Podczas gdy światowe media skupiają się na procesie Nicolása Maduro w Nowym Jorku, na wodach wokół Wenezueli rozgrywa się inny, cichy dramat. Jak donoszą Reuters i TankerTrackers.com, około tuzina tankowców z wenezuelską ropą „zniknęło” z radarów, opuszczając kraj w trybie „dark mode” – z wyłączonymi transponderami i bez widocznej sygnalizacji lokalizacyjnej.
Te statki – należące do firm objętych amerykańskimi sankcjami – miały przez miesiące tkwić na kotwicy z powodu blokady eksportu ogłoszonej po obaleniu reżimu Maduro. Teraz, tuż po jego aresztowaniu i przetransportowaniu do USA, zdają się korzystać z chaosu politycznego i niejasnej nowej polityki Waszyngtonu.
Według źródeł Reutersa, co najmniej cztery supertankowce otrzymały oficjalne zgody na odpłynięcie, mimo że formalny zakaz handlu ropą nadal obowiązuje. Wszystkie kierują się w stronę Azji – głównie do Chin, które od lat stanowią największego odbiorcę wenezuelskiego surowca.
Sankcje na papierze, baryłki w drodze
Analitycy z Oxford Institute for Energy Studies zwracają uwagę, że upadek Maduro nie oznacza końca gospodarczego uzależnienia Chin od wenezuelskiej ropy. Jak mówi Michal Meidan, „utrata wenezuelskich baryłek najmocniej uderzy w tzw. teapot refineries – niezależne chińskie rafinerie, które odpowiadają za połowę importu z Ameryki Południowej.”
Obecnie około 82 milionów baryłek ropy znajduje się na tankowcach dryfujących wokół Chin i Malezji – ponad jedna czwarta tego ładunku pochodzi z Wenezueli. Pozostała część to surowiec z Iranu, również objęty amerykańskimi sankcjami.

Dla Pekinu to poduszka bezpieczeństwa w czasie, gdy globalne napięcia destabilizują rynki energii. Choć te dostawy są „nieoficjalne”, wszyscy wiedzą, że trafią tam, gdzie zawsze – do chińskich rafinerii, które od dawna funkcjonują na granicy legalności.
CYNICZNYM OKIEM: Wenezuelska ropa płynie w stronę Azji tak samo jak prawda o sankcjach – pod powierzchnią.
Co ciekawe, jedna z jednostek – czarterowana przez Chevron – zmierza ku wybrzeżom Zatoki Meksykańskiej. To może oznaczać, że Waszyngton po cichu luzuje embargo, próbując kontrolować handel, którego nie był w stanie całkowicie zatrzymać.
Na papierze Maduro został unieszkodliwiony, ale na morzu jego duch wciąż unosi baryłki. Dla Wenezueli to szansa na wytchnienie – dla USA kolejny sprawdzian, czy „bezpieczeństwo energetyczne” można narzucać z lotniskowca, gdy niewidzialne tankowce wypływają bez rozkazu.


