Od 1 stycznia chińska rewolucja moralna wchodzi w nową fazę: zakazany zostaje… seks przez wiadomości. Nowe przepisy, które w teorii mają chronić nieletnich przed pornografią, w praktyce mogą uczynić z sextingu przestępstwo zagrożone aresztem i grzywną w wysokości 700 dolarów. W Państwie Środka nawet prywatne fantazje otrzymują teraz państwową reglamentację.
Od pornografii do „niemoralności” – jeden krok
Zgodnie z nowymi zasadami, dzielenie się „obscenicznymi materiałami” w prywatnych wiadomościach online będzie surowo karane. Władze tłumaczą to walką z „rozpowszechnianiem pornografii i nadużyciami wobec kobiet”, ale zakres prawa jest wystarczająco szeroki, by objąć również dobrowolne rozmowy między dorosłymi.
Karą za „nieprzyzwoite treści” będzie 10 do 15 dni aresztu oraz grzywna do 5 tysięcy juanów, co stanowi równowartość miesięcznej pensji nauczyciela w chińskiej prowincji.
CYNICZNYM OKIEM: Chińskie władze właśnie znalazły sposób, by nawet miłosne wyznania dopasować do polityki partii – „kochaj po cichu i według linii rządowej.”
Wszystko zaczęło się od ujawnienia grupy „MaskPark” na Telegramie, liczącej ponad 100 tysięcy członków, którzy wymieniali się potajemnie nagrywanymi zdjęciami kobiet. Skandal wywołał falę oburzenia, szczególnie w kontekście seksizmu i przemocy wobec kobiet w chińskim internecie.
Władze uznały, że czas interweniować – i jak to w Chinach bywa, miotła zamiast skalpela.
Jak zauważa Rose Luqiu z Uniwersytetu Baptystycznego w Hongkongu, choć zmiany mogą chronić nieletnich, „zakres przepisów jest bardzo szeroki i podatny na nadużycia – może prowadzić do ingerencji w życie prywatne.”
W Chinach jednak realna troska o prywatność kończy się tam, gdzie zaczyna się „stabilność społeczna” – nadrzędne hasło władzy.
Od sextingu do cenzury nastrojów
Zakaz „obscenicznych rozmów” to tylko fragment większej kampanii oczyszczania internetu. We wrześniu Cyberspace Administration of China rozpoczęła dwumiesięczne polowanie na posty „szerzące pesymizm, wrogość i znużenie życiem.”
Tak, nawet przygnębienie w sieci stało się nielegalne.
W ramach tej akcji usunięto 40 tysięcy postów i zablokowano 70 tysięcy kont powiązanych z branżą nieruchomości, ponieważ „szerzyły defetyzm” na tle kryzysu gospodarczego.
CYNICZNYM OKIEM: W Chinach ekonomia może się walić, ale humor narodowy musi trzymać poziom. A naród nie zdołuje się sam – od tego jest państwo.
Władze tłumaczą, że te kroki mają na celu walkę z „negatywnymi emocjami” i „dezinformacją”.
W praktyce oznacza to, że rozczarowanie, smutek i erotyka – trzy najbardziej ludzkie emocje – stają się kwestią bezpieczeństwa narodowego.
Jak komentuje prof. Simon Sihang Luo z uczelni w Singapurze, to błędna strategia, bo „żadne odgórne kampanie nie są w stanie wyplenić społecznych frustracji, gdy gospodarka kuleje, rynek pracy jest bezlitosny, a przyrost naturalny osiąga dno.”
Po prostu: nie da się zakazać nastrojów – można tylko skazać ludzi za ich posiadanie.
Państwo, które zagląda pod kołdrę
Zakaz sextingu to logiczny etap chińskiego projektu „społecznego ujednolicenia”. Państwo, które kontroluje gospodarkę, media, edukację i emocje, teraz wchodzi w ostatni bastion prywatności – sferę intymności.
Dzięki temu internet w chińskim wydaniu stanie się przestrzenią czystą, moralną i całkowicie pozbawioną człowieka. WeChat, największa platforma komunikacyjna w kraju, stanie się równocześnie balkonem i podsłuchem – bo każdy żart, zdjęcie czy wiadomość może być dowodem przestępstwa.
CYNICZNYM OKIEM: Orwell pisał o Wielkim Bracie. W Chinach „Brat” jest naprawdę wielki – ma twoje wiadomości, twoje selfie i twoje myśli.
Paradoks polega na tym, że społeczeństwo, które walczy z pornografią, produkuje największy przemysł hipokryzji. Podczas gdy władze zakazują erotycznych wiadomości, na chińskim czarnym rynku wciąż kwitnie handel nielegalnymi kamerami, zdjęciami i filmami.
Oficjalnie: czystość.
Nieoficjalnie: milionowy rynek pod stołem, napędzany tym, co system próbuje zdusić.
Nowe przepisy pokazują, że Chińska Republika Ludowa nie tyle kontroluje treści, ile emocje.
W kraju, gdzie ekonomiczne prognozy są zakazane, a nagość to przestępstwo, wolność redukuje się do wersji uproszczonej: ograniczonej, funkcjonalnej – i koniecznie cichej.
Bo jeśli coś w Chinach jest naprawdę obsceniczne, to nie sexting, tylko przekonanie, że państwo wie lepiej, z kim i o czym obywatel może rozmawiać.
CYNICZNYM OKIEM: Pekin wreszcie skutecznie połączył moralność z cenzurą. Teraz nawet prywatność ma swoją komisję dyscyplinarną.


