Według śledztw CNN i „The New York Times” amerykańska CIA przeprowadziła pierwszy znany atak drona na terytorium Wenezueli. Celem był oddalony terminal przeładunkowy na wybrzeżu, który – według wywiadu USA – miał służyć do magazynowania i transportu narkotyków przeznaczonych na rynek amerykański. Uderzenie miało miejsce pod koniec miesiąca, najprawdopodobniej 24 grudnia, a obiekt w chwili ataku był niezamieszkany.
Informację o „wyeliminowaniu dużego obiektu w rejonie Karaibów” najpierw niechcący ujawnił sam Donald Trump podczas rozmowy radiowej z nowojorskim miliarderem Johnem Catsimatidisem. „Dwa dni temu zniszczyliśmy wielką instalację, gdzie ładowano statki z narkotykami” – powiedział Trump. Gdy wypowiedź przeszła niemal bez echa, prezydent powtórzył ją na konferencji prasowej w Mar-a-Lago, dodając, że „doszło do dużej eksplozji w rejonie doku”.
CIA, Pentagon i Biały Dom odmówiły komentarza, a władze w Caracas zachowują pełne milczenie. Ani nie potwierdziły incydentu, ani nie skomentowały pogłosek o wybuchu w strefie przemysłowej San Francisco w stanie Zulia – jednej z nielicznych, które czasowo odpowiadają doniesieniom o tajemniczym „uderzeniu z powietrza”.
CYNICZNYM OKIEM: W świecie nowoczesnej wojny cisza po eksplozji jest najskuteczniejszą formą komunikatu. Nie trzeba nic mówić, gdy wszyscy już wiedzą, kto pociągnął za spust.
Operacja w cieniu „blokady humanitarnej”. Granice, których już nie ma
Atak wpisuje się w szerszą strategię Waszyngtonu wobec Wenezueli. Od jesieni 2025 roku CIA otrzymała oficjalne uprawnienia do prowadzenia operacji paramilitarnych w regionie, a marynarka USA rozpoczęła blokadę tankowców z wenezuelską ropą, stosując eufemistyczne określenie – „kwarantanna eksportowa”. Dwa statki z ładunkiem ropy zarekwirowano na pełnym morzu, trzeci zdołał uciec na Atlantyk.
Choć administracja Trumpa uzasadnia te działania walką z handlem narkotykami i „stabilizacją regionu”, większość analityków wskazuje na inny cel – paraliż wenezuelskiego eksportu ropy i dalsze osłabienie reżimu Nicolása Maduro.
Jednak jasne jest również, że CIA prowadzi działania w Wenezueli, biorąc pod uwagę, że w październiku Biały Dom zatwierdził śmiertelne misje CIA wymierzone w ten kraj Ameryki Łacińskiej – choć mogły one mieć miejsce już znacznie wcześniej.
CYNICZNYM OKIEM: Dawniej Ameryka ogłaszała wojnę, dziś ogłasza „operacje humanitarne”. Jedyna różnica to podpis w raporcie CIA zamiast rezolucji ONZ.
Tym, co najbardziej niepokoi ekspertów, nie jest sam atak, lecz jego wymiar precedensowy. Po raz pierwszy amerykański dron uderzył na terytorium państwa, z którym formalnie USA nie prowadzą wojny.
Jeśli potwierdzą się doniesienia, że akcję przeprowadziła CIA bez zgody Kongresu, może to oznaczać rozszerzenie doktryny „wojny z narkotykami” w wymiar globalny – bez granic i bez odpowiedzialności.
Dla Wenezueli to nie tylko incydent militarny, ale nowa era permanentnego zagrożenia – z przestępczością z jednej strony i dronami z drugiej. A dla świata? Przypomnienie, że w polityce międzynarodowej suwerenność trwa tylko do momentu, aż ktoś nie uzna jej za przeszkodę operacyjną.


