W listopadzie 2025 roku świat obiegła szokująca wiadomość – Abu Mohammad al-Jolani, samozwańczy tymczasowy przywódca Syrii i były wysłannik ISIS, zostanie oficjalnie przyjęty przez prezydenta Donalda Trumpa w Białym Domu. To wydarzenie wyznacza nie tylko historyczny przełom w stosunkach syryjsko-amerykańskich, ale również niesie ze sobą ogromną dawkę cynizmu i politycznych gier.
Kto jest kim? – od terrorysty do głowy państwa
Al-Jolani, znany także jako Ahmed al-Sharaa, swoją karierę rozpoczynał jako bojownik ISIS w Iraku, biorąc udział w atakach na amerykańskich żołnierzy. Jego frakcja, Front Nusra, była syryjskim odpowiednikiem Al-Kaidy i toczyła brutalną walkę z innymi grupami ekstremistycznymi oraz reżimem Baszara al-Assada.

W styczniu 2025 roku jego organizacja, Hayat Tahrir al-Sham (HTS), po militarnym przewrocie przejęła kontrolę nad Damaszkiem, odsuwając od władzy rodzinę Assada, rządzącą przez 54 lata.
Spotkanie dekady – polityczna rewolucja czy błąd? Dualizm i hipokryzja
Przyjęcie w Białym Domu byłego członka ISIS wydaje się abstrakcyjną groteską – jeszcze 10 lat temu byłoby niemożliwe do wyobrażenia. Jednak strategiczne interesy USA, Arabii Saudyjskiej i Izraela zmieniły układ sił, czyniąc z al-Jolaniego sojusznika w dążeniu do zmiany układu na Bliskim Wschodzie.
Podczas wizyty ma zostać podpisane porozumienie o przyłączeniu Syrii do międzynarodowej koalicji przeciwko ISIS, co jest… zaskakująco paradoksalne, gdyż symbole ISIS nadal pojawiają się w szeregach HTS.
Al-Jolani deklaruje równość dla niemuzułmanów i kobiet, jednak jego frakcje prowadzą brutalne, sekciarskie czystki wobec mniejszości etniczno-religijnych, m.in. Alawitów, Druzinów i chrześcijan.
USA oficjalnie nadal uznają HTS za organizację terrorystyczną, ale strategiczne przesunięcia wymuszają redefinicję sojuszy. To gra, w której definicje terrorystów i sojuszników bywają zmienne.
CYNICZNYM OKIEM: Oto jak świat polityki traktuje wartości i moralność – były terrorysta z krwi i kości, kat Syrii, zostaje zaproszony na czerwony dywan do Białego Domu, bo lepiej posłużyć się kimś przesiąkniętym wojną domową niż zapewnić stabilność opartą na praworządności i pokoju. To symbol upadku zachodnich ideałów i triumf cynizmu, gdzie interesy strategiczne przesłaniają wszelkie normy.
Przyjęcie przez Donalda Trumpa byłego członka ISIS w Białym Domu to znak czasów, w których wartości ustępują miejsca surowej grze wpływów i zdolności do manewrów politycznych.
Historia Syrii i al-Jolaniego będzie jeszcze długo świadczyć o tym, jak cienka jest granica między sojusznikiem, a wrogiem w globalnym teatrze geopolityki.



