Kiedy dyplomacja staje się teatrem, scenariusz piszą ideolodzy, a widownia nawet nie zauważa, kto reżyseruje spektakl. Właśnie tak wygląda projekt nowej inicjatywy amerykańskiej skrajnej lewicy – organizacji Code Pink, która zapowiada „flotyllę do Kuby” w stylu Gazy, otwarcie wzorowaną na protestach wobec Izraela, ale tym razem wymierzoną w politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych.
Flotylla z ideologicznym GPS-em
Według ujawnionych rozmów, liderka Code Pink Medea Benjamin oraz Vijay Prashad z Tricontinental Institute for Social Research, organizacji promującej marksistowską wizję globalnej rewolucji, omawiali plan „flotylli humanitarnej” mającej popłynąć do Kuby. W praktyce – ma to być polityczny spektakl, mający pokazać „absolutne obrzydzenie wobec rządu USA”.
„Potrzebujemy realnych, prawdziwych łodzi z prawdziwą pomocą – najlepiej od Chin” – miała stwierdzić Benjamin. W tłumaczeniu na geopolityczny język: lewica amerykańska zaprasza chińską obecność zbrojną tuż za swoje terytorium, mniej niż 100 mil od wybrzeży USA.
CYNICZNYM OKIEM: Dawniej aktywiści marzyli o pokoju światowym. Dziś marzą, by Chińska Marynarka Wojenna wpłynęła na Karaiby „w imię humanitaryzmu”.
Kiedy protest staje się instrumentem wroga
Śledztwo analityka Stu Smitha z Manhattan Institute wskazuje, że projekt flotyli nie jest spontaniczną akcją społecznych idealistów. To zorganizowana operacja wpisująca się w sieć finansową powiązaną z Neville’em Royem Singhamem, amerykańskim miliarderem, który od lat mieszka w Chinach i wspiera radykalne ruchy antyamerykańskie.
Singham – mąż współzałożycielki Code Pink, Jodie Evans – zasiada w radzie Tricontinental i był oskarżany o finansowanie ekstremistów z Partii na rzecz Socjalizmu i Wyzwolenia, grupy odpowiedzialnej za protesty i zamieszki w Los Angeles. Według raportów Nowego Jorku Timesa i analityków z Government Accountability Institute, Singham praktycznie prowadzi prywatną sieć wpływu Pekinu w amerykańskim środowisku aktywistycznym.
„Singham jest finansowym dyrygentem amerykańskiej lewicy grającej do chińskiej partytury” – stwierdził Peter Schweizer, szef GAI. – „Jego celem nie jest reforma USA, lecz jej destabilizacja.”
Humanitaryzm jako pretekst
Wersja „flotylli do Kuby” przypomina dokładnie scenariusz flotylli gazońskich – medialne widowisko pod hasłem humanitarnej pomocy, w rzeczywistości zaprojektowane, by ośmieszyć i prowokować rząd Stanów Zjednoczonych. Tym razem jednak cel jest znacznie bliższy – Kuba, kraj objęty embargiem, położony o rzut kamieniem od Florydy.
Złożenie tego projektu w czasie, gdy administracja Trumpa rozpoczęła blokadę tankowców z ropą płynącą do Wenezueli, wygląda jak reakcja na pokaz siły Ameryki w jej własnym geopolitycznym sąsiedztwie.
Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych już kilka dni wcześniej nazwało te działania „gunboat diplomacy” – dyplomacją działającą siłą armat. A teraz, za pośrednictwem organizacji powiązanych z chińskimi sieciami wpływu, na tej samej wodzie ma pojawić się „pokojowa kontrakcja” – flotylla z czerwonym podtekstem.
CYNICZNYM OKIEM: Gdzie kończy się protest, a zaczyna prowokacja? W momencie, gdy łódź z transparentem „Peace Now” płynie w asyście chińskich fregat.
Operacja w cieniu propagandy. Ideologia kontra rzeczywistość
Planowana akcja łączy symbolikę humanitarną z czysto strategicznym efektem: „zagęszczenie morza” aktywistami w rejonie intensywnie monitorowanym przez służby amerykańskie. Takie działania mogą wprowadzić chaos w kanałach komunikacyjnych i utrudnić pracę straży przybrzeżnej oraz służb wywiadowczych.
Jak zauważa Smith, nawet jeśli intencją organizatorów nie jest wspieranie przemytu, to sama obecność dziesiątek łodzi w tym regionie może stworzyć idealne warunki do przemytu i infiltracji. „To jak rozpylenie dymu w pokoju pełnym kamer” – komentuje analityk.
Code Pink przez lata występowała jako ruch pacyfistyczny, przeciw wojnom prowadzonym przez USA. Dziś coraz częściej jawi się jako parawan dla interesów Pekinu, z którego finansowaniem i wpływem nie kryje się już nawet jego główny sponsor.
Narracja organizacji opiera się na prostym schemacie: Ameryka – agresor; każdy jej przeciwnik – ofiara. Tyle że w praktyce „ofiary” to często autorytarne reżimy, w których prawa człowieka nie znaczą nic.
Trudno więc mówić o lewicowym idealizmie, gdy antywojenny sztandar niesie organizacja milcząca o zbrodniach Komunistycznej Partii Chin.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy marksizm zakłada koszulkę „Peace”, a jego logo drukują chińskie drukarnie, to już nie protest – to eksport ideologii.
Administracja Trumpa zareagowała na te wydarzenia z rosnącą ostrożnością. W Departamencie Stanu mówi się, że skrajne organizacje lewicowe stały się użytecznym narzędziem w operacjach wpływu Pekinu – sposobem na sianie chaosu od środka, bez jednego wystrzału.
„Chiny wiedzą, że nie wygrają wojny militarnej na Pacyfiku” – mówi analityk Stu Smith. – „Ale mogą rozmontować amerykańską spójność od środka, posługując się organizacjami, które wyglądają na krajowe, a w rzeczywistości realizują obce interesy.”
To nie pierwsza próba. Pod płaszczykiem humanitaryzmu trwa cicha wojna ideologiczna o obraz Ameryki. Jej celem nie jest żaden port w Hawanie, lecz rozbicie pewności siebie amerykańskiego społeczeństwa.
Bo w końcu – jak zauważył ktoś podczas protestu Code Pink – „największa rewolucja to ta, której nikt nie zauważył”.
CYNICZNYM OKIEM: W tej rewolucji nie słychać wystrzałów. Tylko dźwięk silników łodzi płynących w stronę Kuby – pod flagą pokoju, ale z kursem ustalonym w Pekinie.


