Chiny 2026 roku przypominają feudalną dynastię Qing u schyłku – z czerwonymi książętami zamiast arystokratów. Xi Jinping, wybrany jako kompromisowy „placeholder”, stał się nowym Maoskim despotą. Czystka w PLA (Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza) osiągnęła punkt krytyczny: aresztowania wiceministrów Zhang Youxia i Liu Zhengli 20 stycznia pozostawiły Centralną Komisję Wojskową z jednym członkiem. To nie stabilizacja – to prolog do rozpadu.

Od technokraty do tyrana
Xi objął władzę w 2012 roku jako słaby czerwony książę, wybrany przez frakcje osłabiające wpływ Jiang Zemin na PLA. Zamiast grać rolę marionetki, zaczął budować własny klan. Wyczyścił armię z wrogów, umieścił swoich ludzi w kluczowych rolach i wyniósł się ponad Mao. Wyciągnął Hu Jintao z posiedzenia Politbiura, prawdopodobnie zabił Li Keqianga, a w 2019 roku rozpoczął stalinowskie czystki w dowództwie wojskowym.
Latem 2025 roku choroba (prawdopodobnie udar) osłabiła go na tyle, by partyjni nestorzy – Hu Jintao, Wen Jiabao i Zhang Youxia – próbowali przywrócić równowagę. Nie obalili Xi, lecz ograniczyli jego moc. Ich ostrożność mogła zniszczyć Chiny. Teraz, po usunięciu Zhanga – szanowanego generała bez otwartego poparcia regionalnych armii – Xi stracił resztki kontroli nad PLA.
CYNICZNYM OKIEM: Xi chciał być carem, a został księciem bez armii – w kraju, gdzie bez PLA generał sekretarz to tylko tytuł.
Wojskowy chaos i regionalizm
Centralna Komisja Wojskowa powinna mieć pięciu członków. Po czystkach od 2019 roku (Li Shangfu, Miao Hua i ok. 30 generałów) został tylko Zhang Shengmin. Regionalne grupy armijne, lojalne wobec własnych frakcji, nie popierają Xi. Zhang Youxia był ich spoiwem – jego brak otwiera drogę do separatystycznych zapędów.
Historia Chin to wieki podziału: Mandżuria zmieniała ręce między Rosją, Japonią i Pekinem. Dziś kryzys gospodarczy i demograficzny potęguje ryzyko. Jeśli Xi nie skonsoliduje władzy w ciągu tygodni, Pekin straci prowincje. Xi kontroluje policję i wywiad, ale nie armię – to przepis na wojnę domową.

Xi odziedziczył słabą, lecz szanowaną gospodarkę. Zamienił ją w depresję: lockdowny z powodu covidu, agresja wobec Tajwanu, izolacja świata. Ambicja bez talentu – jak ujął Oscar Wilde, schronienie nieudaczników. Chińczycy go nienawidzą, elity mu nie ufają. Usunięcie Zhanga to krok za daleko.
CYNICZNYM OKIEM: Xi obiecał odrodzenie Chin, a dał im powtórkę z Wielkiej Ruiny – tylko bez entuzjazmu mas.
Globalne domino
Zachód był komplementarny przez 30 lat, ufając chińskim łańcuchom dostaw. Teraz niepewność jest ekstremalna. Chaos w Chinach oznacza straty banków, zatory w handlu, krach kredytu prywatnego. Modele ilościowe nie przewidzą tego – brak historycznych analogii.
Możliwe scenariusze: stabilizacja lokalnych administratorów (tradycja Chin), wojna domowa, cesarstwo Xi lub agresja zewnętrzna (Tajwan) dla odwrócenia uwagi. W każdym przypadku globalizm pada: Europa i Kanada tracą przeciwwagę USA, bankierzy centralni – deflacyjny silnik eksportu. Jeśli Chiny staną się „wielką Koreą Północną”, świat poprosi o amerykańską parasol.
Pieniądze popłyną do dolara i złota, stopy spadną, łańcuchy dostaw zamarzną. Inwestorzy w pułapce: USA słabnie, Europa się sypie, Ukraina i Iran płoną.
Dwight Eisenhower ostrzegał: „Problem obrony to, jak daleko możesz iść, nie niszcząc od wewnątrz tego, co bronisz z zewnątrz”. Xi przeszedł za daleko – ambicja zniszczyła Chiny od środka. Chaos nie jest ryzykiem do negocjacji – to nieunikniony efekt czystek.
Partyjni nestorzy chcieli iluzji jedności. Dostali pęknięcie. Chińczycy cierpią pod niekompetentnym despotą, elity tracą wiarę. Świat patrzy z niedowierzaniem – i przygotowuje się na wstrząs. W końcu paranoja to jedyna rozsądna reakcja.


