Centralna Agencja Wywiadowcza oraz rząd Meksyku ostro skrytykowały CNN za rozpowszechnianie informacji, które ich zdaniem są fałszywe. Stacja opublikowała 12 maja raport oparty na anonimowych źródłach, w którym twierdziła, że agenci CIA brali bezpośredni udział w ukierunkowanych zabójstwach członków karteli w ramach rzekomej „tajnej wojny” amerykańskiej agencji wywiadowczej na terytorium Meksyku. Według doniesień oficerowie z Ground Branch CIA mieli być obecni przy zamachach lub w nich uczestniczyć, głównie wobec członków karteli średniego szczebla, w ciągu ostatniego roku.
Jednym z opisywanych incydentów był wybuch pojazdu z 28 marca na zatłoczonej autostradzie w Tecámac, w stanie Meksyk tuż pod miastem Meksyk. Zginął wówczas Francisco Beltrán znany jako „El Payín”, domniemany członek kartelu Sinaloa, oraz jego kierowca. CNN podało, powołując się na prokuratora generalnego stanu Meksyk, że „ładunek wybuchowy został ukryty wewnątrz pojazdu”, jednak ta wersja została następnie zakwestionowana przez samą prokuraturę.

Reakcje Waszyngtonu i miasta Meksyk
Rzeczniczka CIA Liz Lyons wystąpiła z ostrym komunikatem na platformie X, oświadczając, że „to fałszywe i sensacyjne doniesienia, które służą jedynie jako kampania PR dla karteli i narażają życie Amerykanów”. Po stronie meksykańskiej raport odrzucił sekretarz do spraw bezpieczeństwa Omar García Harfuch, który również wybrał platformę X. Stwierdził, że „rząd Meksyku kategorycznie odrzuca wszelkie wersje dążące do normalizacji, uzasadnienia lub sugerowania istnienia śmiercionośnych, tajnych lub jednostronnych operacji zagranicznych agencji na terytorium państwowym”. Dodał, że wszelka współpraca międzynarodowa ogranicza się do wymiany informacji oraz formalnych mechanizmów ustanowionych przez władze Meksyku.
Sama Prokuratura Generalna Stanu Meksyk wydała oświadczenie, w którym „stanowczo zaprzecza”, aby jakikolwiek jej członek powiedział dziennikarzom o ładunku wybuchowym umieszczonym w pojeździe Beltrána. Biuro prokuratora podało, że śledztwo w sprawie dwóch zgonów pozostaje w toku, a przyczyna nie została jeszcze ustalona. CNN oraz amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego nie odpowiedziały natychmiast na prośby o komentarz.
CYNICZNYM OKIEM: Wszyscy zaprzeczają wszystkiemu, a dwa trupy w spalonym aucie pozostają bez wyjaśnienia. W tej grze nikt nie kłamie wprost, tylko każdy zaprzecza temu, czego druga strona właśnie nie powiedziała.
Tło napięć: kwietniowy wypadek agentów i zarzuty wobec gubernatora Sinaloa
Wtorkowy spór następuje po tygodniach narastających tarć między Waszyngtonem a miastem Meksyk. 19 kwietnia dwaj pracownicy ambasady USA zginęli w wypadku samochodowym w stanie Chihuahua wraz z dwoma meksykańskimi urzędnikami stanowymi. Prokurator generalny Chihuahua César Jáuregui Moreno wyjaśnił, że czterej urzędnicy wracali z operacji wymierzonej w laboratoria narkotykowe w gminie Morelos.
Agencja Associated Press poinformowała następnie, że dwaj pracownicy ambasady byli agentami CIA współpracującymi z urzędnikami z Chihuahua. Tym twierdzeniom Biały Dom nie zaprzeczył. 22 kwietnia poinformowano, że prezydent Donald Trump jest niezadowolony z oficjalnej reakcji Meksyku na ten incydent.
Prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum odpowiedziała, że żadni agenci jakiejkolwiek instytucji rządowej USA nie mogą działać w Meksyku bez zgody rządu federalnego. Zasugerowała, że operacja w Chihuahua nie otrzymała zielonego światła z miasta Meksyk. Również w kwietniu Departament Sprawiedliwości postawił zarzuty dotyczące handlu narkotykami i bronią gubernatorowi Sinaloa Rubénowi Rocha Moyi oraz dziewięciu obecnym i byłym urzędnikom z tego stanu, a Departament Skarbu nałożył odrębne sankcje na międzynarodową sieć dystrybucji narkotyków powiązaną z kartelem Sinaloa.



