Amerykańska CIA postanowiła przemówić do chińskich oficerów wprost – filmem rekrutacyjnym. Krótki klip, opublikowany w języku mandaryńskim, pokazuje fikcyjnego żołnierza Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, który – znużony korupcją i paranoją wśród przełożonych – nawiązuje kontakt z amerykańskim wywiadem. To oficjalna kampania zachęcająca do zdrady.
Nie jest to przypadkowy ruch. Agencja publikuje wideo w momencie, gdy Xi Jinping prowadzi najostrzejsze od dekad czystki w armii. W ostatnich tygodniach usunięto, a według przecieków nawet aresztowano, kilku czołowych generałów. W filmie pada zdanie, które zdaje się celowo wbijać szpilę w chiński system: „Każdy z przywódczym potencjałem prędzej czy później staje się obiektem podejrzeń i zostaje bezwzględnie usunięty.”
Dla Pekinu to bezczelna prowokacja, dla Waszyngtonu – subtelna forma psychologicznej wojny. CIA sugeruje: twoi przełożeni i tak cię zdradzą, więc zrób to pierwszy.
Wojna informacyjna w wersji premium
Od strony marketingowej to klasyczny produkt amerykańskiego wywiadu – błyskotliwie zmontowany, utrzymany w tonie heroicznej spowiedzi. Narrator opowiada o „sumieniu, które nie może już milczeć” i o „walce o sprawiedliwość dla narodu”. W praktyce film jest emocjonalnym podręcznikiem dla potencjalnych „sygnalistów” z PLA, którym obiecuje ochronę i „lepszą przyszłość”.
Wszystko to prowokacyjnie jawne – kampania dostępna publicznie na zachodnich platformach. CIA chce, by chińskie służby zobaczyły, że Amerykanie nie muszą już działać po cichu – wystarczy im internet.
Jeden z urzędników agencji powiedział Reutersowi: „Nasze wcześniejsze nagrania dotarły do milionów osób i zainspirowały nowe źródła.” W kuluarach pojawia się pytanie – ilu z tych „nowych źródeł” to tak naprawdę podstawieni agenci Pekinu, karmiący CIA fałszywymi informacjami. Wywiad to bowiem nie tylko gra o prawdę, ale przede wszystkim o zaufanie, które zawsze można sprzedać po obu stronach.
CYNICZNYM OKIEM: Rekrutacja przez YouTube wygląda nowocześnie, ale w gruncie rzeczy przypomina casting do zdrady. Tyle że w tym przypadku honorarium wypłaca się w dolarach, a nie w wartościach.
Czystki i strach w chińskiej armii
Jednocześnie Xi Jinping próbuje udowodnić, że armia pozostaje lojalna i „rewolucyjnie oczyszczona”. Mówiąc o „niezwykłym roku pełnym prób”, chiński przywódca przyznał publicznie, że prowadzona jest zakrojona na szeroką skalę walka z korupcją wśród generałów. Ale za kulisami widać coś więcej – poczucie chaosu.

Pod koniec stycznia generał Zhang Youxia, zastępca przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej i jeden z najbliższych ludzi Xi, trafił pod dochodzenie za „poważne naruszenia dyscypliny”. Drugim zatrzymanym był generał Liu Zhenli, szef Departamentu Sztabu Generalnego PLA.
Niepotwierdzone doniesienia mówiły nawet o przeciekach danych dotyczących technologii nuklearnych i wojskowej infrastruktury. Nikt nie potwierdził tych zarzutów, ale sam fakt, że najwyższe szczeble dowodzenia są czyszczone w takim tempie, świadczy o głębokim braku zaufania wewnątrz partii i armii.
Dla CIA to idealny moment, by wsunąć klin między żołnierzy i ich dowódców. Film wygląda jak psychologiczny komunikat: „Widzę, że się boisz. My nie. Chodź do nas.”
CYNICZNYM OKIEM: Nic tak nie podsyca paranoi jak świadomość, że twój wróg nagrywa wideo, żeby werbować twoich ludzi – i robi to w twoim własnym języku.
Zemsta za utracone źródła
W tle tej operacji słychać echo największej porażki amerykańskiego wywiadu w ostatnich dekadach. W latach 2010–2012 Chiny rozmontowały amerykańską siatkę agentów, likwidując lub pojmując ponad tuzin współpracowników CIA. Według New York Timesa, w Langley do dziś nie ustalono, czy winny był chiński kret w strukturach agencji, czy też błędnie zabezpieczony system komunikacji, który Pekin rozpracował.
Dlatego nowa ofensywa ma wymiar osobisty. CIA chce odzyskać twarz i swoje źródła – nawet kosztem prowokacji, która może doprowadzić do kolejnego kryzysu dyplomatycznego. W epoce, w której technologie zastąpiły lojalność, a film promocyjny może być bronią, pojęcie „frontu” rozciąga się na cały internet.
Paradoks polega na tym, że obie strony wiedzą, iż to gra o złudzenie. Amerykanie udają, że mogą pozyskać sumienia, a Chińczycy – że ich nie mają. W rezultacie żadne nagranie nie rozwiąże wojny, którą od dawna wygrywa ten, kto ma mniej skrupułów.
A skoro CIA publicznie szuka agentów po chińskich serwerach, to znaczy, że zimna wojna wkracza w etap, w którym zdrada staje się formą komunikacji dyplomatycznej.


