Węgry, obok garstki byłych republik radzieckich, uchodziły za ostatni bastion oporu w Unii Europejskiej wobec corocznego marszu obchodów Miesiąca Dumy. Narracja o transseksualistach jako grupie tak prześladowanej, że rządy, media, korporacje i organizacje pozarządowe całego Zachodu muszą rokrocznie poświęcać im cały miesiąc bez cienia poznawczego dysonansu, dotarła wreszcie nad Dunaj. Stało się to w momencie, w którym Viktor Orbán opuścił fotel premiera, a jego miejsce zajął Péter Magyar, opisywany jako polityk znacznie bardziej przychylny środowiskom LGBTQ+.
CYNICZNYM OKIEM: Suwerenność narodowa okazała się produktem sezonowym, a tegoroczna kolekcja nie przewiduje już rozmiaru węgierskiego.
Policja zmienia front, parada dostaje zielone światło
Jak donosi Politico EU, węgierska policja oświadczyła, że nie zabroni nikomu udziału w przyszłomiesięcznej paradzie Budapest Pride, co stanowi jawny sygnał zwrotu w polityce wobec osób LGBTQ+ od czasu objęcia urzędu przez Magyara na początku tego miesiąca. Stołeczna Policja w Budapeszcie formalnie zatwierdziła Paradę Równości Budapest Pride 2026.
Co więcej, według rzecznika policji cytowanego przez Politico, wydano nakazy restrykcyjne wobec trzech kontrdemonstracji. Komunikat ten wzmacnia wcześniejszą obietnicę Magyara dotyczącą bardziej liberalnego podejścia do praw mniejszości seksualnych na Węgrzech.
Grunt pod tegoroczny pochód ulicami Budapesztu przygotował już w kwietniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czyli unijny odpowiednik Sądu Najwyższego. Orzekł on, że Węgry, wbrew złudzeniom nacjonalistów, nie dysponują suwerennością wystarczającą, by samodzielnie regulować kwestie obyczajowe w obliczu rytualnych pokazów dumy mniejszości seksualnych.
Wyrok TSUE i koniec ustawy z 2021 roku
Trybunał uznał, że Węgry naruszyły prawo UE, zakazując dzieciom dostępu do treści LGBTQ+, i nakazał Budapesztowi uchylenie spornych przepisów. Wyrok określono jako przełomowy i jednocześnie jako cios w dziedzictwo ustępującego Orbána, podczas gdy jego wieloletni rywal szykował się do przejęcia władzy.
Trybunał w komunikacie prasowym stwierdził, że węgierska ofensywa ustawodawcza wymierzona w reprezentację LGBTQ+ łamie szereg unijnych przepisów, a sama jej konstrukcja „stanowi szczególnie poważną ingerencję w kilka praw podstawowych”. Skład orzekający przychylił się tym samym do procedury naruszeniowej wszczętej pierwotnie przez Komisję Europejską.
Spór dotyczył węgierskiej ustawy z 2021 roku, która ograniczała lub zakazywała „promowania” homoseksualizmu i zmiany płci w mediach dostępnych dla dzieci. Budapeszt wprowadził ją przy okazji wdrażania unijnego zbioru przepisów audiowizualnych dotyczących ochrony najmłodszych przed szkodliwymi treściami.
Konsekwencje wyroku wykraczają jednak poza sam dokument. Unijna władza wykonawcza może teraz podjąć dalsze działania i domagać się kar finansowych, jeżeli Węgry nie zastosują się do orzeczenia, co stawia Budapeszt pod podwójną presją polityczną i fiskalną.
W rezultacie ochrona, jaką węgierska młodzież cieszyła się za czasów Orbána, wisi obecnie dosłownie na włosku instytucjonalnym. Komentarz załączony do całej sprawy jest dosadny: Bruksela w odpowiednim czasie z pewnością obejdzie się z resztkami węgierskich regulacji tak samo, jak obeszła się wcześniej z węgierską suwerennością.



