Wyścig zbrojeń w dziedzinie robotyki właśnie wkroczył na terytorium, które do niedawna zarezerwowane było dla filmów science fiction. Naukowcy z Południowego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Shenzhen zaprezentowali noszony system robotyczny, który dodaje ludzkiemu użytkownikowi parę niezależnych mechanicznych nóg oraz stelaż na tułów, tworząc czworonożną hybrydę – tak zwanego „ludzkiego centaura”. System ma wspomagać przenoszenie ciężkich ładunków w trudnym terenie, takim jak schody, rampy czy nierówne podłoże, a chińskie media już spekulują o zakrojonej na szeroką skalę „armii centaurów” mającej wzmocnić siły zbrojne azjatyckiego mocarstwa.
Zespół pod kierownictwem Chenglonga Fu zaprojektował urządzenie tak, aby łączyło ludzkie przewagi poznawcze – planowanie trasy i podejmowanie decyzji – z możliwościami robotów w zakresie nośności i wytrzymałości w środowiskach zbyt niebezpiecznych dla systemów w pełni autonomicznych. Mechanizm elastycznego sprzężenia synchronizuje nogi robota z ruchami użytkownika, pozwalając hybrydzie przejąć ponad połowę ciężaru ładunku przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego chodu i równowagi.

35% mniej wysiłku, 52% mniej obciążenia stóp
Wyniki testów są imponujące. System obniżył o 35% metaboliczny koszt marszu użytkownika niosącego 20-kilogramowy ładunek w porównaniu z tradycyjnym plecakiem. Szczytowy nacisk na podeszwy stóp zredukowano o 52%. Dla żołnierza maszerującego z pełnym wyposażeniem przez trudny teren to różnica między wyczerpaniem a zachowaniem gotowości bojowej.
Ciągłe inwestycje chińskiej armii w technologie egzoszkieletów sugerują, że zastosowania militarne są jedynie kwestią czasu. Choć jak donosi „South China Morning Post”, dziwaczny wygląd urządzenia wywołał również falę krytyki i drwin.

CYNICZNYM OKIEM: Chiński żołnierz przyszłości wygląda jak postać z gry wideo, którą grafik zaprojektował po trzech nocach bez snu. Ale jeśli nosi dwa razy więcej amunicji i nie kuleje po 30 kilometrach marszu, śmiech szybko zamieni się w zaniepokojenie.
Ciemne fabryki i wyścig o 5 bilionów dolarów
Przełom w dziedzinie cyborgizacji wpisuje się w szerszy obraz chińskiej dominacji technologicznej, która wykracza daleko poza robotykę wojskową. Greg Jackson, dyrektor generalny brytyjskiej firmy energetycznej Octopus, opisał po jesiennej podróży do Chin wizytę w niemal autonomicznej „ciemnej fabryce” produkującej telefony komórkowe.
„Odwiedziliśmy ciemną fabrykę produkującą astronomiczną liczbę telefonów. Proces był tak silnie zautomatyzowany, że po stronie produkcyjnej nie było żadnych pracowników, jedynie niewielka grupa osób dbających o sprawne działanie zakładu” – mówił Jackson w rozmowie z „The Telegraph”.
„Można odnieść wrażenie zmiany – konkurencyjność Chin przestała opierać się na dotacjach rządowych i niskich płacach, a zaczęła na ogromnej liczbie wysoko wykwalifikowanych, wykształconych inżynierów, którzy wprowadzają innowacje jak szaleni” – dodał.
Australijski magnat górniczy Andrew Forrest porzucił plany samodzielnego opracowywania układów napędowych do pojazdów elektrycznych po tym, jak zobaczył w pełni zrobotyzowane chińskie linie montażowe, gdzie maszyny wyłaniają się spod podłogi, by budować ciężarówki bez jakiejkolwiek interwencji człowieka.
Skala ambicji jest oszałamiająca. Analitycy Morgan Stanley przewidują, że sektor robotyki humanoidalnej może do 2050 roku rozrosnąć się do rynku o wartości 5 bilionów dolarów, z potencjalnie ponad miliardem jednostek wdrożonych na całym świecie do połowy stulecia.
CYNICZNYM OKIEM: Boston Dynamics zeznaje przed Kongresem, że Chiny zagrażają bezpieczeństwu narodowemu w robotyce. Tymczasem Chiny nie zeznają – budują.
Przedstawiciele firm Boston Dynamics i Scale AI zeznawali niedawno przed podkomisją ds. bezpieczeństwa krajowego Izby Reprezentantów, ostrzegając, że postępy Chin w dziedzinie robotów humanoidalnych budzą poważne obawy. Opowiadali się za skoordynowanymi środkami federalnymi – szerszą kontrolą eksportu chipów AI oraz ograniczeniami w zakupach chińskich technologii robotycznych przez rząd amerykański. Pytanie brzmi, czy Waszyngton zdąży zareagować, zanim „armia centaurów” przestanie być nagłówkiem tabloidów, a stanie się elementem chińskiej doktryny wojskowej.



