci już w chwili urodzenia otrzymywały cyfrowe tożsamości sprzężone z ich dokumentacją medyczną. Wzorem ma być estoński model, gdzie numer identyfikacyjny nadawany niemowlęciu umożliwia korzystanie z usług publicznych przez całe życie.
Simons argumentował, że takie rozwiązanie pomoże nastolatkom bezpiecznie logować się do mediów społecznościowych – co rzekomo ma powstrzymać cyberprzemoc i kradzież danych. Ale krytycy widzą w tym zupełnie coś innego: rozszerzenie rządowej kontroli na każdy etap życia obywatela.
Projekt jest częścią ogłoszonego przez premiera Keira Starmera systemu „Brit Card” – cyfrowej przepustki do pracy i świadczeń, zintegrowanej z platformą UK One Login. Oficjalnie ma kosztować 1,8 miliarda funtów i ruszyć w latach 2028–2029. Nieoficjalnie – ma stworzyć narzędzie śledzenia populacji w czasie rzeczywistym.
Kiedy walka z imigracją kończy się walką z wolnością
Rząd tłumaczy, że cyfrowe ID to element uszczelniania rynku pracy i kontroli prawa do zatrudnienia. Ale oponenci pytają słusznie: „Co mają wspólnego niemowlęta z zatrzymywaniem łodzi migracyjnych?”
Mike Wood z Partii Konserwatywnej nazwał pomysł „bezczelnym nadużyciem władzy”: „Laburzyści obiecali, że cyfrowe ID będą dotyczyć tylko imigrantów i prawa do pracy, tymczasem potajemnie planuje objąć nimi noworodków. To nie reforma – to zamach na prywatność.”
Podobnie ocenił to były minister gabinetu David Davis, który uznał plan za przykład „pełzającej inwigilacji państwowej”. Jego słowa nie pozostawiają złudzeń: „Nadawanie dzieciom numerów identyfikacyjnych przy narodzinach to policzek dla brytyjskich tradycji wolności. To pomysł ludzi, którzy nie rozumieją technologii, którą próbują ujarzmić.”
Davis dodał, że to już nie tylko kwestia polityki, ale konstytucyjny skandal realizowany po cichu i bez zgody parlamentu.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy rząd tłumaczy się, że cyfrowe ID są „dobrowolne”, wiedz, że dotyczy to tylko twojej zgody – nie uczestnictwa.
Witaj w świecie cyfrowych obywateli
Dziennikarze „Daily Mail” opisują scenę z zamkniętych obrad: gdy pomysł cyfrowych identyfikatorów dla noworodków padł na stół, „szczęki opadły”. Źródło cytowane przez gazetę wyjaśnia, że propozycja nie ma nic wspólnego z kontrolą imigracji – to raczej „katalog życia każdego Brytyjczyka budowany już od pierwszego oddechu”.
Liberalna opozycja reaguje podobnie. Lisa Smart z Liberalnych Demokratów ostrzega przed „przerażającym rozwojem państwa cyfrowego”: „Jeśli nawet dzieci mają być wciągnięte w ten system, oznacza to całkowite zatarcie granicy między bezpieczeństwem, a totalną kontrolą.”
Organizacje broniące prywatności, w tym Big Brother Watch, alarmują, że program otwiera drogę do monitorowania obywateli na każdym kroku – pracy, podróży, zakupów i internetu. Dyrektor grupy, Silkie Carlo, wskazuje, że projekt przedstawiany jako „innowacja administracyjna” jest w istocie sprytnie zaplanowanym systemem nadzoru populacyjnego.
Oficjalny komunikat rządu brzmi spokojnie: „Jedynym obowiązkowym elementem systemu ID będą cyfrowe kontrole prawa do pracy. Używać ich będą tylko osoby podejmujące nowe zatrudnienie.”
Ale nawet urzędnicy przyznają, że to dopiero początek. Jeden z informatorów z Whitehall powiedział wprost, że projekt ma „charakter hipotetyczny, ale kierunek jest oczywisty” – granice między sferą publiczną, komercyjną, a prywatną ulegną zatarciu.
W praktyce oznacza to, że każdy nowy obywatel Wielkiej Brytanii otrzyma cyfrowy „akt narodzin” sprzężony z profilem w rządowym systemie, a ten – z dostępem do danych zdrowotnych, finansowych i zawodowych.
To nie abstrakcja: podobny schemat działa już przy weryfikacji dowodów tożsamości, a od 2028 roku stanie się podstawą procesów rekrutacyjnych.
Kiedyś ID oznaczało dokument. Dziś oznacza cyfrowy cień, który chodzi za tobą od pierwszego dnia życia.
Pomysł, który miał przeciwdziałać fikcyjnym zatrudnieniom cudzoziemców, w praktyce tworzy narzędzie zdolne do pozbawienia obywatela prawa do pracy, podróży czy usług – po prostu poprzez zablokowanie dostępu w systemie.
To nie pierwszy raz, gdy politycy wykorzystują lęk przed chaosem migracyjnym do wdrożenia rozwiązań, które uderzą w zwykłych obywateli. Różnica polega na tym, że tym razem kontrola zaczyna się od kołyski.
CYNICZNYM OKIEM: „Pełnoletność w cyfrowym świecie” brzmi jak hasło edukacyjne, ale w wykonaniu Londynu oznacza raczej „pełną widoczność od narodzin”.


