Ameryka Południowa przesuwa się na prawo. José Antonio Kast, konserwatywny katolik i ojciec dziewięciorga dzieci, zdobył prezydenturę Chile z wynikiem 58% głosów, pokonując komunistyczną kandydatkę Jeannette Jarę, członkinię Komunistycznej Partii Chile. To triumf, który zburzył polityczne status quo i objął wszystkie regiony kraju, także te tradycyjnie lewicowe.
CYNICZNYM OKIEM: Kast nie wygrał wyborów – wygrał znużenie społeczeństwa.
Od lewicowych ideałów do prawego zakrętu
Jeszcze kilka lat temu Chile uchodziło za modelowy eksperyment lewicowych reform pod rządami Gabriela Borica. Dziś wyborcy postawili na człowieka, który zapowiedział „koniec anarchii, bezprawia i strachu”. W swoim przemówieniu zwycięzca obiecał, że kraj „będzie znów wolny od przestępczości, od niepokoju i od lęku,” dodając, że nowe władze „zamkną przestępców, gdzie ich miejsce – za kratkami”.
Na wiecu w Santiago tłum w czerwonych czapkach z napisem „Make Chile Great Again” wiwatował przy transparentach: „Bye‑Bye Illegals” i „Koniec zabawy”.
To nie tylko hasła – to diagnoza nastrojów. Aż 63% Chilijczyków wskazuje przestępczość jako największy problem kraju, a 40% – nielegalną imigrację. Oba tematy łączą się jak w lustrze, odkąd fala przemocy – w tym 50‑procentowy wzrost liczby morderstw między 2018, a 2024 rokiem – ma związek z ekspansją gangów powiązanych z przemytem ludzi z Wenezueli.
Efekt Kasta: granice się zamykają
Nowy prezydent, który obejmie urząd w marcu, zapowiedział twardą politykę wobec nielegalnych imigrantów. Ogłosił, że osoby przebywające w kraju nielegalnie będą miały ograniczoną liczbę dni na „dobrowolne opuszczenie kraju” – zanim zostaną aresztowane i deportowane.
„Jeśli nie odejdziesz dobrowolnie, zatrzymamy cię i wydalimy, wtedy wyjedziesz tylko z tym, co masz na sobie” – ostrzegł Kast.
Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników jego zwycięstwa setki imigrantów ruszyły w stronę Peru, zmuszając prezydenta tego kraju, José Jeriego, do ogłoszenia stanu wyjątkowego pod koniec listopada. Z kolei chilijska straż graniczna raportuje, że liczba nielegalnych przekroczeń granicy gwałtownie spadła.
CYNICZNYM OKIEM: Wystarczyło kilka przemówień, by granica stała się skuteczniejsza niż dwie dekady polityki migracyjnej.
Odbicie kontynentu. „Chile potrzebuje porządku”
Zwycięstwo Kasta to nie tylko lokalny fenomen – to sygnał zwrotny całej Ameryki Łacińskiej. Wspierany przez argentyńskiego prezydenta Javiera Mileia, Kast wpisuje się w coraz szerszy trend odchodzenia regionu od lewicowych eksperymentów społecznych. Milei pogratulował mu na platformie X:
„Jeszcze jeden krok w obronie życia, wolności i własności. Jestem pewien, że będziemy współpracować, aby Ameryka uwolniła się od jarzma socjalizmu XXI wieku.”
Nowa mapa polityczna Ameryki Południowej pokazuje, że Chile dołącza do falującej linii konserwatywnych i centroprawicowych rządów – od Argentyny, przez Paragwaj, aż po Ekwador i Boliwię, gdzie w tym roku zakończyło się dwudziestoletnie panowanie socjalistów.
Kast, w trzeciej próbie zdobycia prezydentury, wreszcie odniósł sukces dzięki prostemu przekazowi. W kraju zmęczonym ideologicznymi starciami, inflacją i rosnącą przestępczością, obietnica porządku brzmiała bardziej rewolucyjnie niż hasła reform.
„Dorastałem w spokojnym Chile, gdzie można było spacerować po ulicy bez strachu” – mówił 23‑letni student inżynierii Ignacio Segovia. – „Teraz każdy wieczór jest walką o bezpieczeństwo. To się musiało zmienić.”
Od strachu do nadziei – czy też od jednego ekstremum do drugiego?
Nowy prezydent zapowiada, że przywróci „siłę prawa”, odbuduje zaufanie do policji i zdelegalizuje gangi. Jednocześnie jego przeciwnicy ostrzegają, że nastroje społeczne przesączone lękiem mogą prowadzić do autorytaryzmu.
Chile, jedno z najstabilniejszych państw regionu, staje się dziś areną nowego kontrastu: między potrzebą bezpieczeństwa, a zachowaniem wolności. Kast obiecuje, że jedno nie musi wykluczać drugiego.
CYNICZNYM OKIEM: W Ameryce Południowej wahadło historii znów się wychyliło – i jak zwykle zrobiło to gwałtownie.
Czy Chile stanie się symbolem kontynentalnego zwrotu w prawo, czy tylko kolejnym epizodem w cyklu rozczarowań wobec lewicowych utopii – pokaże czas. Na razie, jak napisał Milei: „Lewa strona się cofa, wolność postępuje.”


