Odsunięcie od władzy prezydenta Peru zaczęło się od kolacji. Nie od zamachu stanu, nie od manifestacji – od potajemnego spotkania z właścicielem chińskiej restauracji i hurtowni, który stał za kilkoma dużymi kontraktami infrastrukturalnymi w kraju. Potem przyszły kolejne spotkania – jedno w ciemnych okularach, drugie w kapturze naciągniętym na twarz. Gdy wyciekły nagrania, trzy czwarte parlamentu zagłosowało za odwołaniem José Jeríego, siódmego przywódcy Peru w ciągu dekady. Skandal ochrzczono mianem Chifagate – od kuchni chifa, fuzji smaków peruwiańskich i chińskich. Trudno o bardziej dosłowną metaforę tego, jak chińskie wpływy mieszają się z latynoamerykańską polityką – intymnie, smacznie i z konsekwencjami, które trudno strawić.
Ale Chifagate to zaledwie przystawka. Prawdziwe danie główne serwowane jest od dwóch dekad na całym kontynencie, od Patagonii po Karaiby, i nosi nazwę, która brzmi jak cytat z podręcznika geopolityki – wspólnota Chin i Ameryki Łacińskiej o wspólnej przyszłości.

CYNICZNYM OKIEM: Xi Jinping porównał kiedyś relację Chin z Ameryką Łacińską do wina, które staje się lepsze z wiekiem. Zapomniał dodać, że w tym przypadku wino pije tylko jedna strona, a druga rano budzi się z kacem i bez kluczy do własnego portu.
Pół biliona dolarów i port, którego nie da się odzyskać
Zaczynając od niemal zerowych poziomów inwestycji w 2000 roku, Chiny stały się dominującą siłą w Ameryce Łacińskiej z handlem przekraczającym 500 miliardów dolarów w 2024 roku. Dla Brazylii i Peru Pekin wyprzedził Stany Zjednoczone jako kluczowy partner handlowy. Jak ujął to Ding Hung-bin z Loyola University Maryland – „Chińska Partia Komunistyczna gra w Ameryce Łacińskiej w długą grę”. Przez dwie dekady napływających pieniędzy Pekin cierpliwie budował dźwignię wpływu, czekając na moment, w którym ogień dotrze do progu USA.
Symbolem tej strategii jest port Chancay – warty 1,3 miliarda dolarów głębokowodny obiekt oddalony o niecałe 80 kilometrów od Limy. Chiński gigant żeglugowy COSCO posiada 30-letnie wyłączne prawo do eksploatacji portu. Peruwiańskie władze obwiniły za to „błąd administracyjny”, ale próba unieważnienia warunków szybko spaliła na panewce – kongres zatwierdził zmiany legalizujące umowę. Styczniowy wyrok peruwiańskiego sądu dodatkowo ograniczył państwowy nadzór nad operacjami terminalu. Departament Stanu USA ostrzegł wprost – Peru może stracić suwerenność nad krytyczną infrastrukturą na własnym terytorium. Tanie chińskie pieniądze kosztują suwerenność.

Chancay to jeden z około czterdziestu portów z chińskimi inwestycjami w regionie. Wzorzec powtarza się w sektorach wydobycia minerałów, logistyki i energii odnawialnej – najpierw zabezpieczenie dostępu do rynku, potem przejęcie kontroli nad łańcuchem dostaw.
Profesor Evan Ellis z U.S. Army War College nazywa te inwestycje wprost drapieżnymi. COSCO, jako przedsiębiorstwo państwowe, ściśle współpracowało z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą, zapewniając wsparcie logistyczne w Libanie i Jemenie. W przypadku konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi na Indo-Pacyfiku urzędnicy COSCO wykorzystaliby wyłączną kontrolę nad portami do zaopatrywania okrętów wojennych.
Cyfrowy jedwabny szlak i anteny sto mil od Florydy
Porty to jednak dopiero warstwa fizyczna. Warstwa cyfrowa jest równie głęboko osadzona. Platforma przechowywania danych Huawei obejmuje obecnie każdy kraj Ameryki Łacińskiej, a chińskie marki telefonów kontrolują ponad 60 procent tamtejszego rynku. Gdy Brazylia próbowała w 2020 roku zablokować Huawei w sieciach 5G, okazało się, że technologia firmy jest tak głęboko wpleciona w architekturę telekomunikacyjną kraju, że jej wymiana kosztowałaby miliardy. W Ekwadorze chiński system ECU911 zasila kamery monitoringu w całym państwie, przesyłając obraz w czasie rzeczywistym tysiącom policjantów. Xi Jinping osobiście nazwał go „wizytówką współpracy wysokich technologii”.
Zgodnie z chińskim prawem, wszystkie firmy muszą przekazać dane na żądanie Partii Komunistycznej. Pytanie, gdzie trafiają informacje z zarządów korporacji, hal fabrycznych i prywatnych domów, nie jest retoryczne – naraża ono urzędników państwowych całego regionu na szantaż.
W sercu argentyńskiej Patagonii, za ośmiostopowym ogrodzeniem z drutu kolczastego, chiński podmiot podlegający siłom strategicznego wsparcia armii prowadzi odizolowaną stację kosmiczną. W promieniu 160 kilometrów od wybrzeży Florydy, na Kubie, znajdują się cztery obiekty z antenami zdolnymi do zbierania danych wywiadowczych o Stanach Zjednoczonych. Przynajmniej jeden z nich przeszedł w 2025 roku modernizację zwiększającą możliwości inwigilacyjne.
CYNICZNYM OKIEM: Wenezuelski dyktator Maduro chwali się, że Amerykanie nie mogą zhakować jego chińskiego telefonu od Xi Jinpinga. Kilka godzin przed pojmaniem przez siły USA gościł chińskiego wysłannika i pozował do zdjęć z porcelanową wazą. Telefon nie pomógł, waza pewnie też nie.
Do tego dochodzi miękka siła w najczystszej formie. Pekin zaprosił do Chin ponad tysiąc latynoamerykańskich dygnitarzy i młodych liderów w ramach programu Most Przyszłości. Oficerom oferuje bezpłatne szkolenia, loty w klasie biznesowej i pobyty w pięciogwiazdkowych hotelach. Efekt? Honduraski pracownik kongresu zachwyca się przed chińskimi mediami „cudem w historii ludzkości”, argentyński pułkownik wychwala Inicjatywę Pasa i Szlaku, a generał dywizji dziękuje Pekinowi za politykę covidową.
Administracja Trumpa w strategii bezpieczeństwa narodowego nazwała to wprost wielkim amerykańskim błędem strategicznym – pozwoleniem konkurentom spoza półkuli na zakorzenienie się na zachodniej hemisferze. Ale przyznanie się do błędu po dwóch dekadach to jedno. Odwrócenie dwudziestu lat chińskich inwestycji, kontraktów i setek osobistych relacji to zupełnie co innego. Jak podsumował Ellis – Chińczycy zarzucają swoje sieci połowowe bardzo szeroko. I sądząc po połowie, którą już wyciągnęli, robią to z imponującą skutecznością.



