Javier Milei obejmował urząd z obietnicą radykalnego uzdrowienia argentyńskiej gospodarki. Terapia szokowa miała boleć, ale krótko – potem miał nadejść dobrobyt. Najnowsze dane z rynku pracy sugerują jednak, że ból się przedłuża, a obiecany cud zdradza pierwsze poważne pęknięcia. Według agencji Bloomberg stopa bezrobocia w Argentynie wzrosła do końca ubiegłego roku do 7,5%, co stanowi najwyższy wynik dla czwartego kwartału od czasów pandemii COVID-19.
Liczby są wymowne. Odkąd Milei objął urząd, argentyński formalny sektor prywatny zlikwidował ponad 200 000 etatów – co stanowi około 3% całkowitej liczby pracowników. Brak zatrudnienia w sektorze formalnym wzrósł po raz pierwszy od trzech kwartałów, a udział pracowników w szarej strefie utrzymuje się na poziomie około 43% całkowitego zatrudnienia.

Szara strefa jako amortyzator społeczny
Ogólna stopa bezrobocia nie wystrzeliła tak gwałtownie, jak przewidywano – i to jest jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo katastrofy społecznej na razie nie ma. Zła, bo głównym powodem jest masowe przechodzenie Argentyńczyków na freelancing i do szarej strefy, aby powiązać koniec z końcem. Rząd zlikwidował również tysiące stanowisk w sektorze publicznym, ale statystyki łagodzi fakt, że zwolnieni ludzie nie znikają – po prostu pracują nieformalnie.
CYNICZNYM OKIEM: Milei obiecał likwidację biurokracji. Dostarczył – razem z dwustoma tysiącami etatów. Szara strefa rośnie, ale przynajmniej jest elastyczna.
W lutym prezydent odniósł sukces polityczny – Kongres zatwierdził okrojoną wersję reformy prawa pracy, mającą obniżyć koszty zatrudniania i zwalniania oraz wprowadzić większą elastyczność na rynku pracy. Inwestorzy przyjęli ten ruch z zadowoleniem.
Ekonomiści studzą jednak entuzjazm. Przy niemrawej aktywności gospodarczej, wciąż słabym popycie konsumpcyjnym oraz presji na sektory pracochłonne wynikającej z otwierania gospodarki, na ożywienie w sferze zatrudnienia trzeba będzie poczekać. Reforma obniża koszty zwalniania, ale nie tworzy powodów do zatrudniania.
CYNICZNYM OKIEM: Reforma ułatwia zwalnianie w kraju, który ma problem z brakiem miejsc pracy. To jak dawanie diety komuś, kto nie ma co jeść.
Pogorszenie warunków zatrudnienia nastąpiło jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów, co oznacza, że dane za kolejne kwartały pokażą dopiero rzeczywisty wpływ reformy na rynek pracy. Pytanie brzmi, czy argentyński cud gospodarczy jest jedynie odroczony – czy już odwołany.




Nie ma innej drogi niż odejście od socjalizmu i nic nie będzie proste i od razu po przejściu z fazy socjalizmu i bujania w obłokach.To wymaga czasu i nie raz będą różne wskaźniki,ale tak jak w pokerze,im więcej rozdań,tym większy odsetek wygranych „lepiej grającego”
Cześć! Takie wspaniałe komentarze to byśmy mogli czytać codziennie 🙂
Ból jest przedłużany pracowicie przez jego opozycję. W której przecież interesie jest by reformy się nie udały. Uroki obecnej implementacji demokracji.
Cześć, takie to uroki demokracji i równania w dół, mentalność psa ogrodnika jest niestety powszechna na tym świecie.
Trzymamy mocno kciuki za Argentynę, piękny kraj i ludzie, może zdołają się uchronić przed 11-stym bankructwem…