Na pierwszy rzut oka statystyki gospodarcze zdają się tworzyć klarowny obraz – Stany Zjednoczone wciąż są największą gospodarką świata pod względem nominalnego PKB, sięgając około 29,1 biliona dolarów, podczas gdy Chiny zbliżają się do tej wartości z poziomem około 24,8 biliona dolarów. Jednak to powierzchowny obraz i jak mówi stara prawda: „mapa nie jest terytorium”.
PKB nominalne kontra siła realnej gospodarki
Chiny już od kilku lat wyprzedzają USA w parytecie siły nabywczej (PPP), który uwzględnia różnice w cenach i koszcie życia. W 2025 roku ich PKB PPP szacuje się na około 36,5 biliona dolarów, co stawia je na absolutnym szczycie globalnej tabeli, podczas gdy USA pozostają na drugim miejscu z 30 bilionami USD.
Ale to nie wszystko. Najnowsze analizy Patricka Fitzsimonsa pokazują, że pomiary takie jak „realna wartość dodana” mogą niepokojąco zaciemniać obraz sytuacji gospodarczej USA.
- Metody korekty jakości i deflatory cen powodują zawyżenie wzrostów w sektorach takich jak półprzewodniki czy motoryzacja, mimo fizycznej stagnacji lub spadku produkcji.
- Indeksy produkcji przemysłowej czy realnej produkcji na mieszkańca pokazują, że amerykański przemysł jest dziś znacznie słabszy niż w szczycie lat 90. i 2000.
CYNICZNYM OKIEM: Gdzie fizyczne fabryki umierają, tam księgowi kreują postęp i cuda liczb, które mogą oszukiwać inwestorów, decydentów i społeczeństwo. Liczy się bowiem nie to, ile się produkuje, lecz jak dobrze uda się pisać cyfry w raportach.
Chiny stawiają na produkcję masową z większym udziałem komponentów lokalnych, co daje im przewagę nad USA, które w dużym stopniu bazują na importowanych częściach do swoich produktów. Niższe ceny produkcji w Chinach niż w USA dodatkowo zmniejszają nominalną wartość dodaną, choć realnie zwiększają efektywność.
Chiny nadal dominują w sektorze wysokotechnologicznym – produkcja pojazdów elektrycznych, 5G, sztucznej inteligencji – i choć napotykają problemy, ich gospodarka jest bardziej odporna na globalne kryzysy niż wiele przewidywano.
Próby reakcji USA – reindustrializacja i polityka prorozwojowa
Administracja amerykańska, widząc te zagrożenia, zaczęła aktywnie promować reindustrializację i wspierać firmy technologiczne oraz surowcowe powiązane z kluczowymi sektorami przemysłu. Próby odzyskania zdolności produkcyjnych obejmują także propozycje udziałów rządowych w firmach zajmujących się minerałami krytycznymi.
Piętą achillesową pozostaje jednak polityka fiskalna, wysokie zadłużenie oraz rosnące ceny energii, które ograniczają tempo odbudowy przemysłu.
Polska na tle globalnej rywalizacji
Dla Polski jest to czas na strategiczne przemyślenia:
- Warto zauważyć, że sukces międzynarodowych inwestycji i eksportu zależy nie tylko od kapitału, ale też od zdolności do budowy lokalnych łańcuchów dostaw i zwiększenia własnej produkcji, zwłaszcza w sektorach nowoczesnych technologii.
- Nasz kraj, choć jest zdecydowanie mniejszym graczem, dzięki rozwojowi sektora elektromobilności, IT czy energetyki odnawialnej, ma potencjał, by stać się ważnym ogniwem w globalnej sieci produkcyjnej.
CYNICZNYM OKIEM: Polska musi przemyśleć, czy chce być naczyniem pośrednim dla zagranicznych gigantów, czy też wyjdzie z roli taniej siły roboczej i przetwórcy, inwestując w swoją realną siłę produkcyjną. Bez tego pozostanie tylko odbiciem światowych trendów.
Mierzenie sukcesów gospodarczych – nowe wskaźniki
By lepiej rozumieć rzeczywistość, Fitzsimmons proponuje odejść od pokazywania samych liczb nominalnych PKB i zacząć badać:
- rzeczywisty wolumen produkcji w strategicznych sektorach takich jak elektronika, energia czy przemysł ciężki,
- udział lokalnych komponentów w produkcie końcowym,
- tempo rekonfiguracji łańcucha dostaw po globalnych kryzysach,
- podstawowe wskaźniki energetyczne oraz logistyczne, takie jak rafinacja czy przepustowość portów.
Te dane mogą pokazać, kto naprawdę jest największą potęgą w realnym świecie produkcji.
Rozkład sił w globalnej gospodarce przesuwa się na korzyść Chin, a USA próbują zatrzymać ten pośpiech przez wewnętrzne reformy.


