Główny strateg Brexitu, Dominic Cummings, znów wstrząsnął brytyjską sceną polityczną – tym razem ostrzeżeniem, że elity establishmentu planują zniszczyć Nigela Farage’a i jego partię Reform UK zanim ta zagrozi władzy systemu. Zdaniem Cummingsa, metody nie będą miały nic wspólnego z demokracją.
CYNICZNYM OKIEM: W polityce brytyjskiej detektywi nie szukają spisków – wystarczy, że otworzą gazetę.
„Zrobią wszystko, by go zatrzymać”
W rozmowie w podcaście The Spectator – znacząco zatytułowanym Quite Right! – Cummings stwierdził, że ludzie z otoczenia premiera Starmera i wyższe kręgi biurokracji Whitehallu postrzegają Farage’a jak brytyjskiego Trumpa: zagrożenie, które trzeba zneutralizować zanim stanie się realne.
– „Będą wyciekać jego dane medyczne, podatkowe, zainstalują podsłuch w telefonie. Zrobią wszystko, co będzie potrzebne” – mówił Cummings, dodając, że podobne działania koordynowane są w całej Europie: „Powiedzą sobie, że walczą z faszyzmem – razem.”
Według niego mentalność elit po Brexicie przypomina odruch zemsty:
„Patrzą na Trumpa, patrzą na Europę i myślą: lekcja jest jasna – należy uderzyć szybko i uderzyć mocno, zanim populistom uda się wejść do gry.”
Cummmings podkreśla, że wciąż żałują referendum z 2016 roku, które jego zdaniem „było początkiem katastrofy dla nich – nie dla kraju.”
– „Ich cel jest prosty – rozwalić Farage’a na kawałki i nie dopuścić, by wygrał, za wszelką cenę – legalnie lub nie.”
Zia Yusuf z Reform UK, komentując słowa Cummingsa, odparł krótko: „To już się dzieje.”
Konserwatyści? „Trup w wózku inwalidzkim”
Cummings – dawny mózg kampanii Vote Leave – nie szczędzi też gorzkich słów swojemu dawnemu obozowi. Partię Konserwatywną nazwał „martwą”, porównując ją do „lokalnego włóczęgi, który kiedyś robił dużo hałasu, a dziś siedzi otępiały w wózku.”
Jego zdaniem, to właśnie polityczna próżnia po upadku konserwatystów otwiera drogę dla Farage’a. Reform UK rośnie w sondażach i może odegrać decydującą rolę w tegorocznych wyborach samorządowych.
Najnowsze badania pokazują, że partia Farage’a wyprzedza Torysów wśród wyborców klasy średniej i przedsiębiorców, co budzi paniczne nastroje w Westminsterze.
CYNICZNYM OKIEM: Konserwatyści zawsze bali się radykałów – póki ci nie stali się popularni.
Wojna psychologiczna i „państwo interesariuszy”
Cummings, który od czasu Brexitu pozostaje na uboczu, nie jest jedyny, kto mówi o zakulisowych rozgrywkach w brytyjskim aparacie państwowym. Zaledwie kilka godzin przed jego wystąpieniem, były doradca Starmera – Paul Ovenden – opisał funkcjonowanie tzw. Stakeholder State, czyli „państwa interesariuszy”, w którym realną władzę trzymają urzędnicy, NGO-sy i lobbyści, a nie wybrani politycy.
Ovenden nazwał tę biurokratyczną sieć „perma-klasą”, która skupia się na projektach symbolicznych, kosztownych i oderwanych od rzeczywistości, jak import skrajnie lewicowych aktywistów czy walka z „uprzedzeniami systemowymi”.
„To chory objaw państwa, które przez lata rosło, by na końcu samo się wykastrować. Aparat władzy utracił refleksję, ale nie utracił ambicji” – podsumował Ovenden.
Według tej wizji, ten sam system, który wyhodował ideologiczną biurokrację, teraz mobilizuje wszystkie zasoby, by zniszczyć ruchy niezależne od centrum.
Fala dawnych oskarżeń wobec Farage’a – głównie o rzekome finansowe machlojki – wróciła jak na zawołanie. The Guardian i kilka liberalnych redakcji przypomniały sprawy sprzed dekad, które sam Farage uznał za „propagandowe odpryski kampanii politycznych”.
„Nie działa. Wręcz przeciwnie – konsoliduje nasz elektorat” – zaznaczył. Dodał, że tegoroczne sukcesy w wyborach lokalnych mogą stać się trampoliną do zwycięstwa w wyborach powszechnych:
„Jeśli zrobimy to dobrze 7 maja, pójdziemy po pełne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych.”
Od Brexitu do Farage’a – ciągłość wrogości
Trudno nie zauważyć, że to, co dziś dzieje się wokół Reform UK, przypomina początki kampanii przeciw Brexitowi. Cummings w 2016 roku był oskarżany o manipulację opinią publiczną, tajne finansowanie i „świadome rozbijanie Unii”. Teraz te same metody – jak twierdzi – są stosowane wobec jego dawnych sojuszników.
Wszystko wskazuje na reakcję instytucjonalnego układu, który nigdy nie pogodził się z wynikiem referendum. Polityczne i medialne elity chcą raz na zawsze zamknąć erę populizmu, a Farage stał się dla nich uosobieniem niebezpieczeństwa: antyglobalistycznego, antyestablishmentowego, skutecznego.
CYNICZNYM OKIEM: Brexit był dla elit traumą narodową. Od tego czasu każda niezależna myśl jest traktowana jak nawrót choroby.
Zarówno Cummings, jak i Ovenden mówią o tym samym zjawisku z dwóch stron barykady: instytucjonalnej uzurpacji. W praktyce chodzi o system administracyjny, regulacyjny i medialny, który działa jak państwo w państwie – z własnymi interesami, narracją i mechanizmami eliminacji zagrożeń.
Według Cummingsa, ta sieć nie cofnie się przed niczym – od manipulacji opinią publiczną, po ujawnianie prywatnych danych, podsłuchy i kontrolowane przecieki. Wszystko w imię „ochrony demokracji.”
To zresztą metoda znana na całym świecie. Cummings twierdzi, że „wspólnota elit” w Europie i Ameryce współpracuje przy zwalczaniu populizmu, dzieląc know-how i wspólne narzędzia nadzoru.
Dla zwolenników Farage’a jego partia to ostatni bastion zdrowego rozsądku – dla establishmentu to niebezpieczny żywioł antyliberalny. Wynik 2026 roku może stać się definicją, kto w Wielkiej Brytanii naprawdę rządzi: obywatele przy urnach czy urzędnicy przy biurkach.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy państwo zaczyna walczyć z własnymi wyborcami, kończy się demokracja – i zaczyna biurokracja z dala od wyborów.
Bo niezależnie od tego, kto ma rację, jedno wydaje się pewne: ciągłość władzy w Londynie trwa – zmieniają się tylko twarze.


