Chiny przerabiają statki handlowe w ukryte jednostki bojowe

Zdolne do wystrzeliwania pocisków, rakiet artyleryjskich i rojów dronów kamikadze

Jarosław Szeląg
3 min czytania

Z pozoru zwykły chiński statek towarowy, kolejny z setek pływających po światowych szlakach handlu. W rzeczywistości – pływająca wyrzutnia rakiet, radar i centrum walki elektronicznej w jednym.

Jak ujawnił raport portalu The War Zone, Chińska Republika Ludowa przerobiła cywilny frachtowiec w ukrytą jednostkę bojową, zdolną do wystrzeliwania pocisków, rakiet artyleryjskich i rojów dronów kamikadze – wszystko ukryte w obudowie kontenerów.

chiny (2)

Ten pomysł nie jest nowy, ale dopiero teraz nabiera realnych kształtów. Dziennikarz Tyler Rogoway opisał jednostkę jako „średniej wielkości statek handlowy, zapakowany po brzegi kontenerowymi wyrzutniami pionowego startu, czujnikami i systemami obronnymi”. Na pokładzie znajduje się około 60 komór startowych, czyli dwie trzecie uzbrojenia amerykańskiego niszczyciela klasy Arleigh Burke. Inaczej mówiąc – tankowiec, który strzela jak krążownik.

CYNICZNYM OKIEM: Jeśli wojna przyszłości ma przyjść w kontenerze, to chińska logistyka właśnie ją dostarczyła.

Wojna w przebraniu

Eksperci od dawna ostrzegają, że broń ukryta w cywilnych jednostkach to najbardziej podstępne oblicze współczesnej wojny asymetrycznej. Statki wyglądające na kontenerowce lub masowce mogą w mgnieniu oka stać się „okrętami arsenałowymi” – i to w najtrudniejszej do wykrycia formie.

W świecie, w którym każdy radar monitoruje fregaty i lotniskowce, zagrożenie może nadpłynąć z pozornie niewinnej jednostki handlowej. Taki statek może zacumować w dowolnym porcie, przepłynąć przez cieśniny, być eskortowany przez cywilne służby i jednocześnie nieść w sobie siłę zdolną zmienić przebieg konfliktu.

Rogoway ocenia, że Chińczycy celowo upublicznili zdjęcia tego projektu, by wysłać komunikat: „z każdego statku handlowego możemy zrobić okręt bojowy”. Tę wiadomość skierowano nie tylko do flot USA i Japonii, ale też – jak podkreśla raport – do regionu Karaibów, gdzie Pekin w ostatnich tygodniach prowadzi symulacje wojny w odpowiedzi na amerykańską „dyplomację kanonierek” prezydenta Trumpa.

CYNICZNYM OKIEM: Chińska marynarka nie musi walczyć o dominację na oceanach. Wystarczy, że każda dostawa elektroniki będzie miała w bonusie rakiety.

Wojna zacierająca granice

Broń przerabiana na statkach handlowych pokazuje, jak cienka stała się linia między gospodarką a konfliktem. Ta sama flota handlowa, która napędza globalny handel, może też zablokować go jednym rozkazem z Pekinu. To geopolityczny kij o dwóch końcach – potęga eksportu i straszak militarny w jednym kontenerze.

Tymczasem świat handlu płynie nadal – tankowce z ropą, statki z elektroniką i transportowce pełne „neutralnych” kontenerów. Żaden radar nie zdradzi, który z nich niesie telefony, a który pociski zdolne zmienić kawałek oceanu w płonącą geopolityczną tablicę.

Bo w epoce, gdy wojna i handel wyglądają tak samo, najbardziej niebezpieczną bronią nie jest rakieta – tylko jej brak oznaczeń.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *