Chiny po raz kolejny udowadniają, że potrafią grać na dwóch fortepianach jednocześnie – jeden zasilany słońcem, drugi węglem. Według danych Global Energy Monitor (GEM), aż 55 z 63 gigawatów nowych mocy węglowych uruchamianych na świecie w 2026 roku powstanie właśnie w Chinach.
Oznacza to, że Państwo Środka odpowiada za ponad 85% wszystkich projektów węglowych w fazie budowy.
Paradoks: kraj, który jest liderem inwestycji w odnawialne źródła energii i magazyny bateryjne, jednocześnie praktycznie sam utrzymuje przy życiu światowy popyt na węgiel. W tym roku wystartuje tam 85 nowych bloków węglowych – z 104 planowanych globalnie.
CYNICZNYM OKIEM: Chiny nie odchodzą od węgla, tylko przechodzą na „ekologiczną zależność od paliw kopalnych.”
Węgiel – gwarant stabilności czy koszt klimatycznej hipokryzji?
Władze w Pekinie przedstawiają masowe uruchomienia elektrowni węglowych jako konieczność bezpieczeństwa energetycznego – w szczególności po doświadczeniach z niedoborami prądu i rekordowymi upałami. Stabilność systemu ma tu pierwszeństwo przed klimatycznymi deklaracjami.
Dane GEM wskazują, że Chiny już w 2025 roku odpowiadały za 78% nowo uruchomionej globalnej mocy węglowej. Pomimo tego Pekin utrzymuje narrację o „zielonej transformacji”, inwestując rekordowe środki w farmy słoneczne, wiatrowe i energetykę magazynową.
Efekt na papierze wygląda imponująco – Chiny są liderem OZE, a jednocześnie królem węgla.
CYNICZNYM OKIEM: Największy eksporter paneli słonecznych na świecie wciąż spala węgiel, żeby je produkować.
Indie i reszta Azji: węglowe rezerwy wzrostu
Nie tylko Pekin trzyma się czarnego paliwa. Indie, które już osiągnęły swój cel instalacji OZE przed czasem, budują równolegle 24 gigawaty nowych mocy węglowych. Węgiel wciąż stanowi ok. 60% tamtejszego miksu energetycznego.
Podobne strategie obserwujemy w Indonezji i Wietnamie, gdzie rozwój OZE nie nadąża za rosnącym zapotrzebowaniem na energię w czasie fal upałów i przerwach w dostawach prądu.
Globalne emisje z węgla wciąż zależą głównie od tego, jaką decyzję podejmą Chiny. Państwo Środka balansuje między potrzebą utrzymania taniej i stabilnej energii a rosnącym naciskiem ze strony Zachodu na redukcję emisji.
Dziś chińska polityka energetyczna przypomina podwójny rachunek sumienia – z jednej strony deklaracje w Davos o „neutralności klimatycznej”, z drugiej – tony węgla spadające do pieców z rekordową prędkością.
CYNICZNYM OKIEM: Pekin tworzy nową definicję zrównoważonego rozwoju – równoważy emisje deklaracjami.


