Rozmowy pokojowe w Islamabadzie zakończyły się fiaskiem, a świat obudził się w poniedziałkowy poranek z nową rzeczywistością geopolityczną. Prezydent Donald Trump nakazał amerykańskim siłom zbrojnym wprowadzenie blokady cieśniny Ormuz, ostrzegając przy tym, że wojsko Stanów Zjednoczonych „dokończy to niewiele, co pozostało z Iranu”, jeśli Teheran nie ugnie się pod presją. Kontrakty terminowe na ropę Brent błyskawicznie wzrosły o 7,5 procent, osiągając poziom około 102 dolarów za baryłkę, a kontrakty na indeks S&P 500 spadły o około 1 procent – rynki finansowe nie mają wątpliwości, że tym razem eskalacja jest jak najbardziej realna.
Maratońskie negocjacje w stolicy Pakistanu były wydarzeniem historycznym – pierwsze bezpośrednie spotkanie na najwyższym szczeblu między przywódcami amerykańskimi i irańskimi od 1979 roku. Mimo tego symbolicznego wymiaru, rozmowy zakończyły się późno w sobotę bez żadnego porozumienia. Dwa supertankowce zawróciły po ogłoszeniu niepowodzenia negocjacji, a konta OSINT w serwisie X donosiły o nieprzerwanym strumieniu odrzutowców transportowych Sił Powietrznych USA zmierzających na Bliski Wschód w niedzielę wieczorem.
Sześć czerwonych linii, których Iran nie chciał przekroczyć
Wiceprezydent J.D. Vance przedstawił irańskiej delegacji w Islamabadzie komplet żądań, które Waszyngton traktuje jako warunki konieczne do osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia. Są to sześć tak zwanych „czerwonych linii”, obejmujących: zakończenie całego wzbogacania uranu, likwidację wszystkich głównych obiektów wzbogacania jądrowego, odzyskanie wysoko wzbogaconego uranu oraz przyjęcie szerszych ram pokoju i deeskalacji, obejmujących sojuszników regionalnych. Lista nie kończy się na kwestiach nuklearnych – USA żądają również zakończenia finansowania Hamasu, Hezbollahu i Huti, a także pełnego otwarcia cieśniny Ormuz bez pobierania jakichkolwiek opłat za przepływ.
Iran odmówił przyjęcia tych warunków. Irańscy urzędnicy przedstawili kontrpropozycje dotyczące dalszego wzbogacania symbolicznych ilości uranu lub ograniczenia zapasów, jednak żadna ze stron nie była w stanie osiągnąć kompromisu. Kwestiami spornymi były również los wysoko wzbogaconego uranu, a także irańskie żądanie uwolnienia około 27 miliardów dolarów zamrożonych dochodów przetrzymywanych za granicą.
CYNICZNYM OKIEM: Iran chce 27 miliardów dolarów i bomby atomowej, a USA – wszystkiego, tylko nie tego. Historyczne spotkanie od 1979 roku skończyło się tak, jak można było przewidzieć: historycznym impasem.
Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) ogłosiło, że blokada morska weszła w życie 13 kwietnia o godzinie 10:00 czasu wschodniego. Szczegóły operacyjne – blokada obejmuje wyłącznie statki wchodzące do irańskich portów lub z nich wychodzące, nie zaś jednostki przepływające przez cieśninę Ormuz do portów nieirańskich. CENTCOM podkreślił, że egzekwowanie będzie bezstronne wobec statków wszystkich narodów, korzystających z irańskich portów nad Zatoką Arabską i Zatoką Omańską.
Groźby Teheranu i otwarte drzwi do dyplomacji
Reakcja Iranu była natychmiastowa i zdecydowana. Mohsen Rezaee, doradca wojskowy najwyższego przywódcy Iranu, napisał w serwisie X, że irańskie siły zbrojne „nie pozwolą Ameryce na to i mają ogromne, niewykorzystane środki nacisku, aby temu przeciwdziałać”. Dodał przy tym złośliwie: „Iran nie jest miejscem, które można otoczyć tweetami i urojonymi planami”. Rezaee ocenił też, że USA, które nie zdołały wcześniej otworzyć cieśniny, są „skazane na porażkę w blokadzie morskiej”.
Mimo wyzywającej retoryki, „Wall Street Journal” donosi, powołując się na regionalnych urzędników, że drzwi do dalszej dyplomacji pozostają otwarte, a druga runda rozmów może odbyć się w ciągu kilku dni. Kraje regionu intensywnie konsultowały się z USA w celu zabezpieczenia przedłużenia dwutygodniowego zawieszenia broni, ogłoszonego we wtorek. Szanse na porozumienie pokojowe przed końcem okresu zawieszenia broni wzrosły nieznacznie po ogłoszeniu blokady, choć pozostają znacznie niższe niż przed rozpoczęciem rozmów.

CYNICZNYM OKIEM: Groźby z Waszyngtonu, groźby z Teheranu, a dyplomaci regionalni biegają z tacą mediacyjną jak kelnerzy podczas kłótni w restauracji – wszyscy krzyczą, nikt nie wychodzi, bo rachunek byłby zbyt wysoki.
Fred Fleitz, wysoki urzędnik Rady Bezpieczeństwa Narodowego podczas pierwszej kadencji Trumpa, ocenił sytuację z umiarkowanym optymizmem. „Myślę, że Trump ma rację, Iranowi skończyły się karty” – powiedział Fleitz. „Ten konflikt trwa dopiero od kilku tygodni. Jest za wcześnie, by wiedzieć, jak to się zakończy, ale myślę, że wygląda to obiecująco”. Jednocześnie zauważył, że liczna delegacja Iranu w Islamabadzie sama w sobie świadczy o tym, że rozwiązanie dyplomatyczne jest możliwe.
Stawka ekonomiczna jest gigantyczna. Szef ds. ropy naftowej Zjednoczonych Emiratów Arabskich ostrzegł, że blokowanie cieśniny Ormuz przez Iran stanowi „bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego, żywnościowego i zdrowotnego każdego narodu”. Przez cieśninę Ormuz przepływa około jednej piątej globalnych dostaw ropy naftowej, a ewentualne przedłużające się zakłócenia mogłyby uderzyć w ceny energii i żywności na całym świecie – także w Polsce i Europie. Steve Moore, były doradca ekonomiczny Trumpa, cytowany przez WSJ, apelował do Białego Domu wprost: „Mamy moc, by chronić przepływ handlu międzynarodowego i musimy jej użyć. W przeciwnym razie cała światowa gospodarka może pogrążyć się w globalnej recesji”.
Trump ma na stole różne opcje. Raport WSJ wskazuje, że prezydent rozważał w niedzielę ograniczone uderzenia na wysokiej wartości irańskie aktywa, które miałyby przełamać impas – to opcja skalpela zamiast armaty. Możliwy jest też powrót do pełnoskalowej kampanii bombardowań, choć urzędnicy oceniają tę opcję jako mniej prawdopodobną, biorąc pod uwagę ryzyko dalszej destabilizacji regionu i niechęć prezydenta do wciągania się w długotrwałe konflikty zbrojne. Trzecia droga to tymczasowa blokada połączona z presją na sojuszników, by w przyszłości przejęli odpowiedzialność za misję przedłużonej eskorty wojskowej przez cieśninę.



