Ropa powyżej 100 dolarów za baryłkę, giełdy na minusie, rentowności obligacji w górę – to nie jest scenariusz filmu katastroficznego, lecz rzeczywistość ostatnich dni na globalnych rynkach finansowych. W centrum tego chaosu stoi cieśnina Ormuz, najważniejsze wąskie gardło światowego handlu węglowodorami, które Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej postanowił zamienić w swoją prywatną bramkę z szlabanem.
Główne indeksy giełdowe po obu stronach Atlantyku i w Azji zamknęły się na czerwono. Rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych gwałtownie poszybowały w górę niemal wszędzie – z wyjątkiem Szwecji – a brytyjskie obligacje Gilt wyróżniły się wzrostem o 8,7 punktów bazowych. Na krótkim końcu krzywej było jeszcze gorzej. Kanadyjskie rentowności dwuletnie skoczyły o 9,8 punktów bazowych, nowozelandzkie o 10,1. Rynek, który jeszcze przed wybuchem wojny wyceniał obniżki stóp w Kanadzie, teraz zakłada podwyżki o łącznej wartości 41 punktów bazowych w tym roku. W Nowej Zelandii oczekiwania sięgają aż 77 punktów. Zakłady na obniżki stóp przez Fed – jeszcze niedawno oczywistość – parują w błyskawicznym tempie.
Chamenei mówi, ale się nie pokazuje
Optymizm, który pojawił się po komentarzu Donalda Trumpa z początku tygodnia, że wojna jest „bardzo kompletna”, oraz po zapowiedzi skoordynowanego uwolnienia 400 milionów baryłek z rezerw strategicznych przez G7, nie przetrwał nawet doby. Nowy irański Najwyższy Przywódca Chamenei wydał swoje pierwsze publiczne oświadczenie, w którym powtórzył obietnice GRWP o utrzymaniu cieśniny Ormuz w stanie zamknięcia. Tyle że sam Chamenei nie pojawił się przed kamerą. Krążą plotki, że został ranny – być może ciężko – w początkowych uderzeniach. Według nieoficjalnych doniesień krajem rządzi faktycznie Korpus Strażników Rewolucji, a Chamenei pełni jedynie rolę fasadowej figury zapewniającej pozory ciągłości władzy.

Mimo tych dramatycznych sygnałów rynki prognostyczne wciąż zachowują pewien optymizm co do czasu trwania konfliktu – choć słabnący z dnia na dzień. Szanse na zawieszenie broni przed końcem miesiąca wynoszą 21 procent, co oznacza spadek o 5 punktów w ciągu doby. Przed 30 kwietnia – 45 procent, przed 30 czerwca – 61 procent. Krzywa forward ropy Brent pozostaje w silnym backwardation, z cenami zbiegającymi się z powrotem do 75 dolarów za baryłkę do połowy przyszłego roku. Innymi słowy, rynek wierzy, że to się skończy – pytanie tylko, ile szkód zdąży wyrządzić.
Pojawiły się spekulacje, że rząd USA może próbować manipulować rynkiem pochodnych instrumentów naftowych w celu obniżenia cen energii. Niektórzy analitycy wskazują na gwałtowne wahania cen ropy z poniedziałku jako dowód, inni – na pośpiesznie usunięty post sekretarza energii Chrisa Wrighta, który twierdził, że marynarka wojenna eskortowała tankowiec przez Ormuz. Dyrektor generalny CME Terry Duffy zareagował jednoznacznie, nazywając potencjalną interwencję rządu w instrumenty pochodne „katastrofą biblijnych rozmiarów”. Wright, najwyraźniej niezrażony, ogłosił w nocy, że morskie eskorty tankowców mogą ruszyć do końca miesiąca – co samo w sobie sugeruje, że na szybką deeskalację nie ma co liczyć.

Ormuz jako irańska autostrada z poborem opłat
Sytuacja w samej cieśninie jest coraz bardziej niepokojąca. W ciągu ostatnich dwóch dni trafiono trzy statki handlowe. GRWP oświadczyło wprost, że „amerykańscy agresorzy i ich sojusznicy nie mają prawa przepływu”. Statki utknięte po niewłaściwej stronie Ormuz stały się łatwymi celami, a doniesienia o stawianiu min morskich przez Iran dodatkowo komplikują perspektywę jakiegokolwiek rychłego wznowienia żeglugi.
Pewne ładunki – zmierzające do Indii, Bangladeszu i Chin – otrzymały pozwolenie na tranzyt, co potwierdza, że operacje minowania są na razie ograniczone w skali. Iran jednak zachowuje 80-90 procent swojej floty minowej i zdolność do postawienia setek min, co oznacza, że GRWP może bawić się w strażnika cieśniny przez miesiące.
CYNICZNYM OKIEM: Najważniejszy szlak naftowy świata zamienił się w irański punkt kontrolny z cennikiem. Płacisz zezwoleniem – przepływasz. Nie płacisz – zostajesz „łatwym celem”. Kapitalizm i imperializm w jednym, tyle że pod flagą rewolucji islamskiej.
Chamenei zadeklarował w swoim oświadczeniu, że Teheran wierzy w przyjaźń z sąsiadami z Zatoki, ale jednocześnie zapowiedział kontynuowanie ataków na amerykańskie bazy w państwach Zatoki Perskiej. Przesłanie dla członków Rady Współpracy Zatoki jest czytelne jak neon na pustyni – odetnijcie się od USA albo ponieście konsekwencje ekonomiczne i militarne. To czyni jakiekolwiek porozumienie pokojowe pod amerykańskim patronatem tym bardziej nieprawdopodobnym, nawet gdyby było technicznie możliwe bez katastrofalnej utraty prestiżu Waszyngtonu.
Tymczasem wojna w Iranie to nie jedyny problem globalnej gospodarki. Rynek kredytów prywatnych, który przez lata był memem inwestycyjnym pod hasłem „złotej ery”, zaczyna pękać pod presją. Wahania na rynkach surowców i akcji wywołują wezwania do uzupełnienia depozytów zabezpieczających, szereg funduszy wprowadził limity wypłat, inne szukają zastrzyków kapitału.
Akcje Blackstone, Blue Owl i KKR znalazły się pod presją, a sektor finansowy okazał się najgorzej radzącym sobie sektorem indeksu S&P 500 w ciągu ostatniego tygodnia. Wielu inwestorów, którzy z dumą budowali ekspozycję na kredyt prywatny, może teraz z niepokojem obserwować, czy ten segment rynku nie zagra w „moje, ich” kosztem ich oszczędności.


