Prezydent Donald Trump udzielił oficjalnego poparcia Viktorowi Orbánowi w nadchodzących wyborach parlamentarnych na Węgrzech (12 kwietnia), nazywając go „silnym i potężnym liderem z pełnym i całkowitym poparciem USA.”
Na platformie Truth Social Trump napisał: „Relacje między Węgrami, a Stanami Zjednoczonymi osiągnęły za mojej prezydentury nowy poziom współpracy i sukcesu – głównie dzięki premierowi Orbánowi.” Dodał, że z dumą poparł go już w 2022 roku i „z zaszczytem robi to ponownie.”
Obaj politycy od lat tworzą wzajemny krąg politycznego wsparcia. Podczas spotkania w Mar-a-Lago w 2024 roku Trump nazwał Węgry „bezpiecznym krajem dzięki twardej polityce migracyjnej Orbána”, określając go jako „najmądrzejszego i najlepszego przywódcę w Europie.” Orbán odwdzięczył się na konferencji CPAC Hungary, gdzie apelował do konserwatystów, by wspierali Trumpa jako gwaranta pokoju i suwerenności.
CYNICZNYM OKIEM: Trump i Orbán to duet, który udowadnia, że międzynarodowa solidarność istnieje – pod warunkiem, że jest po prawej stronie mapy politycznej.
„Ręce precz od węgierskich wyborów”
Równocześnie z poparciem Trumpa, Orbán zaatakował Brukselę, oskarżając ją o próbę wpływania na kampanię wyborczą Fideszu. Premier napisał na X: „Decyzje o przyszłości Węgier należą tylko do Węgrów. Nie będziemy tolerować zagranicznej ingerencji.”
Według Orbána, raport republikańskiej Komisji Sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA ujawnia, że zagraniczne podmioty – w tym unijne instytucje – używają pieniędzy, usług i wpływów politycznych, by kształtować wynik głosowania.
Z raportu komisji wynika, że Europejska Komisja miała spotykać się z platformami społecznościowymi przed ośmioma wyborami w sześciu państwach Europy, naciskając na ograniczanie treści o charakterze politycznym, aby utrudnić działalność partiom konserwatywnym i populistycznym.
Autor poleca: Węgry boją się ingerencji w wybory 2026 – 83% podejrzewa obce służby
CYNICZNYM OKIEM: Dla Brukseli „walka z dezinformacją” kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się niepoprawny światopogląd.
Bruksela zaprzecza, ale cień pozostaje
Urzędnicy unijni stanowczo odrzucają oskarżenia o ingerencję w wybory, tłumacząc, że ich działania to „legalne przypomnienie o obowiązujących regulacjach dotyczących walki z dezinformacją.” Tyle że słowo „regulacje” na Węgrzech odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki – zwłaszcza te wyborcze.
Orbán stawia więc sprawę jasno: Węgry to konserwatywna wyspa w liberalnym oceanie Unii. Jego rząd przedstawia krytykę Brukseli i część działań Komisji Europejskiej jako próbę osłabienia suwerenności węgierskich instytucji.
Poparcie Trumpa wzmacnia pozycję Orbána na arenie międzynarodowej i pozwala mu przedstawić wybory jako bitwę między Węgrami, a imperium liberalnym.
Nie jest to tylko gest przyjaźni – to strategiczny sojusz dwóch liderów, którzy stawiają politykę narodową ponad globalny konsensus.
A jeśli Bruksela faktycznie odczuje to jako prowokację – cóż, słowa Orbána brzmią już jak ostrzeżenie:
„Nie wtrącajcie się. Węgry głosują po swojemu.”



Choćby wybory w Polsce czy Rumunii pokazują, że Bruksela potrafi być skuteczna w tym co robi. Wprawdzie wysłanie Timmermansa do Holandii już nie przyniosło aż tak dobrego efektu jak praca z Donaldem, ale absolutnie bym ich nie lekceważył. Czy Viktor lepiej rozpozna potrzeby narodu od Jarka to czas pokaże.
Cześć i dzięki za udział w dyskusji!
Niewątpliwie Bruksela ma swoje narzędzia do skutecznej realizacji celów. Zapowiada się bardzo emocjonujący czas.
Wybory na Węgrzech są istotne nie tylko dla Węgrów, ale i dla losów całej Europy.
Czy będą przeprowadzone w pełni uczciwie? W dzisiejszym świecie niemal pewne, że nie będą.
Wydaje się, że tylko technologia blockchain rozwiązała by ten problem, a do tego etapu narody muszą dorosnąć.
Pozdrowienia