Brytyjski gułag językowy. Trump oferuje pomoc „myślozbrodniarzom”

Słowa za kratami, przestępcy na wolności

Adrian Kosta
6 min czytania

Kiedy Orwell pisał Rok 1984, zapewne nie przypuszczał, że jego kraj stanie się kiedyś gotowym scenariuszem. W 2024 roku brytyjska policja zatrzymała prawie 10 000 osób za „rażąco obraźliwe” posty w internecie. To około 30 aresztowań dziennie za wpisy, komentarze i memy, podczas gdy tysiące spraw dotyczących włamań, napaści i przestępstw seksualnych czekało bez rozwiązania.

To, co jeszcze dekadę temu nazwano by „nadgorliwością”, dziś funkcjonuje jako systemowy aparat cenzury, działający pod szyldem „bezpieczeństwa cyfrowego”. Jak ujęła to Maya Thomas z organizacji Big Brother Watch, „Wielka Brytania zyskuje reputację kraju, w którym wolność słowa ściga się z większym entuzjazmem niż przestępców.”

UK aresztowania

Policja myśli w wersji 2.0. Przestępcy internetu

Ujawnione dane z 39 departamentów policyjnych oparte na ustawach Communications Act 2003  i Malicious Communications Act 1988  malują kraj, który zamiast chronić obywateli – chroni ich emocje. Hrabstwo Cumbria odnotowało 42 aresztowania na 100 000 mieszkańców, dwadzieścia razy więcej niż Staffordshire. Sześć departamentów odmówiło udostępnienia danych, co oznacza jedno: to dopiero wierzchołek cyfrowej góry lodowej.

Co gorsza, policja jawnie przyznaje, że brakuje jej ludzi do śledzenia prawdziwych przestępstw, bo zajmuje się patrolowaniem mediów społecznościowych. David Spencer z Policy Exchange mówi wprost: Kiedy główni komendanci decydują się wykorzystywać ograniczone zasoby do kontroli wpisów online, oznacza to, że nie są one używane do zwalczania napadów, kradzieży i gwałtów.”

hejt

CYNICZNYM OKIEM: W królestwie, gdzie język uznano za narzędzie przemocy, funkcjonariusze są dziś bardziej biegli w analizie tweetów niż w zbieraniu odcisków palców.

Lista ofiar tego nowego „gułagu językowego” przypomina czarny humor. Komik Graham Linehan został zatrzymany przez pięciu uzbrojonych funkcjonariuszy na Heath­row za trzy krytyczne tweety o ideologii płci. 71‑letni były policjant spędził osiem godzin w areszcie za żart z aktywistki propalestyńskiej, a rodzice dwunastolatki trafili do celi po wysłaniu „sarkastycznego maila do szkoły”.

Wizyty o świcie, przesłuchania, przetrzymywanie bez zarzutów – wszystko to w kraju, który jeszcze niedawno chwalił się mianem kolebki liberalizmu.

Aresztowani są także zwykli użytkownicy Facebooka czy WhatsAppa – za komentarze uznane za „obraźliwe”, „antyspołeczne” lub „potencjalnie szkodliwe”. Nawet dziennikarz Telegraphu miał wizytę policji w domu z powodu tweeta sprzed roku.

Edukacja w duchu 1984. Słowa za kratami, przestępcy na wolności

O ile egzekwowanie cenzury w sieci to przedsmak totalitaryzmu, o tyle jego prawdziwe centrum zaczyna się w szkołach. Brytyjski rząd wprowadził programy, które uczą dzieci „rozpoznawania ekstremistycznych treści i dezinformacji online.” W praktyce oznacza to, że – jak ostrzega Big Brother Watch – „dzieci są uczone donoszenia na rodziców i rówieśników za ‘obraźliwe poglądy’.

Zamiast wychowywać uczniów do myślenia krytycznego, system tworzy przyszłych strażników moralności. Ironicznie, proces ten nosi nazwę Digital Resilience Curriculum – program odporności cyfrowej.

CYNICZNYM OKIEM: Nie ma nic bardziej „odpornego cyfrowo” niż dziecko, które wie, jak złożyć donos w aplikacji rządowej.

W obliczu rosnącej fali aresztowań za wpisy, brytyjski rząd – paradoksalnie – wypuszcza na wolność więźniów skazanych za przemoc. Do września 2024 roku 1700 przestępców otrzymało wcześniejsze zwolnienia, żeby zrobić miejsce dla tych, którzy popełnili „przestępstwa słowne.” To groteska w czystej postaci: na ulice wracają napastnicy, by ustąpić miejsca blogerom.

Toby Young z Free Speech Union nie owija w bawełnę: „To narodowy skandal. Wielka Brytania staje się ‘Północną Koreą Morza Północnego’.

Transatlantycka kontra: Trump wchodzi do gry

I wtedy scenariusz przybiera groteskowy, ale symboliczny obrót. Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone rozważą udzielenie azylu politycznego „myślozbrodniarzom” z Wielkiej Brytanii. Jego „Drużyna Wolności Słowa” - wspierana przez Elona Muska - ma badać przypadki naruszeń obywatelskich i powiązać przyszłe układy handlowe USA–UK z przestrzeganiem wolności wypowiedzi.

Trump stwierdził, że chce „chronić sojuszników przed autorytaryzmem,” choć niektórzy zauważyli, że w jego własnym kraju służby regularnie cenzurują social media pod pretekstem „walki z dezinformacją.” Niemniej gest jest wymowny – prezydent USA oferuje azyl Brytyjczykom więzionym przez państwo, z którym Ameryka przez wieki dzieliła język i idee wolności.

Kiedy retoryka staje się rzeczywistością

Przypadki, takie jak Livia Tossici‑Bolt – skazana za trzymanie plakatu z napisem „Jestem tu, aby porozmawiać, jeśli chcesz” przed kliniką aborcyjną, czy Adam Smith Connor – aresztowany za ciche czuwanie przed sądem – pokazują, że wtargnięcie państwa w sferę myśli przestaje być metaforą.

Brytyjski liberalizm, ten historyczny towar eksportowy, został zredukowany do historycznej ciekawostki. To nie Orwell przewidział przyszłość – to przyszłość dogoniła Orwella.

CYNICZNYM OKIEM: Tam, gdzie królowa niegdyś władała morzami, dziś jej policja ściga metafory.

Wielka Brytania zawsze dumna ze swojego Rule of Law, zamieniła się w kraj, w którym prawo służy do reglamentowania języka. Państwo, które zbudowało demokrację na słowie, dziś buduje areszty dla tych, którzy słowo traktują poważnie.

Ulice krwawią, a klawiatury są zakute w kajdanki. To nie już pytanie, czy Wielka Brytania staje się państwem policyjnym – ale jak długo jeszcze jej obywatele będą udawać, że nie słyszą, jak zamykają się za nimi drzwi.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *